DZIĘKI



Tekst ten jest skierowany do ludzi tworzących Action Maga, a w szczególności do gościa o ksywie "Qn`ik". Nigdy jeszcze nie pisałem tekstu do tak szerokiego grona odbiorców. Opowiem wam prawdziwą historię pewnego chłopaka...

Ewa była bardzo ładną i inteligentną dziewczyną, gdy kończyła liceum miała chłopaka. Ten głupek potraktował ją jak szmatę i rzucił, nigdy więcej się z nim nie spotkała. Pewnego dnia jadąc tramwajem na Dworzec Główny zauważyła chłopaka, ich spojrzenia się skrzyżowały. Chłopak ten był bardzo przystojny. Taki jakiego codziennie Ewa widziała w swoich snach. Bez zastanowienia podeszła do niego i spytała się czy pójdzie z nią na kawę do kawiarni obok dworca. Chłopak spojrzał na nią i powiedział, że chętnie się z nią wybierze. Bardzo łatwo nawiązała się między nimi rozmowa. Do kawiarni weszli o 14.oo, a wyszli dopiero, gdy właściciel kawiarni powiedział, że zamyka o 23.oo, więc muszą sobie iść gdzie indziej. Ewa dowiedziała się od niego, że ma na imię Wojciech i jest sportowcem, mieszka w Poznaniu na ulicy Polnej 7. Ewa zapisała to sobie. Po wyjściu z kawiarni odprowadził ją na dworzec. Ewa odjechała do domu. Mieszkała w Lubinie (koło Legnicy). Obiecali sobie, że jeszcze się spotkają.

Po miesiącu Ewa postanowiła odwiedzić chłopaka, z którym się spotkała przed odjazdem. Nie mogła o nim zapomnieć. Pojechała do Poznania, odnalazła ulicę Polną 7 i zapukała...

Po czterech latach Ewa znała Wojciecha na wylot. Wiedziała o nim wszystko, a co najważniejsze po prostu go kochała, zresztą on ją też. Postanowili wziąć ślub. Wojciech w ciągu roku miał strasznie dużo wyjazdów - był lekkoatletą. Wielokrotnie stawał na podium w zawodach wojewódzkich, oraz na mistrzostwach Polski. Był wszechstronnie utalentowany. Medale zdobywał w takich konkurencjach jak: rzut oszczepem, rzut dyskiem, pchnięcie kulą, skok wzwyż, skok w dal, skok o tyczce, 1oo m, 4oo m. Datę ślubu ustalili jako 21 sierpnia 1987 roku. Wojciech miał w tym dniu wyjazd na mistrzostwa Polski w rzucie oszczepem, który odwołał.

Rok później urodził się im drugi syn, któremu dali na imię Wojtek. Bardzo szybko się rozwijał. Jako, że rodzice nie mieli czasu go wychować oddali go pod opiekę cioci i wujkowi, którzy też mieszkali w Poznaniu. Rodzice codziennie go odwiedzali. Tak sobie żył, aż do piątego roku życia. Jego starzy skończyli szkoły, kupili dom na wsi oddalonej od Poznania o jakieś 3o kilometrów. Postanowili zabrać syna do domu. Wojtek jednak z niechęcią rozstał się z wujkiem i ciotką, a szczególnie z kuzynami - Anią i Mikołajem. Gdy przebywał tam - w Poznaniu nauczył się wiele rzeczy, jego idolem i wzorem do naśladowania był kuzyn - Mikołaj. Mikołaj miał wtedy jakieś 13 lat. Interesował się sztuką - miał po prostu talent. Jak nikt inny potrafił rysować komiksy i "fajowoskie obrazki", jak twierdził Wojtek. Każdy komiks, który wyszedł z pod jego rąk mały musiał przeczytać jako pierwszy. Mikołaj nauczył swojego młodszego kuzyna wielu rzeczy. Miał do tego warunki, ponieważ to on spędzał z nim najwięcej czasu w okresie jego dzieciństwa. Po szkole szedł po małego, gdy wracali Mikołaj wysłuchiwał co się dzisiaj działo w przedszkolu. Wojtek mógł powiedzieć wszystko swojemu kuzynowi, który był jego najlepszym przyjacielem. Po przyjściu do domu zostawiali torby, przebierali się w szerokie, już mocno wynoszone jeansy, które najlepiej nadawały się do jeżdżenia na skateboardzie po mieście, szli po kilku kumpli z ich ulicy i szaleli do woli na desce. Czasami grali w kosza lub w kapsle. Dla Wojtka było to niesamowite przeżycie - miał super kumpli, z którymi o wszystkim mógł pogadać, chociaż byli od niego starsi o jakieś 1o lat. Dzięki Mikołajowi Wojtek potrafił bardzo wiele rzeczy - jeździł na desce, grał na gitarze, w kosza, w nogę, umiał nawet rysować tak jak kuzyn, po prostu szybko się uczył. W nauce też był orłem. Łatwo przyswajał sobie cały materiał w przedszkolu i nie musiał tego powtarzać w domu. Często chodził z ojcem na treningi. Był dobrze zapowiadającym się sportowcem. Rodzice nie mogli wymarzyć sobie lepszego dziecka. Często też przebywał z kuzynką - Anią i jej koleżankami. Wśród nich nauczył się rozmawiać z dziewczynami.

