_     _  _           _             _  _  _
   / \   | || | __ ___  | |__    ___  | |(_)| | __
  / _ \  | || |/ // _ \ | '_ \  / _ \ | || || |/ /
 / ___ \ | ||   <| (_) || | | || (_) || || ||   <
/_/   \_\|_||_|\_\\___/ |_| |_| \___/ |_||_||_|\_\





    Stał tam i patrzył przed siebie w niknącą w dali ulicę. Padał deszcz, mokre włosy przykleiły mu się do czoła. Ostatni raz zaciągnął się dymem z papierosa i rzucił go w brudny rynsztok ulicy, ulicy gdzie się wychował. Stał tam moknąc, a wspomnienia przelatywały mu przez głowę niby rozpędzone konie. Mieszkał tutaj już od 17 lat, tutaj się wychował, tutaj miał swoją paczkę najlepszych kumpli. To jest jego mały świat, dla innych pogardzany i nie istniejący. Ale on nie wstydził się tego że mieszka w takiej dzielnicy, w dzielnicy slamsów. Dzielnica biedy i rozpaczy w środku cywilizowanego państwa. Że jest niebezpiecznie? Istotnie, jest i to bardzo. Jego kolega z kamienicy obok, przedwczoraj dostał łańcuchem od jakiegoś skina, tylko dlatego że akurat przechodził tą samą co on ulicą. Lecz on nauczył się walczyć o przetrwanie. Że mieszkają tu tylko nędzarze i biedacy którzy nigdy nie będą kimś, bez przyszłości? Istotnie, kręci się tu mnóstwo marginesu społecznego, no bo gdzie ci ludzie mają się podziać? Przecież muszą gdzieś żyć, choćby ich życie życia nie przypominało. To też są ludzie. A on? Jaki jest on? Czy pasuje tu?

    On uczył się nadzwyczajnie dobrze, tak samo z zachowaniem - żadnych zastrzeżeń - nauczyciele go chwalili i dziwili się: "On nie może TAM mieszkać, tam tylko męty, ku*** i złodzieje!" Ale on tam mieszkał. Naprawdę. Od 17 lat. Nie był taki jak inni. Nie kradł, nie zapijał swoich smutków w tanim winie jak jego ojciec i wielu innych, nie używał przekleństw jako przecinków. I to wszystko dzięki NIEJ. Wychowała go najlepiej jak umiała, pomimo wszystkich przeciwności losu, pomimo ojca alkoholika który pił a potem bił ją bez żadnego powodu... Czy jej się udało? Czy dobrze go wychowała? Nawet jeśli to, to już nie ma znaczenia. Ona odesza. Na zawsze. A on właśnie zmarnował swoje jakże dobrze zapowiadające się życie. Ale musiał to zrobić. Musiał...

    Wyciągnął kolejnego papierosa i go zapalił. Pod kamienicę zajechał radiowóz. Niebieskia gra świateł na jego twarzy nadała jej niereczywisty, jak z nocnego koszmaru wygląd. Deszcz powoli zmywał krew z jego ubrania, rąk i twarzy. Pod jego nogami leżał zakrwawiony noż, taki zwyczajny, kuchenny. Kroiła nim zawsze rano chleb na śniadanie, z uśmiechem na twarzy i sińcem pod okiem, zawsza radosna przy nim... Na twarzy chopaka obok kropli zimnego deszczu pojawiły się łzy, które gęsto spadały na mokry chodnik.

- Z 12, widzimy podejrzanego...
- Stój i nie próbuj uciekać! - krzyknął jeden z policjantów po wyskoczeniu z radiowozu.
- Musiałem... - wymratotał tylko chłopak w odpowiedzi.

     Koło chłopaka, pod kamienicą zebrała się już grupka widzów żądnych taniej sensacji. Ale nie było taniej sensacji. To była konieczność. Nikt nie mógł uwierzyć w to że on to zrobił, wszyscy z niedowierzaniem patrzyli na niego. Ale oni tego nigdy nie zrozumią. On musiał to zrobić. Jest niewinny, on po prostu musiał...

- Marcin, weź go do radiowozu...

     Jeden z policjantów wziął go za rękę i zaprowadził do radiowozu niczym sztuczną kukłę nie zdolną do samodzielnego myślenia. Drugi podniósł noż z ziemi i go schował to plastikowej torebki. Podjechała karetka po jego matkę, a po chwili druga po jego ojca. Ale jest już za późno, na nic ten pośpiech...

    Musiał to zrobić. I wie że zrobił dobrze. Jego ojciec już więcej razy nie uderzy jego matki.




Gordon_Freeman@poczta.onet.pl
www.GordonFreeman.prv.pl





................................................................................[ REKLAMA ]................................................................................