Uśmiech

Idę ulicą. Nie jestem sam. Widzę tłum ludzi, idących przed siebie. Wszyscy podążają w sobie tylko znanym kierunku nie zważając na nic i nikogo wokół. Czuję pustkę, takie dziwne przygnębienie. Nie wiem dlaczego. W końcu to normalne. Uczucie samotności w tłumie ludzi. Wszyscy zajęci są sobą. Nikt się nie wyłamuje. Nikt się nie wyróżnia. Bo i po co, tak jest im wygodniej. Choć nie wiem czy chociażby głupi uśmiech do przypadkowego przechodnia jest czymś nazbyt ryzykownym. Chętnie sam bym to zrobił, ale nie mogę. Nie jest mi do śmiechu...

Dzwonek na przerwę wyrwał mnie ze stanu błogości w jakim byłem jeszcze przed chwileczką. Lubię marzyć. Lubię się nad czymś zastanawiać. Czasem fajne myśli do głowy przychodzą... Poprawiają mi samopoczucie. Myślę sobie, że nie jest ze mną tak źle skoro potrafię wymyślić tak ciekawe rzeczy, dojść do takich wniosków do jakich dochodzę. Lepsze to niż myślenie o nudnej Biologii, która właśnie minęła. Znów nie słuchałem. Nic to, przeczytam temat i coś tam zapamiętam. Może nawet wpadnie jakaś czwóra. Nieważne. Teraz czeka mnie przerwa. Niby fajnie. Odpocznę, pośmieję się z czegoś z kumplami. Tylko, że znowu jakoś nie jest mi do śmiechu. Nie wiem czemu. Niby wszystko jest pięknie. Nie mam problemów czy jakichś większych zmartwień. Jednak nie mam też specjalnych powodów do radości. Może przyzwyczaiłem się do takiego bezproblemowego życia jakie mam. Może nie umiem cieszyć się z tego, co dla kogoś innego byłoby życiowym sukcesem lub szczęściem. Mam niezłe oceny. Pewnie niejeden mniej zdolny uczeń chciałby mieć tak mało zmartwień związanych ze szkołą niż ja. Mam co jeść. Zazdroszczą mi dzieci z tzw. rodzin patologicznych lub ofiary głodu z państw Trzeciego Świata. Mam kochających rodziców. Wiem, że mnie kochają. Ja ich zresztą też. Wielu zazdrości mi takiej rodziny. Wielu chciałoby móc pogadać od serca z mamą lub tatą. Nie mogą. Więc dlaczego do cholery ja tego nie doceniam. Nie, źle się wyraziłem. Doceniam to, ale czasem mam wrażenie, że nie umiem tego okazać. Przynajmniej dziś. Źle się z tym czuję... Może to zwykły kaprys? Jest taka możliwość, choć nie wydaje mi się aby tak było. Może jestem rozpieszczony? Też nie pasuje mi ta opcja. Nikt mi tego do tej pory nie powiedział, ani nie okazał, więc wątpię. A może po prostu jestem wrażliwy na nieszczęście innych? Nie rozumiesz? Skoro inni nie mogą cieszyć się takim szczęściem jakiego ja doświadczyłem, nie będę się z nim obnosił. Może innych zdołuje mój widok. Widok mojej roześmianej twarzy. Poza tym nie potrafię się cieszyć widząc wkoło tyle nieszczęść. Wrażliwość czy głupota?

Obudziłem się dziś w świetnym humorze. Czuję, że mogę zrobić wszystko. I będę. Idąc do szkoły uśmiecham się do napotkanych przechodniów, a oni odwzajemniają mi się tym samym. Czuję, że mogę zmienić świat. Ale na razie zmieniłem swoje nastawienie. Jestem dumny z tego, że widząc moje szczęście, ludzie także się cieszą. Mili są. Życzliwi. Boże dlaczego miałem wczoraj takiego doła? Czyżby nadmierne myślenie mi szkodziło? Jednak kaprys, głupota i rozpieszczenie. Dobrze, że nie miewam za często takiego "wczorajszego" humoru. Nie dla innych. Dla mnie dobrze...

Taywan
(tajwan2@wp.pl)