Po wyjeździe na wieś kuzyna widywał tylko w weekendy i święta. Resztę czasu przeznaczał na pracę w ogrodzie, której było niemało, oraz na poznawanie nowych kumpli. Niestety po roku przebywania na wsi nie poznał żadnych fajnych kolegów, były tylko dzieci, które potrafiły siedzieć w piaskownicy cały dzień i przy tym przeklinać na cały głos. To nie było towarzystwo dla niego. Gdy miał sześć lat rodzice zauważyli, że ich syn strasznie się nudzi - gitarę, prezent od Mikołaja zniszczył jego starszy brat, którego od tamtego czasu Wojtek nienawidził. Wprawdzie czasem na boku narysował sobie jakiś komiks, ale to nie wystarczało na zagospodarowanie sobie czasu. Na wiosce nie było żadnego miejsca, w którym mały mógł sobie pojeździć na desce, nawet, gdyby to zrobił, to pewnie jakaś banda 1o-cio latków zabrała by mu ją, tak, jak to zrobili z jego piłką do kosza. Rodzice postanowili kupić mu za ostatnie oszczędności komputer. W sierpniu, gdy mały miał urodziny dostał go. Cała wioska siedziała przed jego domem i zaglądała, żeby zobaczyć, co za cudo dostał Wojtek. Mały całymi dniami przesiadywał przed swoim blaszakiem, zabierał go na weekendy do kuzyna. Ten objaśnił mu wszystko, nauczył go podstawowych czynności, odkręcił obudowę i pokazał co znajduje się w środku. Po dwóch miesiącach Wojtek wiedział prawie wszystko o swoim komputerze. A był to komputer bardzo dobry jak na tamte czasy (486 66MHz, 8 MB RAM, 1 MB Karta graficzna, CD-ROM, HDD 85o MB). Do dziś trzyma go w szafie.

Wojtek co jakiś czas chodził na stadion w swojej wsi. Miał bardzo blisko - stadion znajdował się 1oo metrów od jego domu. Zbierał kilku kumpli i razem grali w nogę, kosza. Czasami grał z nimi Mikołaj - przyjeżdżał do Wojtka od czasu do czasu, zobaczyć co u małego słychać.

Gdy Wojtek miał siedem lat rodzice wysłali go do szkoły. Mały bardzo się bał. Po pierwszym dniu znał już 12 nowych, "fajowoskich" kolegów i 7 fajnych dziewczyn. Od tamtego czasu już się nie nudził. Zauważył, że we wsi, w której znajduje się szkoła jest kilka miejsc, na których może pojeździć na desce. Co drugi dzień szedł pieszo 4 kilometry, żeby sobie pojeździć i pograć z kumplami w kosza i nogę. Bardzo się cieszył, gdy przychodziły do niego koleżanki i wyciągały go na dwór. Gdy miał 9 lat, znał jedną dziewczynę na tyle, że mógł z nią swobodnie pogadać o wszystkim, co go dręczyło. Ufał jej jak swojej matce, stała się dla niego najlepszą przyjaciółką, kochał ją jak siostrę. Z kuzynem nie spotykał się już tak często, ponieważ ten wybrał się do liceum. Było to liceum dla utalentowanych plastyków - przed Mikołajem rysowała się świetna przyszłość. Wojtek skończył podstawówkę z ocenami bardzo dobrymi, a z Wychowania Fizycznego i Plastyki miał oceny celujące. To go bardzo ucieszyło. Całe wakacje spędził z Martą - jego przyjaciółką z podstawówki. Codziennie szli na stadion i rozmawiali praktycznie o wszystkim. Byli jak rodzeństwo. Wojtek był bardzo porządnym dzieckiem - nigdy jeszcze nie wypił piwa, ani nie zapalił papierosa. Gdy widział człowieka, który wykonywał jedną z tych czynności, patrzył na niego z obrzydzeniem. Nie rozumiał, jak ludzie mogą coś takiego robić - niszczenie organizmu, za które trzeba płacić - uważał mały.

