Stoję w miejscu. Stoję tak już od pewnego czasu. Zatrzymałem się, ale nie wiem,
po co. Próbując się tego dowiedzieć cofam się jeszcze bardziej. Kiedyś podobno
byłem zdolny i chyba miałem jakieś marzenia. Nie pamiętam.
To było tak dawno temu.
Naprawdę chciałbym iść z wami.
Możecie chwile poczekać?
Gdzieś tu chyba coś zostawiłem.
Małą część siebie.
Nie pamiętam, co, ale na pewno było to dla mnie ważne.
Gdybyście mogli chwile poczekać...
Co mówicie?
Świat nie czeka na frajerów.
Tak.
Teraz pamiętam.
Wiedziałem o tym, ale miałem nadzieje, że...
Słucham?
Nadzieja jest matką głupców.
Tak.
Idźcie.
Postaram się was dogonić, gdy tylko to odnajdę.
Nie.
Nigdy tego nie znajdę. Nie mogę się dłużej oszukiwać. Ja niczego nie szukam,
bo "to" nie może być znalezione. Zniszczono "to" dawno temu. Moje ambicje, moje
plany i moje marzenia. Moje małe marzenia. To było wtedy, gdy postanowiłem się
zatrzymać. Miałem dość bycia anonimowym człowiekiem w tłumie pełnym hipokryzji,
kłamstw i zdrady. Miałem dość bycia nikim wśród ludzi bez twarzy.
Gdy ich opuszczałem wygrażałem im pięścią. Obiecywałem zemstę, ale nie mogłem
tego zrobić.
Nie byłem taki jak oni.
A przecież tyle zła mi wyrządzili. Pozbawili mnie ambicji, wyśmiali moje plany
i zabili marzenia. Moje małe marzenia. Czy naprawdę aż tak wiele chciałem od
życia?
Zatrzymałem się.
Teraz wiem, że to był błąd. Przedtem byłem tylko anonimowy. Teraz jestem
anonimowy i samotny. Samotny. Nie ma już dla mnie miejsca w tłumie. Opuszczenie
go było dużym błędem, lecz powrót byłby jeszcze większym. Ja się zmieniłem,
ale tłum nie. Nadal idzie do przodu, a kto zostaje w tyle jest zdany na własne
siły. Nie chce tam wracać, ale nadal jestem blisko.
Czekam.
Czekam aż mnie dostrzeżesz i podasz mi dłoń. Podasz mi rękę i jeśli tylko
zechcesz, to w dalszą drogę pójdziemy razem. Przecież musi być jakaś inna droga.
Poszukamy jej. Odejdziemy. I pewnego dnia tłum zauważy nasze zniknięcie
i zdziwi się. Przypomni sobie nasze twarze i może nawet się zatrzyma. Zastanowi
nad tym, co się z nami stało. Gdzie mogliśmy pójść?
Ale nas nie będzie już to obchodzić. Nie będziemy go potrzebować. Nie będziemy
ani anonimowi ani samotni. Będziemy znać siebie. A to jest bardzo wiele.
Może pewnego dnia stworzymy swój własny tłum. Wolny od hipokryzji, kłamstw
i zdrady. Tłum, w którym czyjejś plany będą szanowane, a marzenia pielęgnowane.
Tłum, w którym każdy będzie mógł iść swoim własnym, a nie z góry ustalonym
tempem.
Na razie są to tylko marzenia. Moje nowe marzenia.
A gdy przejdziesz obok mnie, po prostu podaj mi dłoń. Tłum niech idzie dalej.
Gdy odejdzie, my ruszymy w swoją stronę.
Nadal anonimowy
@n0nim
zdzichu45@o2.pl