| The Love Story 3 |
W związku z tym, że wiele osób chce wiedzieć jak potoczyły się moje dalsze losy- postanowiłem napisać tego arta. Była jeszcze jedna przyczyna- wspomnienia po przeczytaniu tekstu Gregoriusa "Taka piękna". Odżyło na nowo ukryte gdzieś w zakamarkach serca uczucie, które kiedyś napędzało całe moje życie, a teraz jest tylko miłym wspomnieniem. Ale czy na pewno? Moją ostatnią opowieść skończyłem... sam nie wiem gdzie. Muszę wgrać jakiegoś starego AM'a. Poczekajcie chwilkę... Już pamiętam! Od tego czasu wydarzyło się naprawdę wiele. Ale wszystko po kolei. Była wiosna 2002. Wtedy to miłość do Asi nabrała rozmachu. Zacząłem pisać wiersze i takie tam. Zaprzyjaźniłem się z kolegą z klasy, który także Ją kochał. Cóż za paradoks! Taka sytuacja powinna między nami zaostrzyć relacje a to tylko nas przybliżyło. Prawie na każdej lekcji wymienialiśmy się spostrzeżeniami i określeniami dotyczącymi Jej i miłości do Niej. On miał szczęście (czego mu do dzisiaj zazdroszczę)- siedział z Nią w ławce. Było to spowodowane zarządzeniem naszej wychowawczyni-idiotki. Ja siedziałem z inną dziewczyną. Ale cóż z tego- Asia dla nas była najpiękniejsza. Wracając jednak do Asi, nie było tak źle- nie musiałem się odwracać żeby podziwiać Ją i zapomnieć o wszystkim. Wtedy to postanowiłem wyznać Jej miłość. Ileż to ja miałem planów: wyznanie podczas tańczenia wolnego na dyskotece i temu podobne. Jednak nic nie wychodziło, a dokładniej ujmując to ja zawodziłem. Wtedy miałem świetną okazję. Miałem się z Nią wybrać aby złożyć papiery do liceum. Miał jechać jeszcze kumpel ale nie pojechał. W przeddzień tego wydarzenia ułożyłem misterny plan. Miało być romantycznie: mieliśmy wybrać się do fajnej knajpki, w której kiedyś już byliśmy z kolegami. Miało być pięknie: cicho grająca muzyczka, przyciemnione pomieszczenie... świece na stoliku... no i oczywiście Ona. Przygotowałem nawet to jak miałem Jej to powiedzieć. Poczekajcie muszę wytrzeć łzy spływające po policzkach. No, już lepiej. Brzmiało to mniej więcej tak: "Muszę Ci coś powiedzieć. Od jakiegoś czasu cierpię na pewną dolegliwość, na którą jest tylko jedno lekarstwo, które bardzo trudno zdobyć! Tą dolegliwością jest miłość do Ciebie a lekarstwem jesteś TY! Kocham Cię Asiu! Ja Cię kocham!" I jak znam siebie w tym momencie bym się popłakał nie wiedząc jak Ona na to zareaguje. Może i na Jej twarzy zobaczyłbym łzy? No ale jak zawsze wszystko zchrzaniłem! Można by tu zacytować fragment pewnej piosenki: "A miało być tak pięknie". Może nawet zbyt pięknie... W każdym razie na marzeniach się skończyło. Po tym nie pierwszym już niepowodzeniu postanowiłem wyznać Jej miłość na komersie, który miał uwieńczyć całe gimnazjum. I tu też zawaliłem. Ktoś wpadł na pomysł żeby można było zaprosić osoby towarzyszące. Ja nie miałem nic przeciwko- pomyślałem, że jeśli ktoś ma z kim przyjść to czemu nie. Problem w tym, że dziewczyny jak głupie zaczęły sobie wynajdywać facetów na siłę. I tu mamy przykład "chorej rywalizacji" wśród płci pięknej. Asia również nie chciałabyć gorsza. Więc razem z przyjaciółką zaczeły sobie szukać chłopaków. Owa przyjaciółka wpadła na pewien pomysł, że Asia może iść z kuzynem (tej przyjaciółki), którego ja dobrze znałem. Wtedy nie czułem zbliżającego zagrożenia. Pomyślałem: "Przecież Ona nigdy nie będzie chodzić z gościem, który bierze sterydy, jego celem życia jest chlanie a iloraz inteligencji jest równy -10!" I tu doskonale sprawdza się przysłowie: "Nigdy nie mów nigdy!" Dzień owego komersu zbliżał się coraz bardziej a ja zawalałem moją sprawę jak tylko się da. Otóż dzień przed spotkałem się z kumplem tego gościa, z którym Ona miała iść. Powiedział mi, żebym zadzwonił do