Po wakacjach musiał wybrać gimnazjum. Miał do wyboru iść do gimnazjum, które miało pieniądze na wszystko - codziennie autobus zabierał dzieci ze wszystkich wiosek i dowoził do szkoły, komputery unowocześniano tam co roku, szkoła ta miała też świetną salę do Wychowania Fizycznego. Ale wybrał gimnazjum do którego musiał codziennie dojeżdżać rowerem 5 kilometrów. Szkoła ta nie miała pieniędzy na nowe komputery - były tam tylko stare, poczciwe 486, które Wojtek szanował, gdy jego koledzy wyśmiewali się z nich, jakie to one wolne i cienkie. Sala w nowej szkole miała wymiary 7 x 12 metrów. Ale mały nie przejmował się tym, że przyjdzie mu się uczyć w tak trudnych warunkach. Dla niego najważniejsze było, że od rana, jak to miało miejsce w szkole podstawowej, będzie mógł porozmawiać ze swoją najlepszą przyjaciółką - Martą.

Przez pierwszy rok chodzenia do szkoły wszystko było w porządku - pierwszą klasę Wojtek, pomimo tego, że w domu nie zaglądał do podręczników i zeszytów, zdał ze średnią 5.oo i dobrym zachowaniem. Mały był według nauczycieli najinteligentniejszym uczniem w szkole. Rodzice byli zachwyceni. W dodatku dostali dobrze płatną pracę - zaczęli dorabiać do nauczycielskiej pensji. Zostali ankieterami. Do domu zaczęli przyjeżdżać coraz później...

Rozpoczął się nowy rok szkolny. Mały był już w 2 klasie. Do jego klasy weszła pani dyrektor i oświadczyła, że dojdą do nich nowi uczniowie. Wojtek bardzo się ucieszył. Nie miał zbyt dużo kolegów - wszyscy potrafili bawić się tylko w berka. Z nikim oprócz Marty nie mógł porozmawiać. Postanowił poznać nowych uczniów. Po dwóch miesiącach chodzenia do szkoły Wojtek bardzo się zmienił - poznał nowych "kolegów", kuzyna nie widywał w ogóle, ponieważ ten studiował architekturę i nie miał już tyle czasu dla małego. Jego nowi "koledzy" wciągnęli go w złe towarzystwo - zaczął palić papierosy i pić piwo. Najpierw palił te droższe i słabsze, ale później przerzucił się na te bez filtra. Czasami przychodził do domu pijany. Na szczęście jego rodziców nigdy nie było w domu - pracowali do późnego wieczoru. Nie mieli czasu dla swojego syna. O stanie swojego syna rodzice dowiedzieli się dopiero na wywiadówce kończącej pierwszy semestr, byli załamani. Od Wojtka odwróciła się jego przyjaciółka, po tym, jak w stanie upojenia alkoholowego powiedział na nią kilka obraźliwych słów i gdy odchodziła ze łzami w oczach, krzyknął, żeby więcej się u niego nie pokazywała, bo pożałuje. Nigdy więcej się u niego nie pojawiła, nawet w szkole nie spojrzała na niego, traktowała go jak powietrze, wiedziała, że gdy jeszcze raz będzie chciała wyrwać go z tego towarzystwa i nałogu, zrobi jej krzywdę. Rodzice chcieli przywrócić go do porządku, po tym, jak zawalił pierwszy semestr niewiele dało się zrobić. Nauczyciele nie lubili go - na każdej lekcji wyzywał ich i krzyczał na nich. Tak wpływał na niego najlepszy "kumpel". Nauczyciele połapali się o co chodzi i przekazali to rodzicom. Ci bez zastanowienia przenieśli go do równoległej klasy, myśleli, że to coś da. Wojtek codziennie rano zostawiał rower u kumpla i szedł z nim do lasu na fajke i browara. Zazwyczaj to on stawiał to wszystko. Pieniądze na używki podkradał matce z portfela. Czasem opuszczali pierwszą lekcję i szlajali się po wiosce. Ojciec Wojtka zaczął go bić, za to że przynosi wstyd rodzinie. Jednak to tylko pogarszało sytuację - mały palił i pił jeszcze więcej, żeby zrobić na złość staremu. Po miesiącu namów kolegów sięgnął po narkotyki. Przed szkołą, w lesie zapalił po raz pierwszy marihuanę. Od tamtego momentu robił to codziennie przed szkołą. Kumple wmawiali mu że to pomaga na problemy, że dzięki temu staje się lepszy i wszyscy będą patrzeć na niego z podziwem. A on im wierzył.

