"Sprawa" kobiet

Niezmiernie dawno już nie komentowałem dzieł cudzych. Dawno też żadne nie wzbudziły we mnie takiego poruszenia (choć może akurat dlatego, iż od paru miesięcy nie czytałem AM i teraz wszystko naraz tak się skumulowało). Co prawda dziś nie napiszę jakiejś definicyjnej polemiki, ani też nie skoncentruję się wybitnie na samych tekstach owego autora, niemniej jednak czas odezwania się wprost do konkretnej persony nadchodzi ponownie. Albowiem po taśmowym (w sensie: jeden za drugim) przeczytaniu tekstów BrightWitch z kolejnych kilku ostatnich Action Magów (37-39) w głowie mej naroiły się imponderabilia jakoweś, które, pierwszy raz od dłuższego czasu, pochwycić zapragnąłem i na papier przelać.

Z opisu świata jaki można dostrzec w tekstach adresatki mych wywodów jestem niezadowolony. Wynika bowiem z niego niezbicie, iż mężczyźni, którzy uważają się za panów świata i kobiecego tyłka są w rzeczywistości tworem wybitnie prymitywnym, nie potrafiącym zahamować swych najdzikszych instynktów i żądz, co przejawia się w gwałtach, biciu i zboczonych dowcipach. Nie odnajduję za to odpowiedzi na pytanie, które ciśnie mi się na usta: "skoro oni są tacy głupi i skomplikowani jak rama od roweru, to dlaczego teraz już kobiety nimi nie rządzą?". Ktoś gdzieś musiał (jak zwykle) coś przeoczyć, ciekawe tylko - co?

Znam wiele kobiet, tudzież dziewczyn. Każda z nich raczej wie czego chce i na swój mniej lub bardziej inteligentny sposób do celu dąży. Znam też wiele rodzin. I wydaje mi się, że BrightWitch przeprowadzała swe badania dotyczące przemocy wobec kobiet (jeśli ich nie wyssała z palca albo jakiejś gazetki) w małej wsi wśród małżeństw świętujących swój srebrny (25 lat, gwoli przypomnienia :)) jubileusz. Ja sam mieszkam na mniej lub więcej, ale wsi, znam więc takie rodziny gdzie chłop = pan, władca i piwożłop, ale nawet w tych przypadkach niezmiernie rzadko zdaża się słyszeć o przemocy stosowanej wobec żony przez męża. Druga sprawa - często musi być jak ON chce, choć jest tylko parę takich rodzin. Jeśli zaś chodzi o jedyny przypadek przemocy fizycznej, jaki w ciągu 17 lat obił mi się o uszy, to ten koleś teraz przestał pić, sprzedał ziemię (którą wcześniej uprawiał syn, bo staremu się nie chciało), a za pieniądze zaczął może nie nowe, ale jednak całkiem odmienione życie.

A kobiety i dziewczyny w moim wieku, które znam, nie wyglądają na takie, które dałyby się na sznurku prowadzać i omanić pierwszemu z brzegu facetowi, o cóż więc strach? Każdy ma swój rozum i stara się go w swoich celach wykorzystać. Skończył się już czas wychowywania dziewczynek w duchu rodzenia dzieci, nie ma o co już specjalnie hałasić...

Co zaś do stwierdzenia "widziały gały co brały" - ano i tak, i nie [w tym miejscu przepraszam, że takimi skrótami myślowymi piszę, ale kto twórczość BrightWitch przerobił wie o co mi chodzi, a kto nie, trudno - niech czyta dalej, może się domyśli]. Z jednej strony nie można nie przyznać jej racji, jeśli chodzi o wzajemne "wdupowłażenie" podczas narzeczeństwa i ukrywanie swych wad przed partnerem, tudzież zbyt pobłażliwe przymykanie oczu na jego. Ale takie cechy jak agresja, ciągoty do alkoholu i rwania dup jak świeżych wiśni (jeśli to się jakiejś kobiecie nie podoba) widoczne być MUSZĄ, bo to nie jest randka w ciemno tylko okres narzeczeństwa, który też po nic wymyślony nie został. Tak więc gały widziały, a jak głowa nie pomyślała... Ja sam bardzo zwracam uwagę na cechy charakteru, zdając sobie sprawę, że miłość, czy wygaśnie czy nie, sama nie wystarczy. I nikt mi tego nie wpoił, tylko życie nauczyło. Myślę, że wiem co robię i że to pomysł wart naśladowania.

