Musze znaleźć drogę do Ciebie... Nie mogę już dłużej czekać...
Tak długo Cię szukałem.
Wiesz, wszyscy popełniają błędy. Ale nigdy nie jest za późno by wszystko naprawić.
Powoli wciągnij powietrze do płuc. Poczekaj chwile... zastanów się.
Proszę nie każ mi umierać. Zastanów się zanim zabijesz znowu kogoś swoja obojętnością.
Wiesz, że może być tak pięknie...
Nauczę Cię latać. Będziemy razem szybować wśród przestworzy. Czas nie będzie miał dla nas znaczenia...
Usiądziemy na chmurze, tam gdzie bawią się śliczne aniołki... Będziemy słuchać ich śpiewu. Będziemy wolni!
Chcesz?
Nie? Dlaczego?
Wiesz, że będę Ci służył jak najwierniejszy pies... Potrafię poświęcić bardzo dużo dla Ciebie...
Chcesz bym poświecił moją wolność? Zgoda... Porzucę dla Ciebie swą wędrówkę...
Wysuszę wszystkie łzy. Nie będzie już bólu ani żalu... Teraz już wiem, że można bez nich żyć...
Powiedz tylko słowo a duszą moja będzie należała do Ciebie...
Możemy żyć wiecznie... szczęśliwi...
Nie chcesz być nieśmiertelna... Rozumiem... Nie ze mną.
Nie chcesz żyć ze mną... bo to jak śmierć...
Rozumiem... Więcej się już nie zobaczymy...
Tylko jeszcze raz spójrz mi w oczy... Moje okropne oczy...
Nie płacz. Ja wszystko rozumiem.
Tak, ranisz mnie, ale to zaszczyt...
Teraz ja będę płakał... Nie mam już siły być niewzruszonym i takim odważnym...
Chcę płakać...
Łzy powoli spływały po mojej twarzy...
Dotknij mych łez... weź je na pamiątkę... Niech zostaną na zawsze przy Tobie i... przypominają o mnie gdy znowu odejdę.
Odejdę, bo ja zawsze odchodzę... Czegoś szukam. Czasami mam wrażenie, że już znalazłem, ale potem to się rozpływa wśród bólu i żalu.
Czy to się nigdy nie skończy?!
Powoli i delikatnie zbierz ustami me łzy z twarzy... Zapamiętaj ich smak.
Może kiedyś idąc po deszczu poczujesz znów ten smak na ustach...
Może będąc w lesie poczujesz w powietrzu mój zapach...
Może będąc nad morzem poczujesz znowu smak mych łez... bo wszystkie morza powstały z moich łez...
Może będąc z kimś innym zobaczysz moje odbicie w jakieś szybie... to będę ja... szybko jednak zniknę byś pomyślała, że to było tylko złudzenie...
Gdy Słońce będzie dotykało Cię swymi promieniami wiedz, że to ja mym uśmiechem pieszczę Twe ciało...
Każdy podmuch wiatru to mój oddech... Gdy zabraknie Ci sił pomogę Ci...
Może pewnego dnia przyjdziesz na mój grób zapalić świeczkę... Podpalisz zapałkę a delikatny podmuch wiatru zgasi ją...
Podobnie ja zgasłem. Jednak ja spaliłem się do końca. Zamieniłem w garść popiołu...
Może nawet posiedzisz chwilę przy grobie i pomyślisz o mnie...
Jak na ironie, teraz gdy ja jestem "zimny", ty ciepło myślisz o mnie...
Żal... nigdy już się nie zobaczymy... Nikt jeszcze nie pokonał śmierci...
Ja jednak pewnego dnia odrodzę się jak Feniks z popiołów i powrócę...
Może wtedy spojrzysz na mnie i powiesz: Dość już wycierpiałeś... Dość się namęczyłeś... Czas byś odpoczął... Czas byś został ze mną na zawsze...
Może zakończy się moją udręka...
I znów usłyszę słowa... tym razem jednak inne:
„Twoja natura się zmieniła... zasłużyłeś na nagrodę...”
Ps. Dziękuje Ci Vene za słowa pociechy... droga siostro...