Trwało to 6 miesięcy. Pewnego dnia przyszedł do domu, rzucił plecak w kąt, jak to miał zwyczaj robić i przez myśl przebiegło mu, że przecież w plecaku ma jakieś płyty. Postanowił je wyciągnąć i odpalić na swoim sprzęcie, którego dostał na szóste urodziny od rodziców. Zanim poszedł do gimnazjum interesował się programowaniem, oraz sceną komputerową. Napisał nawet jedno demo w Turbo Pascalu, przekładane assemblerem. Chciał pojechać na party, ale niestety miesiąc przed imprezą wysiadł mu jego 6 letni, wysłużony dysk. Rozpaczał przez dwa dni, ale mu to przeszło. Postanowił już więcej nie bawić się programowaniem. I tak nie miał na to czasu. Wyjął płyty z plecaka, uśmiechnął się i pomyślał, jacy to jego kumple są naiwni - dają mu płyty i myślą, że dostaną coś w zamian. Zaczął przekładać je i zauważył jakąś płytę - pół srebrną, pół czerwoną z napisem CD-ACTION. Pomyślał, że to jakiś film. Włożył płytę do czytnika. Poczekał jakieś 2o sekund, aż jego CD-ROM przetrawi płytę. W końcu był to stary, poczciwy SONY 5x. Jak się zdziwił jak zobaczył, że to nie film, tylko jakieś pieprzone dema, bonusy i programy. Postanowił pograć w dema - i tak nie miał nic lepszego do roboty. Gdy już wszystkie przeszedł, zaczął ryć po katalogach na płycie. Znalazł jakiegoś Action Maga. Rozpakował go. W między czasie zapalił sobie ćmika i wyjął pilsa z lodówki. Wrócił, włączył stronę. Ukazała mu się okładka. Już chciał wyłączyć tą stronę, ale w oczy rzucił mu się napis na okładce : "Czy Polacy są szczęśliwi". Pomyślał, że to jakaś pieprzona gazeta dla jakiś nastolatków, którzy pieprzą jakie to życie jest super. Postanowił wejść. Nacisnął na link z napisem "TEXTY" z zaczął zjeżdżać na dół. W jego oczy wpadł tytuł - "Dla mojej Siostrzyczki - Kasi", postanowił nacisnąć na ten tytuł. Fajny klimacik - pomyślał i łyknął sobie browca. Zaczął czytać arta. Coś mu się stało. Nie potrafi tego wyjaśnić. Zaczął przypominać sobie chwile spędzone razem z Mikołajem i jego kumplami, z Martą. Właśnie zwrócił uwagę na to, że nie myślał o nich przez ostatni rok. Poczuł, że zaczęło go mulić, poszedł do kibla. Zwymiotował. Zrobiło mu się słabo. Wrócił do pokoju, położył się na łóżku i zasnął. Obudził się o 3.3o. Spał osiem godzin. Przez ostatni miesiąc nie mógł zasnąć, a teraz spał osiem godzin. Ale wyczyn - pomyślał - opowiem kumplom. Lecz w jego umyśle przebiegła nagle myśl - komputer. Podszedł do niego i zobaczył jakiś czarny ekran z białymi literkami. Przypomniało mu się, że wczoraj oglądał jakieś gówno i się od tego porzygał. Uśmiechnął się do siebie. Pomyślał, że zobaczy co to jest, i tak nie chciało mu się iść do budy. Przeczytał całego Action Maga od deski do deski. Zaczął zastanawiać się nad swoim życiem. Nad tym co zrobił złego i jaki z niego pieprzony debil. Co ja zrobiłem ze swoim życiem ? - pomyślał. Postanowił przestać pić i palić to pieprzone gówno. Robił to wszystko żeby zaszpanować przed kumplami. Dopiero teraz uświadomił sobie, że oni są jak pijawki. Pieprzone pijawki - pomyślał. Postanowił się wykąpać. Była 2.oo w nocy. Nikogo w domu nie było. Zaczął zastanawiać się, czy pójdzie dzisiaj do szkoły ? Do końca roku szkolnego pozostały dwa miesiące, a on miał zagrożenia z trzech przedmiotów. Kurwa co ja zrobiłem ? - krzyknął. Umył się, spakował do szkoły i poszedł na pierwszą lekcję.

