Poczwarka

To co za chwilę przeczytacie (lub nie, Wasza wola) zabrzmi niczym bajka,
lecz bajką pod żadnym pozorem nie jest. To histoia prawdziwa, która ciągle
jeszcze trwa i trwać będzie jeszcze przez długi czas. A zatem drogi Czytelniku,
masz okazję spojrzeć na świat oczami innego człowieka. A może to też Twoja
historia..?

         Była po protu brzydka. Problemy z cerą, problemy z nadwagą. Zawsze
powtarzali jej, że jest beznadziejna, do niczego się nadaje, nic nie potrafi.
Nie była ani trochę pewna siebie. Bystra dziewczyna, lecz stłamszona przez
opinie innych. Pragnęła ich akceptacji, chciała być taka jak oni... jak kto?
Jak jej rodzina, znajomi, przyjaciele, obcy ludzie.
         I tak trwało to przez kilka lat szkoły podstawowej. Rozpaczliwe próby
zdobycia poparcia ze strony klasy. Marzenia o innym, lepszym życiu. Chciała być
ładna, zgrabna, inteligentna. Chiała pokazać im wszystkim, że jest kimś. Chciała
aby ją polubili. Ale jednocześnie odsuwała się od ludzi. Zaczeła się ich bać,
później nienawidzić. Nie miała przyjaciół. Nie dlatego, że nie chciała, lecz
dlatego, że nie znalazł się nikt, kto polubiłby ją taką, jaką była. Stała na
uboczu. Obserwowała. I widziała, że tylko tym "przebojowym" w życiu się udaje.
Coś w niej zaczeło się zmieniać, coraz mniej i mniej zależało jej na opinii
innych. Coraz bardziej oddalała się od świata.
         Skończyła podstawówkę z wyróżnieniem. Nigdy nie miała z nauką
kłopotów. Dostała się do jednej z najlepszych szkół w dużym mieście. Jednak
myśląc o nowym otoczeniu, nowych ludziach była pewna, że wszystko będzie tak
jak dawniej... nie pomyliła się. Nastąpił podział klasy na "grupki". Ona nie
należała do żadnej z nich. Znów, tak jak kiedyś, stała z boku. Stworzyła swój
własny świat i było jej z tym w pewnym sensie dobrze.
         Jej wygląd nie zmienił się. Nadal była wyjątkowo brzydka. Łagodnym
określeniem było słowo "gruba". Włosy zawsze ciasno zaczesane i złapane w
sporych rozmiarów kok. Ubierała się w rzeczy bezbarwne, bardziej
przypominajace worki niż cokolwiek innego. Ale taka była.
I wszyscy patrząc na nią widzieli zupełnie nieatrakcyjną dziewczynę, nikt nie
zastanawiał się, jaka jest tam w środku... liczył się wygląd. Przez dwa lata nie
znalazł się nikt, kto zechciałby poznać ją choć troszkę lepiej. Nikt nie
spróbował zburzyć tego muru który zbudowała wokół siebie. Lecz gdyby ktoś to
zrobił... ujrzałby coś niezwykłego. Zobaczyłby dziewczynę z niesamowitym
poczuciem humoru. Zawsze chętną do pomocy, posiadającą dużą wiedzę o życiu
i świecie. Znalazłby kogoś, kto pisze piękne wiersze i piosenki.
Znalazłby wspaniały świat marzeń, snów, wiary...
         Lecz nie znalazł. Wtedy dziewczyna coś sobie postanowiła. Nadeszły
wakacje. Wyjechała, daleko, za granicę, do rodziny. To była długa podróż i
długie dwa miesiące poza domem.
         W końcu nadszedł wrzesień. Nowy rok szkolny, nowe szanse, nowe
nadzieje. I nowa osoba w klasie. Na początku nikt jej nie poznał. Dopiero gdy
się uważniej przyglądali, poznawali ją i wydając okrzyki zdumienia, udawanej
radości i szczerej zazdrości witali ją po długim czasie wakacyjnego rozstania.
Wszyscy nagle zrobili się mili i przyjaźni. Chłopcy patrzyli z podziwem na
długie, zgrabne i opalone nogi, okrytą spódiczką mini pupę i uroczą twarzyczkę.
Właśnie w takiej kolejności. Nagle wszyscy zobaczyli, że ona jest wysoka, ma
cudowne, niebieskie oczy i długie, ciemno-brązowe włosy. Zobaczyli zadbaną i
szczupłą dziewczynę. Z buzią aniołka. Zniknęły gdzieś szpecące blizny i trądzik.
Z obrzydliwej gąsienicy w cudnego motyla.
         Lecz to nie koniec histrorii naszego Kopciuszka. Zaczeły się dla niej
niezwykłe dni.
Była lubiana. Zapraszano ją na wszystkie imprezy, dyskoteki, ogniska. Wszyscy
chcieli ją poznać, zdobyć jej przyjaźń i zaufanie. Chłopcy nie potrafili oderwać
od niej oczu. Znalazła sobie chłopaka. Wydawało jej się, że jest szczęśliwa...
w końcu wszyscy chcą ją znać... lubiana, popularna, z masą znajomych.
Była pewna siebie. Wiedziała, czego chce. Zmieniła się nie do poznania.
Lecz... w głębi duszy była zrozpaczona. Nie tak chciała żyć. Nie tego pragnęła.
Nagle uświadomiła sobie, że jej chłopak nie jest z nią dlatego, że ją kocha,
lecz dlatego, że ma piękne i doskonałe ciało. Zabolało. Równie bolesna była
świadomość, że nie ma prawdziwych przyjaciół. Ci, co ją otaczali... była im
potrzebna, jak zabawka, ładny obrazek. Nikt nie liczył się z nią, jako
człowiekiem posiadającym myśli i uczucia. Traktowano ją jak "lalkę", bez
odrobiny rozumu. Lecz w tej ślicznej główce nie skrywała się pustka, lecz
niesamowita inteligencja. Umysł "ostry niczym brzytwa".
         Teraz cierpi. Coraz bardziej żałuje, że nie pozostała brzydulą. Wtedy
przynajmniej wiedziała, czego się spodziewać, nie było fałszu i obłudy.
A dziś... jest bezsilna, a jednocześnie ciągle walczy. Chce pokazać światu, że
ona to nie tylko jej ciało. Jest jedną z najlepszych uczennic, ma wiele talentów,
lecz ludzie, patrząc na nią, nie widzą dziewczyny obdarzonej nieprzeciętnymi
zdolnościmi... widzą ładną buzię. To budzi jej gniew. I rozpacz.