Kolejna sprawa, na której chciałbym się skupić, to temat seksu. BrightWitch twierdzi, iż facet folgujący sobie nie jest postrzegany negatywnie, kobieta - tak. Otóż ja zauważyłem raczej, że dziwkami bywają nazywane kobiety prowadzące rozwiązłe życie erotyczne przez tych osobników (niezależnie od płci), którzy sami takiego nie prowadzą. Od tych osób dostaje się również mężczyznom od "chamów" i "wyrwidupów" (vide ja :)). Najczęśniej ludzie tak szastający tymi określeniami oscylują na linii oddzielającej jedno od drugiego i "choć by chcieli, to nie mogą", ze względu też na to, by dziwką nie być nazwanym/ą. I podejrzewam, że mężczyzna w przykładzie z tekstu "o dawaniu" ["O jednej z moich dobrych koleżanek usłyszałam ostatnio: "dajka". Od faceta, z którym ona nigdy w życiu by się nie przespała. Powtórzył idiota czyjąś mądrą myśl i myśli, że wszystko mu wolno." - to pierwszy akapit] też taką właśnie personą jest. Co ludzie sądzą to ich sprawa, dla mnie słowo "(dupo)dajka" nie ma negatywnego wydźwięku, zwłaszcza kiedy słyszę je z ust nieznanego, a wyglądającego na "grzecznego" człowieka [czasem jest wręcz zachętą do nawiązania z owym tak podsumowanym indywiduum znajomości :)]. Sam doskonale wiem, jak to jest nie wpasowywać się w ogólnie przyjęte ramy społeczeństwa i nauczyłem się ignorować rozmaite "rekomendacje", sprawdzając wszystko samemu, zdanie zaś innych, mało wartościowych dla mnie ludzi niewiele dla mnie znaczy. Druga sprawa, że niektórzy rżną swoje "laski" jak nieheblowane deski, a te, których nie lubią, nazywają dla odmiany "kurwami", choć poza terminologią wobec nich stosowaną niczym szczególnym się one między sobą nie różnią. Ale to temat na inny artykuł, gdzie opisać należałoby również nepotyzm, nietolerancję i ograniczone możliwości rozwojowe mózgów tych osobników, którzy nie potrafią "oddać Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie" [kurdę, to chyba najmądrzejsze zdanie, jakie Chrystus (ew. jego twórca w literaturze, ale podejrzewam, że sam Jezus istniał naprawdę, choć Bogiem nie był - tak abstrahując od tematu :)) powiedział].

Aczkolwiek więszkość ludzi prowadzących rozwiązły tryb życia dziwkami nikogo nie nazywa. Dla mnie, tak na marginesie, dziwka to kobieta robiąca to niekoniecznie dlatego że chce, ale za pieniądze. I nieważne, czy zarabia na chleb, czy ktoś ją porwał i śmiercią groził - dziwka to dziwka. Tak więc i to słowo nie do końca ma dla mnie negatywny charakter. A określenia "kurwa" używam wobec... ale może tak głęboko w moje życie prywatne już nie zaglądajmy.

Słowem, dla mnie nie ma żadnych ograniczeń w sferze seksualności kobiet, z tego prostego powodu, że sam sobie (facetowi, jak by nie było) nie czynię ograniczeń. I tak też postępuje większość mężczyzn lubiących sobie pofolgować [bo inaczej kto by im dupy dawał? :)]. A jeśli ktoś postępuje i uważa w tych sprawach inaczej... to wtedy brzydko nazywa i kobiety i mężczyzn tak czyniących, więc nadal o braku równouprawnienia nie może być mowy. A że godzi w wolność drugiego człowieka... cóż, to znów wątek na inny tekst. [przy okazji, aby nikogo niepotrzebnie nie wkurzyć: ci, którzy uważają że seks "nie zawsze, nie wszędzie i nie z każdym" i przy okazji nie wymyślają nikomu ze względu na inne upodobania w tej kwestii też są jak najbardziej "prawidłowi" według mnie, bo na razie ktoś mniej rozgarnięty mógłby sobie pomyśleć że nie rżnący się na lewo i prawo = ch** złamany, a wcale tak nie myślę...]