Tego dnia postanowił nie jechać rowerem, poszedł pieszo. Po drodze zastanawiał się, co powie tym wszystkim "kumplom". Przyszedł do szkoły, tym razem okrężną drogą, nie przez las. Gdy wszedł do szkoły podbiegło do niego kilku chłopaczków i ze zdziwioną miną pytają, gdzie był. On nie odpowiedział, tylko spojrzał na nich pogardliwym wzrokiem i poszedł dalej, w stronę Marty.

Siedziała sama na wielkim pniu wkopanym w ziemię. Usiadł obok niej. Przestraszyła się, myślała, że chce jej zrobić krzywdę. Po chwili zauważyła, że przygląda się im nauczyciel od Wychowania Fizycznego i trochę się uspokoiła. Wojtek zapytał pierwszy, czy może z nią pogadać. Ona spojrzała na niego, ze zdziwieniem, że coś do niej powiedział. Zaczęła zastanawiać się o co mu chodzi. Cisza trwała jakieś 3o sekund, aż wreszcie odpowiedziała, że czemu nie ? Zaczął opowiadać jej jaki z niego debil, że spieprzył sobie życie i zapytał, pomoże mu wyjść z tego gówna ? Ona spojrzała na niego ze zdziwieniem. Tysiące myśli przebiegało jej przez głowę. Siedziała tak przez jakieś 1o minut, aż zadzwonił dzwonek. Spojrzała mu po raz pierwszy od jakiś 6 miesięcy prosto w oczy, wiedziała, że nie żartuje. Postanowiła mu pomóc. Po lekcjach poszli do jego wsi na stadion, na którym przesiadywali kiedyś całe godziny. Powiedział jej, że chce skończyć z tym wszystkim i chce zacząć wszystko od nowa. Siedzieli tam do 22.oo. Odprowadził ją do domu. U siebie na chacie był o 1.oo. Zaczął szukać innych płyt z Action Magiem. Do 7.oo przesiedział nad kolejnym AM. Rano przyszła Marta. Nie poszli do szkoły. Razem czytali AM. O 22.oo wykąpali się i poszli spać.

Wojtek zdał wszystkie przedmioty na trójach. Z nieodpowiedniego zachowania wyjechał na poprawne. Nauczyciele byli zszokowani. On prowadził już normalne życie. Nie pił, nie palił marihuany. Pod koniec roku zaczął rzucać oszczepem. Okazało się, że ma do tego wrodzony talent. Wygrał zawody na szczeblu gminnym. Na powiat nie zabrał go gość od Wychowania Fizycznego. Nie czuje do niego urazy. Mały wie, że jest jeszcze za słaby na takie zawody, ale co drugi dzień trenuje na boisku. Coś z niego będzie...
___________________________________________


Tekst ten napisałem, ponieważ chcę uświadomić Qn`ikowi i reszcie ekipy tworzącej Action Maga, że pomogli człowiekowi wygrzebać się z jego problemów. To dzięki wam pisze te słowa, to dzięki wam obok mnie siedzi osoba, którą kocham jak własną siostrę. To wy sprawiliście, że teraz czuje się świetnie, że być może dostanę się do liceum, do którego się wybieram po gimnazjum ( LO nr.6 w Poznaniu ). Tacy ludzie jak wy zasługują na szacunek. Bez was by mnie tu nie było.

KONTYNUUJCIE SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ, BO TO JEST NAPRAWDĘ DOBRĘ I W CHWILI ZWĄTPIENIA POMYŚLCIE O TYM, ŻE DZIĘKI WAM JEDNA OSOBA WIĘCEJ NA TYM ŚWIECIE CZUJE, ŻE WARTO ŻYĆ !!!

Szczególne pozdrowienia dla MetFana, to twój tekst spowodował, że zacząłem się zastanawiać nad swoim życiem.

Dziś po raz pierwszy włączyłem płytę składu 'Limp Bizkit'. Zabrałem ją jednemu z tych "kumpli". Po puszczeniu jej stwierdziłem, że słuchanie tej muzyki jest jedną z najprzyjemniejszych rzeczy, które robiłem w życiu. Składam wyrazy szacunku teamowi 'LB'.

28.o6.2oo3 23:4o

GiFT.ED