Tekst jest odpowiedzią na artykuł "kasowanie" autorstwa GDFa.
Ja komóry nie mam, nie jestem też drugą stroną tematu (rabusiem). Ale zdarzyło
mi się coś podobnego do tego co opisywał GDF.
Otóż poszedłem sobie zakupić bilet miesięczny na tramwaj do szkoły. Takiej
kolejki do kasy to w życiu nie widziałem. Stałem trzy godziny (nawet więcej).
Gdy przede mną było już jakieś 5 osób pojawił się jakiś łysol. Widząc
go od razu wiedziałem, że będzie próbował komuś wejść w kolejkę. Tym
kimś stałem się ja. Jestem osobą niezbyt silną fizycznie (bardziej wytrzymałą
na długotrwały wysiłek - dużo biegam), ale nie dałem sobie w kaszę dmuchać,
bo jestem osobą wierzącą w idee (te bardziej realne). Postawiłem mu się i
wypchnąłem go z należnego mi miejsca. Głupi byłem, że pomyślałem, że on
się podda, bo kilka sekund później uderzył mnie w lewe oko.
- coś ci sie nie podoba? ryknął rozszerzając swe szkaradne łokcie
- owszem twoja arogancja
Wtem nieoczekiwanie za mną odezwał się jakiś facet, a po nim następni.
Wybluzgali mu prosto w oczy, zagrozili mu, że go stłuką i zwiał.
Jaki z tego morał?
Taki, że nie wolno nam zwlekać. Nieprawdą jest, że nie można na nikogo
liczyć. Po prostu ludzie potrzebują impulsu. Wiedząc, że jesteśmy w przeważającej
grupie wystarczy, że jedna osoba wyjdzie z szeregu a zobaczycie, że reszta do
Was dorówna. Jak już wspomniałem jestem idealistą, staram się być dżentelmenem
i sam nie wiem kim jeszcze i dla napadniętej dziewczyny nadstawiłbym jeszcze
drugiego oka. Pytacie dlaczego taki jestem? Bo uważam, że jeśli ktoś chce
zmieniać świat to musi zacząć od siebie. Nie przestawajmy tylko na pisaniu o
krzywdzie. Zmieniajmy się, potem zmieniajmy innych aby tamci zmienili jeszcze
innych a świat na pewno będzie dla nas przyjaźniejszy.
Kijek
kijj@wp.pl