Asi i zaprosił Ją na ten komers, bo tamten nie może iść bo mu starzy nie dadzą. A ja najprościej w świecie zawaliłem. Jednak została mi resztka nadzieji, że przynajmniej Ona nie wybierze się tam z tym ***. I tu także się myliłem. Jakimś cudem pozwolili mu pójść. Ogólnie to ten komers był największą chałą jaką kiedykolwiek widziałem. Zamiast imprezki w gronie znajomych zrobiło się wielkie g***, na którym nie znało się połowy ludzi. Teraz żałuję, że się zgodziłem na taką koncepcję. No ale przejdźmy do najważniejszego, czyli do Asi. Miałem iść poprosić Ją aby zatańczyła ze mną wolnego. Wychodzę ze stolika i co widzę? Siedziała mu na kolanach! Myślałem, że mnie **** trafi! No ale cóż spróbujemy później. W końcu nic z tego nie wyszło. Ale to jeszcze nie koniec. Gdy komers miał się kończyć na salę wpadła dyrektorka i ogłosiła, że na zewnątrz wstrzęły się jakieś bujki i kończymy imprezkę:( Mieliśmy podstawiony autobus do domciu, ale my tak łatwo się nie poddajemy. Gdy kierowca otworzył nam drzwi my wykonaliśmy pewien manewr, który potocznie zwiemy:"W nogi!" lub "Rura":) pobiegliśmy w stronę kościoła gdzie miało miejsce zgrupowanie naszych sił. Później goniły nas dwa radiowozy, po czym znaleźliśmy się na... cmentarzu:) Wielu kumpli popijało piwko siedząc jednocześnie na nagrobkach ale ja wolałem nie mieć z tym nic wspólnego. Więc poszliśmy w stronę naszych domów, które znajdowały się jakieś 3 km dalej. Po drodze napotkaliśmy się na Asię, tego idiotę i jego kumpla. I tak skończył się ten pieprznięty komers. Zbliżał się koniec roku szkolnego, była spoko pogoda... I znów zawaliłem sprawę. Wyczuwałem, że tego dnia pod naszą szołę zawita ten sterydziarz. Ja tymczasem siedziałem na ławce na korytarzu z Asią. Wokół było pusto, panowała cisza. I tak przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Wydawało mi się, że Ona czeka na coś z mojej strony. Lecz po chwili odeszła. Byłem przegrańcem! Były już wakacje a oni ze sobą chodzili. Nie mogłem sobie darować. Spostrzegłem wtedy, że Asia wpadła w złe towarzystwo. Zaczęła pić- tzn. raz się zalała. Jednak po jakimś czasie się opamiętała. Było to na festynie (mieszkam w małej miejscowości), na którym spotkałem też mojego najlepszego kumpla z gimnazjum, którego dawno nie widziałem. Było to na początku września a on był nachlany co nie było niczym dziwnym w jego przypadku. Wtedy też ten chłopak Asi poszedł pić. Ona prosiła go by został, a on wolał alkohol. Ja od początku wiedziałem, że tak z nimi będzie. Wtedy zaczęła się z nim kłócić co miało taki efekt, że po tygodniu czy dwóch znalazła sobie nowego, ale to nie byłem ja. Tym razem był to pseudo-skate, którego dalej będę nazywałe mianem: Dresiarz lub Dresik:) Mówię wam, dziewczyny mają dziwny gust! Po sterydziarzu przyszła kolej na dresiarza z loczkami na głowie! Ale i ta znajomość nie potrwała zbyt długo. Tak to już jest. Jest 28 maj i nie wiem co robić. Wczorajszy dzień okazał się najgorszym w moim życiu a wszystko zaczęło się niewinnie. Zacząłem pisać do Asi sms-y jak to zwykle robie wieczorem. Napisałem Jej, że czasami mam doły i to od kilku lat. Ona chciała mi pomóc i zapytala dlaczego się tak często dołuję. Ja odpisałem, że to nie takie trudne domyślić się powodu tego zjawiska. Ona odpowiedział zgadując czy chodzi o szkołę, a może dziewczynę i jeśli tak to może mi pomóc w tych sprawach. Nie wiedziała, że o Nią chodzi. Odpisałem, że chodzi o dziewczynę i to nie byle jaką: piękną, inteligentną, wspaniałą... Ona odpisała, że się pewnie zakochałem i żebym uważał bo ktoś może mi złamać serce a miłość to niebezpieczny sport. Wtedy to napisałem Jej, że tą dziewczyną jest Ona lecz nie uwierzyła w to i napisała, że fajny