>>> @Do Kobiet podejście@ <<<


Jadąc samochodem widzę dziewczyny które mniej lub bardziej pociągają mnie fizycznie. Widzę je jadąc na rowerze czy też siedząc w autobusie. Nieuchwytne - patrzę na nie z daleka mając w głowie pożądanie. Idąc z kolegami przez miasto, siedząc na ławce słyszę ich podniecanie się przechodzącymi obok "zdrowymi sztukami". 17 rok jestem sam - nie mam tak zwanego "gadanego", nie mam sposobności rozmowy z interesującymi mnie kobietami.

Walentynki - super święto zwłaszcza dla samotnych - kolejny od życia cios. Ciosy od życia mają to do siebie że po pewnej ich liczbie(a lubią chodzić parami) w psychice coś się zmienia. Trudno powiedzieć na lepsze czy gorsze - to zależy od sytuacji jak i od człowieka.

To co opisałem powyżej to było kiedyś. Teraz jest inaczej. 19 rok sam. Obserwując te nieuchwytne kobiety wokoło mnie już się nie podniecam. Oczywiście pociągu do którego determinuje nas nasza fizjologia nie da się oszukać, jednak ja nie biorę już tego do siebie. Nie rzucam już haseł siedząc z kolegami (typu "zobacz jaka ta jest fajna" ) nie jaram się jadąc w autobusie czy mijając dziewczyny w jakiś inny sposób. Dla mnie to już jest normalka, nic nadzwyczajnego. Widzę patrząc na rówieśników że moje zachowanie jest anomalią. Ale mnie już to po prostu nie kręci - to bezpłodne podniecanie się kobietami które nie są w moim zasięgu.

Nie jestem wnikliwym znawcą życia, wolno dochodzę do wniosków, ale moje zdanie na temat kobiet bardzo się zmieniło. Co tu dużo ukrywać kiedyś traktowałem je bardzo przedmiotowo. Myślałem o nich jak o stworzeniach służących do zaspokajania fizycznych czy też psychicznych potrzeb mężczyzny. Jednak tak nie jest.

Dziewczyna jest CZŁOWIEKIEM - tylko trochę delikatniejszym i "myślącym trochę inaczej" od chłopaka. Kobiety mają swoje potrzeby tak jak i my. Są zmęczone, zadowolone, chce im się pić, jeść, maja swoje zainteresowania, problemy, smutki i radości, są w czymś dobre i kiepskie, mają zalety jak i wady.

Kiedyś rozmawiając z dziewczynami, dajmy nato z klasy, zmieniałem się, inaczej mówiłem itd. - to było złe, to było fałszywe. Teraz z dziewczyną - obojętnie jaka by niebyła - ładna czy brzydka, podobała by mi się czy nie - rozmawiam normalnie jak z każdym innym człowiekiem. Czasami zdarza się że czuję strach jak rozmawiam z osobą która naprawdę mi się podoba, ale szybko staram się go opanować, wyluzować i nie przejmować niczym. Jak pisałem wyżej kiedyś mówiłem że nie mam "gadanego", teraz to słowo w stosunku do dziewczyn traci na znaczeniu. Dla mnie niema już żadnego gadanego - rozmawiam normalnie, nie przez jakiś pryzmat zarywania czy czegoś takiego - normalnie, konkretnie, na temat, bez jakiegokolwiek podniecania się, insynuacji, podtekstów. Moja rozmowa jest poprostu prawdziwa i czysta.

W zapomnienie odeszło już sytuacje w których jakaś dziewczyna patrzyła się na mnie a ja podnosiłem nos do góry i udaję, że ona mnie wcale nie interesuje. Teraz w takim wypadku patrzę normalnie, po prostu jak na każdego.

I teraz wada:
Przez moją filozofię tracę sens poznawania dziewczyn. Skoro traktuje je tak samo jak wszystkich to nie mam żadnego powodu aby podchodzić do obcej osoby i rozmawiać (inna sprawa jak się pozna ludzi przez innych ludzi...).

Jeżeli chodzi o mój stosunek do posiadania dziewczyny to uważam że jeszcze dużo mi brakuje psychicznie jak i fizycznie bym mógł takową mieć. By czuła się przymnie bezpiecznie bym miał z nią o czym rozmawiać.

To by było na tyle jeśli chodzi o moją postawę wobec płci przeciwnej. Czekam na wasze ewentualne opinie(polemikę?) na ten temat.

PS: Moje podejście do kobiet nie jest normalne i ma swoje wady - wiem o tym - ciągle szukam, i udoskonalam moje podejście.

PSL: Dla wszystkich feministek: tak - jest dla mnie ważny wygląd dziewczyny, tak - jest dla mnie ważny jej umysł, tak chce znaleźć taką w której te dwie cechy będą mi odpowiadały. Tak - Możecie mnie już zlinczować (zresztą nie tylko wy)

e-mil

gniazdko ekmh... tj. kontakt -> gbkEmilgbk@interia.pl