Powróćmy więc powoli do tematu przewodniego, jakim jest twórczość panny BrightWitch. Jej "sukces" polega na tym, iż po prostu odwróciła proporcje. Nie "często i prawie wszędzie", jak twierdzi, a "gdzieniegdzie i czasami". Szanowna Pani zapomniała też, że chce mieć swobodę i wolność dowolnego kurwienia się, ale mężczyznom ją wytyka. Kolejna sprawa to brak równości między kobietami i mężczyznami, której (moim skromnym zdaniem) i tak nie będzie, gdyż nie ma ona racji bytu. No chyba że kobiety mają ochotę obowiązkowo uczęszczać na służbę wojskową :P. Ja rozumiem, że tu chodzi o nietolerancję wobec kobiet i jej przejawy i że one powinny zniknąć, czego jestem najgorętszym orędownikiem, ale równości nie będzie nigdy i wogule. To tak jak z demokracją - głosować ma prawo każdy i każdy ma jeden głos, ale nie każdy ma tyle samo pieniążków, możliwości i perspektyw. A tak przy okazji chciałbym w tym miejscu Matce Naturze podziękować, że kobieta i mężczyzna tak się różnią, bo inaczej życie nie miałoby tej swojej kuszącej iskierki...

Owszem, Szanowna Pani BrightWitch może obronić się jednym stwierdzeniem: "pisałam tylko o sytuacjach, które gdzieś mają miejsce, a jeśli ktoś taki nie jest, to go to nie dotyczy". I być może tak jest, ale całość została podana w tak jednoznacznym zabarwieniu, iż ja mogłbym równie dobrze powiedzieć "jesteście głupcami", a potem tłumaczyć się, że mówiłem tylko do głupców, a kto głupi nie jest, to go nie dotyczy. Oprócz tego wydaje mi się, iż cały zestaw prac BrightWitch jest spóźniony o dobre kilkadziesiąt lat, gdyż wtedy mentalność ludzka była w przybliżeniu taka, jak opisuje autorka i należało ją zmieniać (co zresztą uczynione zostało, a dzisiejsze feministki przypominają mi raczej żołnierza strzelającego do trupów przeciwnika na polu wygranej bitwy = psychole fanatycy).

Ja i chyba każdy człowiek, nie lubię być wrzucany do jednego, bardzo ogólnego worka z napisem "faceci (gnoje, wyzyskiwacze itd.)". Myślę, że BrightWitch też tego często doświadcza, słuchając o tym, jak to dorabia sobie do rżnięcia jakąś ideologię, lub jak poronić musiała jej matka. Dlaczegóż więc sama uogólnia i wręcz denerwuje normalnych facetów, którzy xx raz z rzędu słyszą, jacy to oni są podli, a potem jak to się kobietom przydają do zaspokojenia potrzeb seksualnych? Ktoś tu popełnia wielkie głupstwo odwracając kota ogonem [najpierw pisze, jak to z kobiet robi się rzecz i towar, a potem sam(a) do roli rzeczy i towaru sprowadza mężczyznę], bo w ten sposób krytykując innych krytykuje samego siebie.

Kwestia nietolerancji to po prostu kwestia złego doboru towarzystwa. A towarzystwo każdy powinien umieć sobie dobierać, bo inaczej to nie koniecznie jego kompani są głupi, tylko on sam. Druga sprawa to zbyt wiele "młodzieńczych ideałów" (przeradzających się z czasem w klasową nienawiść) drzemiących w żyłach. Nie można zmienić wszystkich i wszystkiego, zwłaszcza jeśli ten ktoś lub coś nie odznacza się wyraźną inteligencją. Lepiej skupić się na swoim małym światku, gdzie można dokładnie przeanalizować każdą sytuację i wydać prawidłowy wyrok, a nie walić schematami (ochrzaniając przy okazji innych za... walenie schematami), wkurzając przy tym niejednego i robiąc sobie niepotrzebnie wrogów. Trochę mniej szczeniackiego zapału, trochę więcej rozwagi na przyszłość. Ludzie swój rozum mają i po płci nie oceniają, prócz paru wyjątków. Ale cóż to za wyjątki, jak nie właśnie feministki i garść żuli spod budki z piwem?


Wooward
wooward@poczta.onet.pl