pan_T.A.Rej
A ja ci drwić pozwalam sama się śmieję
Lubię pełne poetyki teksty BrightWitch. Lubię też feministki. Świat,
jaki mi proponują, wręcz uwielbiam. Bo czyż nie jawi się on dla nas - mężczyzn
- różowo? Ot, takie równouprawnienie (równość) we wszystkim. Wreszcie! Wreszcie
nie będę zawsze tym jedynym typowanym do cięższych prac. Skopać ogród? Wykopać
rów? Znieść węgiel do piwnicy? Proszę bardzo, jest równouprawnienie (równość),
czemu sam mam to robić? Mogę się przecież męczyć na zmianę z siostrą. Koniec,
nareszcie koniec z zaniżonymi normami dźwigania ciężarów dla kobiet! I koniec
- wreszcie - z nierównym, niższym dla nich wiekiem emerytalnym! Równość,
to równość.
Radość mnie ogarnia na myśl, że mój syn będzie miał pięćdziesiecioprocentową
(nawet większą, bo kobiet jest więcej) szansę na uniknięcie horroru wojska.
Wszak równość, wolność i braterstwo (siostrzeństwo?) będzie i kobiety też
z poboru brane będą. A przy tak liczebnej armii, jak mamy, gdy dojdzie dwa
razy więcej osób stawiających się na komisję, armia albo będzie musiała zaostrzyć
wymagania, co do kandydatów, albo wybierać ich drogą losowania. Dodajmy do
tego kościół - księży (księżynie - bawiąc się w słowotwórstwo). Tu też - dzięki
równości w wierze - syn mój będzie miał mniejszą szansę na dostanie się do
seminarium (parytet!), a ja może prędzej wnuka doczekam, by mu opowiedzieć
o "dawnych, złych, samczych czasach, kiedy to światem rządziły męskie, szowinistyczne
świnie".
Parytet właśnie - tu szansę dla siebie widzę. Jeśli połowę w sejmie będą
- według prawa - musiały stanowić kobiety, to siłą rzeczy druga połowa
zostanie dla mężczyzn. Wystarczy w takim razie, że zapiszę się do jakiejś
kobiecej partii ("Gary i Sprawiedliwość", "Sojusz Lewicy w Spódnicy", "Liga
Polskich Staników"), gdzie będę jednym z niewielu facetów, a - na mocy parytetu
- będę wytypowany do parlamentu. I to niezależnie od mojej wiedzy, czy w ogóle
poziomu umysłowego.
W znalezieniu pracy też parytet nam pomoże. Rozejrzyjcie się dookoła,
ile jest coraz bardziej damskich zawodów - nauczyciel(ka), aptekarz(rka),
urzędnik(czka) - na poczcie choćby. Że co, że w Koziotrąbach Dolnych wykształconych
mężczyzn brakuje? Nie szkodzi, z "łapanki" się weźmie. Wyobrażacie sobie te
sceny "To nic, obywatelu, że dodawać nie umiecie, ale zrozumcie, mamy matematyczkę,
to - wedle parytetu - musimy mieć i matematyka. No, to co, jutro na ósmą
w szkole. Rozumiemy się?"
I nareszcie koniec z głupimi (czytaj - seksistowskimi) konwenansami. Koniec
z kupowaniem kwiatów, z przepuszczaniem w drzwiach, z zapraszaniem do kina.
Koniec, a nawet zakaz. Przecież wystarczy dziewczynę pochwalić, że ładnie
wygląda, by zostać posądzonym o niecne, seksualne zamiary. A jak dam takiej
kwiaty (broń mnie, Panie, przed tym) - dziesięć lat ciężkiego więzienia za
"próbę wykorzystania wbrew woli strony wnoszącej oskarżenie". Albo zaproszę
kobietę na piwo i - jeśli do czegoś między nami dojdzie - na drugi dzień
nie będzie pamiętała, że to ja byłem stroną podrywaną? Dożywocie, jak nic.
Z podrywaniem też koniec. Jedyne, co nam zostanie, to być stroną pasywną.
Ale to dość interesująca perspektywa - zamiana rolami, z "myśliwego" stać
się "zwierzyną", być podrywanym. Szkoda mi tylko tych co bardziej nieśmiałych
feministek przyszłości. Ich nikt nie będzie mógł "zaczepić w celu nawiązania
znajomości i (lub) wykorzystania", by nie narazić się na posądzenie o słowne
molestowanie. A one, biedaczki - zbyt nieśmiałe, żeby same kogoś poderwały,
będą skazane na samotność i staropanieństwo.
