A jednak diabeł straszny jest

W AM38 natknąłem się na arta Pewnego Gościa "Nie taki diabeł straszny". Różne myśli kłębiły mi się w głowie w czasie lektury. W każdym razie nie mogłem przejść obojętnie obok wypocin Kolegi po piórze. Poczułem, że obowiązkiem moim jest po raz kolejny pochwycić w swe ręce ciemnogrodzkie sztandary i stawić czoła Pewnemu Gościowi na łamach Action Maga.

O czym traktował tekst naszego Wieloksywkowego Znajomego? Otóż przytaczał On fragmenty Biblii Szatana po czym wyrażał swój pozytywny stosunek do owych fragmentów. Dla kontrastu natomiast bardzo źle potraktowana została Biblia chrześcijan. Postanowiłem więc odnieść się zarówno do cytatów z Biblii Szatana jak i do uwag Pewnego Gościa. Aha, zanim rozpocznę pozwolę sobie na małą dygresję. Otóż jak już wspomniałem, czytając arta "Nie taki diabeł straszny" różne myśli kłębiły mi się w głowie. Zastanawiałem się nad motywami, dla których Pewien Gość popełnił ów tekst. Oto teorie, jakie na ten temat wysnułem:
1. Autor potraktował temat z przymrużeniem oka. Jego tekst był po prostu żartem.
2. Pewien Gość odczuwał niezaspokojoną żądzę aby z kimś polemizować. Napisał więc bardzo kontrowersyjnego arta, żeby wywołać duży odzew wśród Czytelników Action Maga.
3. Pewien Gość wierzy w to co napisał, a to oznacza, że jest On nieszczęśliwym człowiekiem, który nie doświadczył jeszcze tego, ile szczęścia może dać czynienie dobra drugiemu człowiekowi.
4. Pewnego razu przyszedł do Pewnego Gościa Kubuś Puchatek i powiedział: "Hej, stary, napiszmy wspólnie arta, ale takiego naprawdę mocnego." (Mam jakieś dziwne przeczucie, że ta wersja jest dość mało prawdopodobna.)
Jeżeli zgodna z prawdą jest trzecia teoria nie mogę milczeć, muszę ustosunkować się do cytatów z Biblii Szatana i sądów Pewnego Gościa. Do dzieła więc.

Pierwsza zasada rodem z Biblii Szatana mówi ponoć o zaspokajaniu żądz zamiast wstrzemięźliwości. Pewien Gość natomiast komentując tą zasadę dodaje od siebie, że odmawianie sobie wszystkiego prowadzi do tego, że człowiek jest nieszczęśliwy. I do tej nieszczęśliwości prowadzi między innymi Kościół, który mówi o postach i o tym by "w czasach zakazanych zabaw hucznych nie urządzać", co jest naturalnie według Pewnego Gościa totalnie bezsensowne i złe. Hmm, takie opinie znajdujemy w Biblii Szatana i w poglądach Pewnego Gościa. Ja natomiast będę się upierał, że wstrzemięźliwość również prowadzić może do szczęścia. Przestrzeganie Dekalogu, a więc spełnianie woli Bożej może być bowiem źródłem prawdziwej radości. Wstrzemięźliwość nie polega na odmawianiu sobie wszystkiego, co możliwe. Powstrzymanie się od hucznych zabaw w czasie Adwentu i Wielkiego Postu jest moim zdaniem bardzo pożyteczne. Człowiek bowiem potrzebuje zarówno czasu, w którym może się "wyszumieć" jak i chwil refleksji oraz skupienia. A jeżeli chodzi o posty to odpowiem tak: bardzo lubię słodycze, najlepiej w dużych ilościach. Ale czy to znaczy, że mam, w myśl szatańskiej zasady zaspokajania żądz, wcinać dziesięć czekolad dziennie, dopóki pieniędzy nie zabraknie? Mógłbym tak czynić, ja wolę jednak zachować umiar. Dzięki temu mój portfel będzie grubszy (a kasę będę mógł wydać na bardziej pożyteczne rzeczy, choćby na płyty), ja będę się zdrowiej odżywiał a i pryszczów na twarzy jakby mniej. I to jest takie idiotyczne?

