PropaGandja

by

UnionJack

Na polskim rynku roślin uprawnych panuje - jak twierdzi jeden z moich znajomych rolników średniohektarowych - od czasu pewnego niepodzielnie bessa. Bessa straszliwa i okrutna, co każdego rolnika do pasji i blokad doprowadzić może. Ostatnimi laty bowiem, niczego się w naszym pięknym kraju uprawiać nie opłaca: kukurydzę je się wszak w większości w postaci popcornu, ziemniaki zżera stonka, a buraków w Polsce jest w nadmiarze. Słowem jest źle, a nawet niedobrze!

Ale nie bój nic, drogi Czytelniku! Nic wszak w przyrodzie nie ginie! Jest przecież roślinka, której popularność rekompensować może wszelkie inne agrarne niepowodzenia. Zastąpić jest ona w stanie i rzeczoną kukurydzę, i wymienione ziemniaki, i groszek, i marchewkę. Zajmie miejsce czerwonego pomidorka, żółtej papryczki i białawych szparagów. Wszystko zwalczy i wszystko zwycięży...

Veni, vidi, vici, zielone.

Popularność zielonego - przyznaje się bez bicia - wprawia mnie raz za razem w pewną konsternację. Bo z mej osobistej autopsji wynika, że owa roślinka niczym wspaniałym się nie wyróżnia. Ot, luz lekki daje. Usta wysusza. Oczka wizualnie zmniejsza. I rozwesela troszkę. A mocno ogłupia.
Nie da Ci zaś zielone tego słynnego "spojrzenia z innej strony". Nie zobaczysz dzięki niemu ni elfa, ni krasnoluda, ni nawet niewysokiego niziołka. Nie dane Ci też będzie odwiedzić Narnię, Śródziemie czy choćby średniowieczny Akwizgran. Bo marihuana nie da Ci, Czytelniku, innych stanów świadomości. Marihuana zabija świadomość.
To taki umysłowy Charles Manson.

Nie oznacza to rzecz jasna, że po zielonym człekowi się umysł wyłącza. Po prostu, czuje się człek tak, jak nóż, któremu kazali kamienie ciąć. Znaczy, stępiony. Przygłupi. Przygłupi do tego stopnia, że śmieszą go i nadepnięte grabie.
Słowem: człek ani rzutki nie jest, ani wyszczekany, ani błyskotliwy. Za to jest miałki do entej potęgi.

I tu pojawia się pytanie wagi wielkiej: czemuż to, ach czemuż, skoro z marihuany takie, uczciwszy uszy, ścierwo, zdobywa sobie ona takie zastępy wiernych wyznawców? Wyznawców gotowych czcić tą przereklamowaną paprotkę jako nowego Buddę, Chrystusa czy Konfucjusza. Niejednokrotnie z równym fanatyzmem.

Odpowiedzi na to pytanie nie trzeba bynajmniej szukać u delfickiej wyroczni. Bo odpowiedź znajduje się wszędy. Wisi sobie spokojnie w eterze, banalna, zawarta w naszym starym, narodowym porzekadle.
Gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Wokół zieleniny rozkręcił się wszak ostatnio cały, uczciwszy uszy, show-biznes. Marihuana się opłaca: opłaca się produkować koszulki z jej napuchniętą twarzyczką, opłaca się wciskać łepek Marleya na każdy produkowany T-shirt. Wszak każdy takie wdzianko kupi. Bo kto je nosi, to musi "koleś" być, co zabawić się lubi i prawu w kasze dmucha. A kto nie chciałby być "kolesiem"?

Ale nie tylko na bawełnie zielenina się pojawia. Jest również obecna, kto wie czy nie częściej, na czarnym winylu. Wielu wszak artystów za punkt honoru obiera sobie wtłoczenie choć paru listków owej rośliny na swój album, choć kilku o niej rymów, choć paru gitarowych riffów jej poświęconych...

Bo - jak mówią - marihuana to takie klimatyczne cudo...

A młodzież patrzy i widzi: ich klimatyczny, andergrandowy idol, rzecze, że jak jest THC, to i klimat się pojawia. Jest atmosfera, jest pełne podziemie... I tylko zakazany owoc ciągle krąży im nad głową...

A młodzież swego idola (którym zresztą może być i starszy kolega) pragnie naśladować. Każda młodzież, czy to ta plastikowa, popowa czy ta w pełnym muzycznym andergrandzie. I naśladuje. Jedni odkrywają pępki, drudzy naklejają sobie plastry na policzki. A jeszcze inni palą zielone...

Bo prawdą jest twierdzenie, że marihuana zniewala. Ale nim przyjdzie na nią pora, zniewoli Cię, Czytelniku, co innego. Porwie Cię wir klimatycznej muzyki, klimatycznych imprez i klimatycznych artystów. Porwie Cię andergrandowa komercja. Popędzisz w owczym pędzie...
Nie patrz na mnie krzywo, drogi Czytelniku... Zobaczysz, dasz się zniewolić... Całkiem dobrowolnie.

Indywidualizm jest wszak taki nieklimatyczny...   

UnionJack