Służba zdrowia?Opowiem wam moi drodzy historie, nie będzie w niej rozlewów krwi i przemocy. Opowiem wam o naszej, polskiej służbie zdrowia i o tym co zdążyłem zauważyć podczas kilku epizodów z życia wziętych. » Był zwykły marcowy dzień. Sobota. Wraz z kolegą umówiliśmy sobie mecz na sali sportowej. Sala ta to jakby nie patrzeć - jeden z wielu dorobków poprzedniego systemu. Lecący tynk, parkiet nadający się na opał, brak widowni. Dodatkowo byliśmy jeszcze zapłacić za wątpliwą przyjemność gry w tym obiekcie pięć złotych. Biorąc pod uwagę porę roku (na podwórkowym boisku spoczywał św. lód i śnieg) jak i poniekąd przystępną cenę postanowiłem zagrać. » Udaliśmy się zatem z kolegą na halę. Tam w szatni, nawet pomalowanej, przebrałem się w stary dresik (z dwoma lampasami) i koszulkę. Gotowy do gry wszedłem na salę. Z trudem zamknąłem za sobą stare drzwi i zacząłem się rozgrzewać. Gdy dostałem piłkę postanowiłem od razu spróbować swoich sił i zrobić "paczkę". Próba się nie udała, ale jakoś dotknąłem obręczy. » Po kilku rzutach przystąpiliśmy do podziału zebranych na dwie drużyny. Trafiłem wraz z kolegą do tej gorszej technicznie. Pierwszą połowę przegraliśmy, pomimo naszych starań, dwoma punktami. Spoceni jak świnie (nie obrażając tychże) udaliśmy się do szatni uzupełnić braki płynów. Popijając z wolna tani, gazowany napój odpoczywałem. » Po powrocie na salę usiłowałem doskoczyć do kosza. Udało mi się, ale nie tak jakbym chciał. Zaraz spróbowałem uwiesić się na obręczy oburącz. Udało mi się, jednak siła z jaką to uczyniłem spowodowała tak wielką reakcję zamontowanych sprężyn, że obręcz wyrwała mi się. Lecąc niczym Małysz spadłem twarzą do parkietu. Nie wiem co uczyniłem w locie, ale wydaje mi się, że usiłowałem się ratować podparciem (niczym Shmit przy telemarku). Pech chciał.. i przy upadku rozciąłem sobie brodę. Mała rana zupełnie nie krwawiła, za to po powstaniu moja ręka dała o sobie znać. Lewa ręka nienaturalnie wygięta bolała. Już na pierwszy rzut oka było widać, że to nie jest zwykłe skręcenie czy wybicie. » Szybko udałem się do szatni, aby tam ochłodzić się. Wyzywając na czym świat stoi szefa hali, ponieważ nie było go (a biuro raczył zamknąć) czekałem, aż kolega dodzwoni się na 112. Nie dodzwonił się. Zdesperowani koledzy wybiegli przed salę, ponieważ była tam wcześniej policja, lecz ta jak zwykle zapadła się pod ziemię, gdy mogła się przydać. Ostatecznie zadzwoniliśmy do domu mojego kolegi. Po piętnastu minutach narzekań i złości na siebie doczekałem się transportu. Wpadła zdyszana mama, która wyszła już do pracy i sąsiad. Pomogli mi zarzucić kurtkę i pojechaliśmy do ZOZ-u.. » Pierwsze, co dało się zauważyć to zamknięte drzwi wejściowe. Byliśmy zatem zmuszeni obejść całe skrzydło, bo niestety dyżurka była pusta. Gdy już weszliśmy do szpitala trafiłem do poczekalni. Nie było tam zbyt wielu chętnych do wizyty, lecz ostatnia osoba była 'załatwiana' bardzo długo. Przesiedziałem w sumie godzinę na poczekalni starając się oddychać powoli, bo każde dotknięcie ręki owocowało miłym impulsem. Gdy już ktoś pofatygował się wyjść spytano mnie gdzie miał miejsce wypadek, o mój wiek i sposób ubezpieczenia. W końcu po półgodzinnej paplaninie trafiłem na prześwietlenie. Tam bardzo miła pani powykręcała jeszcze bardziej moją i tak asymetryczną rękę. Nie szczędziłem jej przy tym jęków i westchnień, bo przyznać muszę nie było to zbyt