Ciemno i zimno.
Przechodzę drogą oświetloną pomarańczowymi latarniami. Pomarańczowi ludzie, pomarańczowy
chodnik, pomarańczowe mury, asfalt, samochody. Pomarańcz odbija się w szybach i w oczach
pomarańczowych prostytutek. Pomarańczowi ćpuni odlatują w ciemne niebo. Zegarek
pomarańczowy, pomarańczowa trzecia godzina. Ja pomarańczowy.
Mija wszystko, czas, ludzie domy, komunikacja miejska. Mijam ja, mijam ciebie. Drzwi.
Otwieram, wchodzę, stoję, patrzę... i nie widzę.
W centralnej części ściany wisi "Bóg". Boga stworzył Woody Allen. Stoję i patrzę, a on
patrzy na mnie, swoim czarno białym okiem - "ó".
Nikt nic nie mówi, nikt nie płacze, nie wymusza, wszyscy śpią i mijają.
W głowie huczy: "patrz mi w oczy; nie te, te drugie".
Obok telefonu leżą kawałki rozbitego, kolorowego, szkła. Od dawna staram się je poskładać
w jakiś trzymający się kupy obrazek.
Dziewczynka w szarej sukience, kopnęła kamień, co spowodowało zawalenie się ludzkości.
Wstała i myśli że nie ma już nic. Kolejna osoba która twierdzi że jest w stanie
zniszczyć/zmienić świat.
On niewzruszenie trwa w swojej pomarańczowości. A pomarańcz powinna być wynikiem zmieszania
się czerwieni i czerni (ten jeden motyw nie daje mi spokoju... dlaczego tak nie jest?).
Obiecywałem im wszystkim, że to już ostatni raz. Jeden strzał, zwężone źrenice, rana na
ręce i rzeczywistość nareszcie dopasowuje się do mnie. To jest prawdziwa natura
człowieka... nie dostosować siebie do wszystkiego, tylko wszystko do siebie. Świat
stworzony z figur geometrycznych odpowiadających każda jednemu człowiekowi... nigdy nie
będzie tworzyć jedności, bo każdy chce ustawić siebie w środku.
A środek jest jeden, heroina.
Jeżeli myślisz, że biorę to przeczytaj ten tekst jeszcze raz.
"To ty bierzesz" - jedyny wniosek który możesz wyciągnąć.
Przestań i znajdź swoje miejsce.
rED_LIKE_DRAGON_FALL
(red-cappa@wp.pl)