ZALATUJE NASTOLETNIM DUCHEM


Będzie to opowieść o moim pokoleniu. Opowieść smutna, bo pozbawiona tak zwanego hepi endu. Być może nieco kontrowersyjna, być może przyciężka w odbiorze. A w dodatku pomyślana poniekąd jako odpowiedź na UnionJackowy tekst "Generacja nic, generacja wiele".

Na początek, celem wprowadzenia, krótka historyjka. Znacie "Smells Like Teen Spirit" Nirvany? Na pewno znacie1. Gigantyczny przebój, hymn początku lat dziewięćdziesiątych. Piosenka, która ubrała setki tysięcy nastolatków w tanie podkoszulki i podarte trampki. Utwór, po którym Kurta Cobaina okrzyknięto Głosem Pokolenia. "On wykrzyczał nasz gniew", mawiano.
A tymczasem wszystko to jedna, wielka ściema...
...A było to tak. Pewnego pięknego dnia Katleen Hanna, przyjaciółka Kurta, zadedykowała mu grafitti na ścianie. Nabazgrany naprędce napis głosił: "Kurt Smells Like Teen Spirit". Muzyk odebrał to jako wielki komplement, że niby jest taką nastoletnią, buntowniczą naturą. Nie wiedział, biedny, że Teen Spirit to nazwa badziewnego antyperspirantu dla dziewcząt, a Katleen chciała mu dać do zrozumienia, że uważa go za... pedała. Napis zainspirował go do napisania genialnej piosenki, a o jego prawdziwym znaczeniu dowiedział się już po nakręceniu teledysku...
Tyle historyjka.

Po co ona? Była niezbędna. Z całym tym bowiem wydumanym nastoletnim duchem jest w tej chwili dokładnie tak, jak z utworem, który go rzekomo symbolizuje. Nie istnieje, jest nieporozumieniem. To, co wydaje się Pachnieć Nastoletnim Duchem, w rzeczywistości Śmierdzi Jak Antyperspirant.

Szok, co nie?

Przejrzyjcie na oczy. Nawet bunt, odwieczny przymiot każdego szanującego się nastolatka, przestał być PRAWDZIWY. Stał się przedmiotem handlu, sprzedaje się go, jak kartofle na targu. Chcesz pokazać światu, jaki z ciebie antysystemowy buntownik? No to sru do sklepu, po płytę Eminema, czy innego Peji! A nie zapomnij przywdziać spodni massa, bluzy z kapturem i butów, na sznurówkach których możnaby się powiesić! Potem leć po kumpli, kupcie jabole, zamelinujcie się na działce i buntujcie do nieprzytomności!

Kiedyś bunt był owocem przemyśleń, które opadały jednostkę, gdy ta dostrzegała idiotyzm otaczającego ją świata. Hipisi z lat sześćdziesiątych, punki z osiemdziesiątych, grunge z dziewięćdziesiątych - oni chociaż wiedzieli, czemu i przeciw czemu się buntują. Ich bunt nosił znamiona autentyczności.
A teraz? Zachowaniem młodzieży kieruje Podprogowy Mesjasz. Wygłasza swe kazania z reklamowych spotów, billboardów i stron czasopism. Naucza bezpłciowości. Grzechem śmiertelnym ustanawia indywidualność. "Nie będziesz miał zdania własnego przed moim!", grzmi pierwszym przykazaniem swego dekalogu. Jego Święte Memy infekują umysły.

Co to za bunt, gdy ograniczają go sztywne nakazy i zakazy? Buntuj się, ale z naszą komórką w kieszeni? Co to za nastoletnia energia, gdy dawkowana jest jak z kroplówki? Bądź zbuntowany, ale tak, żeby nam się to opłaciło?
Bo jeśli obecnym standardem są dwaj debile z reklam Idei, to ja wysiadam.

A wiecie, czemu tak jest? Znaczy, czemu jest jak jest, nie czemu miałbym wysiadać?

Należymy do bardzo dziwnego pokolenia. W pewnym sensie eksperymentalnego - jesteśmy na dobrą sprawę pierwszym pokoleniem, które dorasta(ło) w państwie kapitalistycznym. Młodzi jak polska demokracja, bardzo ją przypominamy. Czysta konsumpcja, skrajny egoizm, zanik podstawowych odruchów moralnych... Każą nam za jednym zamachem nadrabiać stracone na socjalizm lata.
Jeszcze nie wykrystalizowała się skala, według której mielibyśmy być mierzeni.

Żadne z wcześniejszych pokoleń nie żyło w warunkach zabójczej konkurencji, osławionego Wyścigu Szczurów, podczas którego deptanie ciał tych, którzy mieli pecha nie jest niczym szczególnym. Żadne z poprzednich pokoleń nie żyło w kraju, w którym pracę, godne życie trzeba sobie WYWALCZYĆ.

Wychowani przez rodziców zakorzenionych w poprzednim systemie, nierzadko według poprzedniej skali wartości, projektowani jesteśmy na rzeczywistość, z którą siłą rzeczy nie możemy być kompatybilni. I każdy konwertuje się na swój sposób; stąd tak wielkie rozbieżności w obrębie jednego pokolenia.
A że taka chałupnicza konwersja nie może być idealna, to chyba oczywiste. Mówiąc krótko, jesteśmy pierwszym w Polsce Zepsutym Pokoleniem. (Ameryka miała takich już kilka, ostatnie z końca lat sześćdziesiątych, gdy zaćpany jak ja pierniczę ruch hipisowski wszedł w wiek rozrodczy).
Brak wspólnego mianownika, jedynie dwie życiowe postawy: konformizm lub skrajne wyalienowanie - oto typowe objawy charakteryzujące Zepsute Pokolenia. Do tego dorzućmy coraz częstsze samobójstwa wśród nastolatków (na razie problem ten nie jest w Polsce zbyt poważny, ale obym był złym prorokiem).

Fajnie, nie?

Na pocieszenie muszę napisać, że Zepsute Pokolenia zawsze wydają owoc, który odmienia oblicze świata. Marylin Monroe, Janis Joplin, Kurt Cobain... Ludzie-symbole, święci męczennicy. Postacie ze wszech miar tragiczne... Pocieszeni?
To kto jest chętny? Kto zgłasza kandydaturę na ponadczasowego bohatera?

Tak więc czuj duch. Perspektywy mamy kapitalne.

Axel

1 - "Load up on guns, bring your friends, it's fun to lose, and to pretend..." - teraz już kojarzycie.