żart. Byłem wtedy zdruzgotany! Miałem dwa wyjścia: napisać, że rzeczywiście żartowałem lub powiedzieć całą prawdę. Ja wybrałem to drugie i napisałem, że Ją kocham. Ona na to, że to już nie jest śmieszne i że w Niej się nie można zakochać bo przynosi to pecha. Ja nadal się nie poddawałem. Wszystko na marne. Napisałem, że podejrzewałem taki finał ale miałem nadzieję na lepsze zakończenie. Odpowiedziała, że nie jest tak źle(akurat!) ale żebym nie robił sobie nadziei. Napisała także, że nie widzi mnie w innej roli niż przyjaciela. A Pablo pisał: "... nie może być tak, że z koleżeństwa od razu do chodzenia ze sobą. Musi być okres przyjaźni." Ja już nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Minęło kilka dni... Dzisiaj miałem piękny sen. Otóż śniła mi się sytuacja, w której rozmawiałem z Asią. Wtedy to Ona powiedziała coś w stylu: "A czemu w zasadzie nie mielibyśmy być razem?" Tak bardzo tego pragnąłem, że w tej samej chwili, w której uświadomiłem sobie moc tych słów, obudziłem się i zrozumiałem, że to był TYLKO sen. Ale ile to ja bym dał aby ten sen się kiedyś spełnił, ile bym dał... Myślałem, że jestem przygotowany na wszelkie możliwe zakończenia tej historii. Myliłem się jednak. Nawet teraz nie mogę się pogodzić z prawdą. A przecież miało być tak pięknie. Miałem być ja i Ona... mieliśmy być razem... Wiele razy prosiłem Boga by dodał mi sił do wyznania miłości. Prośbę tą spełnił jednak zapomniał o jednym - przygotować mnie do jej odrzucenia... Jeszcze tylko jedno. Powszechnie uwarza się, że jeśli się kogoś kocha to chce się dla tej osoby jak najlepiej. Ja chciałbym to sprecyzować. Otóż nie w każdym przypadku tak jest. Weźmy np. taką sytuację, że osoba, którą kochamy spotyka się z kimś innym i jest jej z nim dobrze. Otóż gdybyśmy postępowali wg. wymienionego przeze mnie stereotypu nigdy byśmy nic z tym nie zrobili, bo po co? Przecież jest jej dobrze więc i ja powinienem być zadowolony. Jednak tak nie jest. Staramy się wtedy za wszelką cenę zdobyć sympatię tej osoby. Bo przecież to z nami a nie z kim innym będzie jej najlepiej. Czyż tak nie jest? Czy nie mam racji? Jeśli się mylę to dajcie mi o tym znać. Tak ja widziałem tą sprawę. A teraz będziecie mieli punkt widzenia Asi. Tak, poprosiłem Ją o to i się zgodziła. To Jej debiut w AM :) Cześć wszystkim, jak się domyślam, pewnie juz wiecie kim jestem. Nie myślcie, że jestem idiotką bez uczuć, wręcz przeciwnie, ja czuję, choć czasem trudno określić, co. Jest mi strasznie przykro, że Mariusz musi przeze mnie cierpieć:(( Nie chciałam tego, nie prosiłam go, żeby mnie kochał, tylko chciałam abyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi. Jeszcze z żadnym facetem nie rozmawiałam tak, jak z nim, nikt nie potrafił słuchać tak jak On. Dobrze mi z tym było, gdyż wiedziałam, że mam kogoś komu mogę się zwierzyć, kto z przyjemnością mnie wysłucha. Nigdy bym sobie nie pomyślała, że On może się we mnie zakochać. Jak możecie sobie łatwo wywnioskować jestem osobą dynamiczną, małą dziewczynką, która, gdy ją znudzi lalka, rzuca ją w kąt. Tak jest ze mną. Lecę gdzie wiatr powieje i nigdzie nie mogę zagrzać miejsca. Tak też mam z chłopakami (nie pomyślcie sobie, że jestem ździra). [Niech tylko ktoś spróbuje to nie ręczę za siebie] Obecnie nie mam chłopaka i nie chce go mieć. Stwierdziłam, że faceci są tylko łańuchami, które wiążą i podcinają skrzydła, kiedy chce się latać. Jeżeli was nie nudzę to chciałabym wam sprostować parę spraw, które Mariusz źle odebrał. Miał rację, co do Zielonej Szkoły. Miło nam się rozmawiało, ale to były tylko ciche wyznania, które mi ciążyły, a On był osoba, która chętnie mnie słuchała i którą nigdy nie nudziły moje zwierzenia. Posłuchaj