Feministka katoliczka
BrightWitch
Można być feministką i katoliczką jednocześnie? Wydaje się to niemożliwe. Doktryna kościoła nie przewiduje samorealizacji kobiet widzianej feministycznymi oczami. "Kobieta i mężczyzna w godności są równi, ale powołani zostali do pełnienia innych, nadanych przez naturę i Boga, funkcji" - głosi kler. Feministki natomiast mówią o całkowitym równouprawnieniu, a naturalne funkcje są dla nich demagogią, pustymi słowami.
Kościół ma za sobą historię, w której znaczną rolę odegrały prześladowania kobiet. Ponadto ojcowie kościoła w swych dziełach niejednokrotnie dawali wyraz niechęci do kobiet, traktując je jak naczynia na zło, istoty podległe szatanowi. Niewątpliwie wpływ na to miał chrześcijański mit kreacyjny - Ewa powstaje z żebra Adama, jest także pośrednią przyczyną wypędzenia obojga z raju.
Nie da się ukryć, że kościół jest instytucją mizoginiczną. Celibat, a co za tym idzie negatywny stosunek do seksu (spotkania z kobietą na intymnej płaszczyźnie), niezgoda na święcenia kobiet, niewielka rola zakonnic (i ustawienie ich na samym dole hierarchii). Nawet kult maryjny jest formą wystąpienia przeciw kobiecie - chrześcijańskim ideałem kobiety jest dziewica i matka jednocześnie, istota odseksualizowana, przypominająca raczej inkubator, przez wzgląd na to, że jedyną jej rolą było urodzić syna.
A jednak są kobiety, które określają siebie feministkami katoliczkami.
Szczerze wyznaję, że dla mnie - antyklerykalnej feministki - postawa taka jest nieco dziwna. Mam jednak świadomość, że istnieje wiele kobiet, które, choć wychowane w katolickiej tradycji, wiedzą, iż nie są jedynie jednostkami służącymi reprodukcji i zadowalaniu innych.
"Katofeminizm" nie jest wystąpieniem przeciwko kościołowi. Jest raczej poszukiwaniem swojego miejsca w nim, odczarowywaniem go, dosadniej nawet: odkłamywaniem, nadawaniem mu cech przyjaznych kobietom. Wszystko w oparciu o Pismo Święte. Tak, jak kościół chce widzieć kobiety wyłącznie w roli matek, tak katofeministki pokazują, iż w życiu nowotestamentalnych kobiet macierzyństwo odgrywało niewielką rolę. Także w Starym Testamencie pojawia się wiele znakomitych postaci kobiecych: matriarchinie (analogizm patriarchy) narodu Izraela, prorokinie, zbawczynie swojego ludu oraz Debora, która piastowała zastrzeżoną dla mężczyzn funkcję sędziego, choć kościół zaznacza, iż posłannictwo kobiety wypełnia się w domowych ścianach, a nie w życiu społecznym czy politycznym.
Katofeminizm ma to do siebie, że nie daje się wepchnąć w sztywne ramy, bo każda kobieta postrzega go na swój sposób. Ogólnie rzecz biorąc chodzi o przywrócenie kobietom należnego im miejsca w kościele.
Zainteresowanym polecam książkę Elżbiety Adamiak "Milcząca obecność. O roli kobiety w Kościele", wydaną w Bibliotece "Więzi" (Warszawa 1999)
Komentarze pod adres: brightwitch@wp.pl