Feminizmowi mówię stanowcze: Nie!




Why? Odpowiedź: bo jestem człowiekiem. Tak, tylko, a właściwie, aż tyle. Tylko co to znaczy, co? Ano znaczy tyle, że postępuję i myślę jak każdy bardziej lub mniej przeciętny ludź. A co to ma do feminizmu? Tyle, że jest to pogląd, którego celem jest _zmiana_. Teraz pojmujesz? Nie? No, dobra, wyjaśnienie dla dresiarzy i posiadaczy dodatkowego chromosomu. Ludzie się uczą (no, dobra, dobra, ale to prawda). A co to znaczy? Znaczy tyle, że człowiek jest mądrzejszy, i że ma większe doświadczenia w postępowaniu z pewną specyficzną nierzeczywistością (vide: Nie martw się, jutro będzie gorzej.). Ta nierzeczywistość tworzy się poprzez własne i innych postępowanie, normy, prawo, prawa fizyki, itp. A jeśli taki ktoś, kto się nauczył postępować z określoną nierzeczywistością natrafi na pogląd mogący zmienić stan, w którym się orientuje, zna i czuje się w nim jak w domu? To co? Spodoba mu się to? No, chyba, że nie. Będzie się starał, żeby stan rzeczy został zachowany - jemu tak wygodnie. A jak powszechnie wiadomo (znaczy ja tak uważam) ludzie kierują się tylko i wyłącznie pobudkami egoistycznymi. Feministki z własnych pobudek egoistycznych chcą obalenia tego systemu, bo ponoć, tu im źle. A jakim to prawem macie, moje panie, prawo ingerować w mój osobisty wszechświat, co? Nie dam się. "Thou shall not come to pass!". A i jeszcze jedno: postulaty i te wszystkie ichnie prawdy (wiary?) baaaaaaardzo mi przypominają poglądy głoszone przez marksisto-leninistów. Te całe teksty o dyskryminacji, że cośtam o jedności plus inne rzeczy, dla których jakoś nie znalazłem trwałego lokum w moim umyśle, brzmią jak z plakatów socjalistycznych. Śmiech na sali. Osobiście komuchów nie lubię. Was też. Komplikujecie mi życie. W moim osobistym kodeksie karnym zajmuje to czołową pozycję na liście przestępstw przeciwko jedynej słusznej osobie. Mnie.

Abu Dhabi