miłe.. po wykonaniu trzech zdjęć (za każdym razem moja ręka była przekręcana i byłem bliski już powiedzieć to i owo..). W czasie kiedy oczekiwałem na zdjęcia pielęgniarki raczyły mi ułożyć rękę w szynie (przyznam, że prędko o tym pomyślały). Ponownie trafiłem na pierwszą pomoc i tam zmierzono mi ciśnienie i tętno, pobrano krew i założono igiełkę pod kropluwe. Nieszczęsna pielęgniarka kuła mnie trzy razy, zanim znalazła się żyła na drodze igły. Oddelegowano mnie na ortopedię.. » Na ortopedii byłem zmuszony poczekać na anestezjologa. Wiedzcie czytelnicy, że w moim mieście są nie lada anestezjolodzy. Wsławili się oni swoimi bojami o podwyżkę, podobnie jak i pielęgniarki. Są to bohaterowie polskiej sceny medycznej. Po upływie godziny w końcu doczekałem się anestezjologa. W sumie po upływie około.. trzech i pół godziny od wypadku zostałem złożony ponownie do kupy. Przyznam, że nie tak to sobie wyobrażałem. Wszystkie filmy, obojętnie czy to ostry dyżur, czy na dobre i na złe ukazują szybkość, z jaką spieszą lekarze aby pomóc poszkodowanym. W rzeczywistości z tych filmów pozostają lekarze, pielęgniarki, budynki oraz niespełnione oczekiwania. » Nie był to jednak koniec mojej wizyty w ZOZ-ie. Byłem zmuszony pozostać na całą niedzielę i jeszcze trochę, aby dostać wypis. Przyczyną był fakt, że w soboty i niedziele nie udziela się wypisów, a wyjść można jedynie na własną odpowiedzialność i życzenie. Przez całą niedzielę i resztki oczekiwań na kwitek cierpiałem nieopisane męki. Nie mogłem spać z powodu bólu, którego nie łagodziły nawet proszki. Gips był niewygodny i obcierał mi skórę a na dodatek wyżywienie jak dla mnie było niedostateczne i niesmaczne. Szczęście, że mama przemyciła mi dodatkowe dwie tabletki, sok, jabłko, ciastka i schabowe. Napisałem, że dodatkowe tabletki, bo pielęgniarki bardzo mi tychże szczędziły. Gdybym miał czekać na nie i ich dobrą wolę to bym prędzej odgryzł sobie ową, nieszczęśliwą rękę. Musiałem wręcz błagać o proszki niczym ćpun! » Na oddzielny opis zasługuje wypis. Już od godziny dziewiątej czekałem z niecierpliwością na mamę, która miała dostarczyć ubranie i odebrać wypis. Miły był fakt, że musiałem przez cały czas, aż do jedenastej chodzić, bo łóżko było przewinięte i nie wolno było na nim nawet usiąść. Gdy wreszcie przyszła mama i przeżyłem katorgę, jaką bez wątpienia jest zapinanie guzików jedną ręką, byłem gotów wyjść ze szpitala. Niestety, kochana służba zdrowia potrzymała mnie w swojej siedzibie jeszcze godzinę. Czekałem wówczas na wypis, który stwierdzał, że jestem połamany (i że gips jest oryginalny a nie kradziony czy podrabiany). Jak ja nawyzywałem już te wszystkie pielęgniarki.. aż uszy mi oklapły. Wreszcie trafiłem do domu. » Reasumując moją wizytę w szpitalu - była ona nieprzyjemna i nie napawa mnie ona optymizmem. Nasze zdrowie, które powinno być chronione bądź przywracane w szpitalach jest marnowane. Może nie dosłownie zdrowie fizyczne, ale psychiczne. Sam czekałem do pierwszej w nocy, aby dostać tabletkę.. w tym czasie troszkę sobie pomyślałem. Nasza służba zdrowia kuleje na wszystkie możliwe kończyny i jeszcze jedną więcej. Jest nieudolna i źle zorganizowana a pracujący w tej branży są niemili i traktują pacjentów bardziej z wrogością niźli z troską. |
» Autor: Łukasz 'Splatch' Dywicki » strona: http://www.komandor.brod.pl/~splatch [mam nadzieję, że działa :/] » e-mail: splatch@wp.pl |