Ciekawym tylko, jak feministki załatwią, żebym i ja mógł zajść w ciążę?
Bo - równość, to równość, i my też powinniśmy mieć prawo i możliwość bycia
w "stanie błogosławionym". I - ewentualnego dokonania aborcji (kroi się nowe
hasło - "Ręce precz od męskich brzuchów").
Teraz trochę poważniej
Margaret Thatcher - W wieku 29 lat weszła w skład izby gmin, potem została
przywódczynią Partii Konserwatywnej, wreszcie premierem.
Grace Murray Hopper - w wieku 28 lat została profesorem matematyki. Przed
40 - admirałem. Stworzyła pierwszy kompilator (1952r.), program - w skrócie
- do porozumiewania się z komputerem po angielsku (wcześniej programowanie
możliwe było tylko za pomocą kodów binarnych). Można powiedzieć, że bez niej
sprzęt nie byłby powszechnie dostępny, a zrobienie czegokolwiek na komputerze
możliwe byłoby tylko dla fachowców.
Dwa (ze względu na ograniczone miejsce, a nie brak kandydatek) przykłady,
dwie kobiety - ta pierwsza zajmuje drugie (zaraz po R. Reaganie) miejsce na
mojej liście najlepszych polityków - które zaszły tak wysoko nie dla tego,
że były (M.T. jest, jeszcze żyje) kobietami, ale dzięki wiedzy, inteligencji
i uporowi. Feministkami raczej nie były. Teraz się zastanówmy nad jedną sprawą.
Jeśli do parlamentu będziemy wybierać kogoś nie dla tego, że jest dobrym politykiem,
a dla tego, że jest kobietą, to jak widzicie przyszłą scenę polityczną? Jeżeli
do pracy przyjdzie wybierać nie między lepszym a gorszym pracownikiem, ale
między kobietą a mężczyzną, to jak Wam się jawi przyszłość gospodarki? Albo
(o zgrozo, mam nadzieję, że do tego nie dojdzie) gdy dyrektor szpitala nie
będzie wybierał między lepszym a gorszym lekarzem, a między płciami? Przyjmie
do pracy kogoś nie dla tego, że leczy, zamiast szkodzić, a dla tego, że jest
kobietą? Chciałby ktoś leżeć w takim szpitalu?
Nie, nie twierdzę - podając powyższe przykłady, że kobiety są gorszymi
politykami, pracownikami, lekarzami. Wręcz przeciwnie. Twierdzę tylko, że
nie powinno się kierować - przy wyborze pracownika, np. - płcią,
a umiejętnościami. Tymczasem nasze feministki proponują właśnie
wybór płci, a nie wiedzy (nazywa się takie coś "akcją afirmatywną" lub "dyskryminacją
pozytywną").
Czasem wydaje mi się, że dzisiejsze feministki same
chcą wyrządzić sobie krzywdę.
Ot, w takim USA dla przykładu. Tam, pracując w jednej firmie z kobietą,
bałbym się do niej uśmiechnąć, odezwać, czy spojrzeć na nią. Po co? By zostać
posądzonym o molestowanie w miejscu pracy? Dzięki, ale nie. To już lepiej
traktować koleżankę jak powietrze, udawać, że się jej nie zauważa. A jeśli
sama pierwsza się odezwie? W takim wypadku trzeba udawać głuchego.
Oczywiście, z tym parytetem, to o co innego chodzi, ale pomyślałem, czemu
nie iść dalej, nie wybiec w przyszłość? W końcu tow. Lenin też chciał tylko
równości i pracy dla wszystkich...
Ale jedno napisać muszę: ma dziewczyna (p. BrightWitch) rację. I to częściej,
niż niejednemu z nas się wydaje.
Na zakończenie, dla równowagi, dowcip:
- Dlaczego górnik zarabia więcej od kobiety?
- Bo jest mężczyzną
Tytuł bezwstydnie i przewrotnie przywłaszczyłem sobie z wiersza "Kobiecość"
napisanego przez najbardziej niedocenionego z najlepszych i najlepszego z
niedocenionych - Rafała Wojaczka.
Male Chauvinist Pig:
pan_T.A.Rej
Kto mieczem wojuje, ten ma w
nogach