         To historia osoby którą dobrze znam. Nie powiem, że jestesmy
Przyjaciółkami, gdyż tak nie jest. Ale łączy nas wiele, a to wystarczy aby
zbliżyć ludzi do siebie. Z góry zaznaczam, że to nie o sobie pisałam, lecz cóż,
coś takiego może spotkać każdego z nas.
Zapewne pojawią się głosy oburzenia ze strony panów, którzy upacie twierdzą,
że dla nich liczy się wnętrze a nie wygląd. Z przykrością muszę stwierdzić, że
jak na razie osobiście poznałam tylko jedną taką osobę... mam ogromną nadzieję,
że w tym momencie działa mój pech i dlatego nie znam nikogo więcej, kto potrafi
spojrzeć na Człowieka a nie na jego twarz...
Proszę, nie oburzajcie się a spojrzcie obiektywnie na siebie. Co myślicie gdy
poznajecie nową osobę? "Ma ładne imię", "Całkiem przystojny", "Zgrabna i ładna,
no no...", "O bogowie,alez koszmar...". Wszyscy ludzie są wzrokowcami. Tak, tak,
panie też. Żyjemy w takich czasach, gdzie wygląd ma ogromne znaczenie (tylko
proszę, nie mówcie o takich rzeczach jak mycie zębów, gdyż tego wymaga higiena).
Są tacy, którzy sprzeciwiają się temu, buntują... ale wystarczy włączyć
telewizor, aby przekonać się, jak jest... Przesadzam? Możliwe... lecz to tylko
i wyłącznie moja opinia. Opieram swoje zdanie na spostrzeżeniach
i doświadczeniach.
Dużo słów już napisano na temat wyglądu. Zmarnowano mnóstwo papieru
i zniszczono niejedną klawiaturę. I w zasadzie nic się nie zmieniło.
Wierzę, ze kiedyś nauczymy się doceniac ludzi po ich czynach i dziełach, bez
oglądania się na wygląd. Może wtedy nastolatki przestaną się głodzić aby
wygladać jak "ta modelka z tv", panowie przestaną katować siebie na siłowniach...
a wszystko po to, aby podobac się innym. Ludzie, dbajcie o siebie, lecz nie
popadajcie w skrajności...

         Lepiej wyglądac jak potwór i mieć jednego, prawdziwego Przyjaciela niż być
nieziemską pięknością z mnóstwem znajomych...? Odpowiedzcie sobie sami...
mi już sił brakuje do ludzkiej obłudy i kłamstw.


Mavra
mavraas@poczta.onet.pl