Załóżmy, że masz naprawdę fajną koleżankę, może nawet przyjaciółkę, choć mówi się, że związki przyjaźni między kobietą, a mężczyzną są niemożliwe, ale to chyba temat na kolejny artykuł. Spędzacie z sobą dużo czasu. Wspólne wypady na piwo, spacery, rozmowy. Godziny wspaniale Wam mijają. W towarzystwie tej osoby bawisz się świetnie, ale to wszystko. W pewnym momencie spostrzegasz, że jej/jego słowa stają się coraz bardziej tajemnicze, dwuznaczne, gesty zachęcające, a dotyk bardziej intymny. Zdajesz sobie sprawę, że ta druga osoba się w Tobie zakochała. Teraz przychodzi czas na najgorsze i najtrudniejsze zadanie. Jakich słów użyć, by jej nie zranić? Nawet tysiąc słowników nic tu nie pomoże. Co pozostało? Szczerość? Ona nie daje nadziei, ale chyba łatwiej potem to wszystko przetrwać. Żyć dalej to jedno, a zapomnieć to drugie.
Co dzieje się potem? Oczywiście wielkie obietnice, że wszystko będzie jak dawniej. Wspaniała przyjaźń i powrót do życia z przeszłości. Gówno prawda. Już nigdy nie będzie tak jak było. Wspomnienia i świadomość to nie dysk twardy, gdzie wszystko można skasować jednym przyciskiem. Sztuczne uśmiechy i udawana radość. To przykre, że umarła tak wspaniała przyjaźń. Można by oczywiście być z litości/troski, z tą drugą osobą, ale udawane uczucie przecież zawsze wyjdzie na jaw, a w związku nie chodzi o to, by patrzeć się na siebie, tylko w tę samą stronę (to cytat, który przypomniał mi się, przy pisaniu tego tekstu, ale nie pamiętam już niestety, kto powiedział te słowa).
Już kilka dni minęło od momentu, w którym, w moim życiu zaistniała podobna sytuacja. Co pamiętam najbardziej? Chyba jej zapłakaną twarz i słowa, które tak przejmująco wypowiedziała: To Ty mnie nie kochasz...!?
Baton (baton3@go2.pl)