Mariusz, nie każda przyjaźń obraca się w miłość. Ja nie wierze w coś takiego. Tak jest tylko w serialach wenezuelskich, których bohaterowie z góry skazani są na szczęście i miłość. Życie to nie film, nie ma co się łudzić. Dobra, ale przejdźmy do konkretów. Ta kartka na Walentynki to miał być miły gest z czystej przyjaźni. Pamiętasz jak umawialiśmy się z K**** i A*** (to nasi przyjaciele z gimnazjum)[A ich imiona specjalnie "zagwiazdkowałem" aby było bardziej anonimowo] , że wyślemy sobie na wzajem kartki, z czystej przyjemności. Ja tak zrobiłam, choć od Ciebie kartki nie dostałam.[Chyba tu kogoś pamięć zawodzi, ale to chyba nie mnie :)] Głupio mi trochę było, ale spoko, to juz minęło. To był tylko przyjacielski gest. Tak. No to teraz druga sprawa. Co do tego "Dresika" (czy jak go tam nazywasz, tak czy inaczej on ma na imię Damian), to może na początku podobał mi się, ale po krótkim czasie uświadomiłam sobie, że to jest palant. Zrozumiałam to, kiedy zaczął opowiadać o swoich byłych dziewczynach i o tym, że jeszcze żadna dziewczyna z nim nie zerwała. Od tego momentu zaczęłyśmy obmyślać z przyjaciółką plan, którego celem było zmaranie Damianka przy wszystkich. Ja zachowywałam sie jakby nigdy nic, ale gdy już nie mogłam wytrzymać, wkurzyłam się i zerwalam z nim przed cała klasą. On oczywiście zmarany i zmieszany, nie wiedział co powiedzieć, ale jestem z siebie dumna, udało mi się wejść na jego ambicję. Teraz juz wiesz Mariusz jak bylo naprawdę. Możecie myślec o mnie co chcecie, ale ja wiem jedno. Na razie nie chcę mieć faceta. Myślę, że "każdy facet to świnia" choć są wyjątki. Ty Mariusz jesteś wyjątkiem, ale nigdy nie mogłabym z Tobą chodzić. Wiesz o mnie wszystko. Kiedy dziś się widzieliśmy, nawet nie potrafiłam patrzeć Ci prosto w oczy. Masz rację zawsze to robię, bo po pierwsze masz ładne oczy, a po drugie Twoje oczy nie kłamią. Obawiam sie tylko, że już nigdy nie będę potrafiła spojrzeć w nie jak dawniej, przynajmniej na razie. Nie chcę stracić naszej przyjażni!!;(( Wiesz jak to jest, kiedy ktoś przychodzi do ciebie i zaczyna ci się zwierzać, a ty mu pomagasz, choć potem zastanawiasz się nad tym, że sam byś zrobil inaczej? Wiem, że nie tak łatwo sie odkochać, ale nic innego Ci nie pozostaje. Ale dam ci jedna radę: nikt nie jest potrzebny do szczęścia. Jeśli jesteś wolny, możesz robić, co chcesz, jeździć gdzie chcesz i spotykać się z kimkolwiek tylko zechcesz. Ja korzystam w tej chwili z tej zasady i jest mi dobrze. Mam grupkę przyjaciół, z którymi chętnie spędzam czas. Chodzimy na imprezy i cieszymy się z życia. Aha, co do tego, że powiedzialam Ci, że mam chłopaka, to kompletna bzdura. Wcale nie chcę go mieć. Tak mi dobrze. Dobra, kończę już, bo pewnie nieźle zalewam wodę. Myślę, że spodobała wam się moja wersja, którą odbieram po swojemu. P.S. Mariusz mie patrz na mnie bo nie widzisz dziewczyn, którym sie podobasz. Na pewno nie jedna chciałaby byc z Tobą. Weź to pod uwagę. [Już widzę ten tłum fanek... hmm rozmarzyłem się zbytnio :) ] Jeśli macie do mnie jakieś pytania, lub uwagi możecie pisać. To mój mail: DIABLICA9999@poczta.onet.pl PS. Tego arta dedykuję (jak myślicie komu? :)) najcudowniejszej dziewczynie pod słońcem - Asi! PS2. Na zakończenie wklepię mojego wiersza:) Wszystkie chwile razem spędzone Wszystkie noce o Tobie prześnione Wszystkie nadzieje z Tobą związane Wszystkie wspomnienia zapamiętane Lecz nie ma to wszystko sensu większego Ponieważ nie odwzajemniłaś uczucia mego PS3. Może ktoś pokusi się o analizę mojego jakże wielkiego i wspaniałego dzieła ;) PS4. Zapis tego wiersza wyszedł mi jak napisy w czołówce z Gwiezdnych Wojen :) (chodzi mi o te napisy, w których przedstawiony jest prolog) |