Druga zasada Biblii Szatana mówi o tym, że "szatan reprezentuje pełnię życia zamiast duchowych mrzonek!" Moje pytanie brzmi: a cóż ma oznaczać owa pełnia życia? Życie seksualne w myśl zasady każdy z każdym, najlepiej w krzakach albo w toalecie? Upijanie się każdego dnia do nieprzytomności? Narkotyki? Strasznie płytkie przyjemności, dawkowane tylko po to, by zaspokoić swoje żądze? Dziękuję, postoję, ja wolę Dekalog. Zamiast pełni życia wolę we wszystkim zachowywać umiar. Pewien Gość przy omawianiu powyższego fragmentu Biblii Szatana nie omieszkał po raz wtóry "zjechać" Kościół powszechny, pisząc, że organizacji tej wcale nie zależy na tym aby ludzie byli szczęśliwi. A wiecie dlaczego? Odpowiadam: bo duchowni nawołują do tego aby chodzić do kościoła. Oryginalny wyznacznik życiowego szczęścia, nieprawdaż? Albowiem prorok Pewien Gość powiada: "szczęśliwi Ci, którzy do kościoła nie uczęszczają". Mój Drogi, mam do Ciebie małe pytanko: dlaczego wypowiadasz się w imieniu innych? Skąd niby wiesz, że ludzie byliby szczęśliwsi, gdyby nie chodzili do kościoła? Znowu posłużę się tu swoim przykładem. Katolik powinien chodzić do kościoła w niedzielę. A wyobraź sobie, że ja jestem takim katolikiem, który stara się wpaść od czasu do czasu na Mszę świętą do Domu Bożego również w dni powszednie. A teraz uwaga, uwaga: wiesz dlaczego to czynię? Odpowiedź: bo lubię (no a poza tym w dni powszednie nie daje się na tacę, więc nie rozpraszają mnie brzdęki wrzucanych do koszyka monet (JOKE)). To mnie po prostu wycisza, uspokaja. Zapewniam Cię, że to nie są puste słowa. Fakt, że Tobie nie odpowiada chodzenie do kościoła nie oznacza wcale, że podobnie odczuwają inni ludzie.

Kolejny "niesamowity" fragment z Biblii Szatana traktuje o tym, że szatan reprezentuje nieskalaną mądrość zamiast obłudnego oszukiwania samego siebie. No cóż, wszystko niby pięknie, tylko że czarno na białym widać, że to wyznawca owych szatańskich zasad obłudnie oszukuje sam siebie. Wznosi bowiem hasła pełni życia, a przecież wiadomym jest, że nie tylko radość, ale i cierpienie wpisane jest w życie ludzkie. Dlatego mi o wiele bardziej odpowiada chrześcijaństwo, zamiast wciskanie utopijnych mrzonek o pełni życia. W chrześcijaństwie bowiem mogę odnaleźć sens cierpienia. Mogę tam również odnaleźć prawdziwą radość. Tyle komentarza do Biblii Szatana. Natomiast Pewien Gość po raz nie wiem już który, jak mniemam z nienawiścią w oczach, miotał był gromy na Kościół, który ponoć wodzi nas tylko za nos i takie tam. Postanowiłem pójść śladem Autora arta "Nie taki diabeł straszny (o kurczę, ale masz duże buty (a ja mam jakiś dziwmy humor przy pisaniu tego arta)) i przedstawić krótki obraz Kościoła oczami antyklerykała (tylko proszę Was, potraktujcie poniższe zdania z przymrużeniem oka). Otóż Kościół jest najgorszą rzeczą, jaka tylko mogła przydarzyć się ludzkości. Jezus Chrystus, zakładając go chciał zapewne "ustawić" finansowo swoich znajomych. A fakt że był on człowiekiem żyjącym cnotliwie i skromnie? To nic, widać miał w tym jakiś ukryty, podstępny cel. Kościół od samego swego powstania był instytucją nastawianą na jedno: na zyski, które osiągał (i osiąga) wbijając ciemnotę wiernym. Jest ponadto Kościół instytucją potężną, tak potężną, że może z łatwością opanować umysł każdego i robi to (prawdopodobnie wszczepia swoim wiernym jakieś tajemnicze i nieprawdopodobnie drogie mikroczipy). Kościół jest właścicielem 98,5 % majątków na planecie Ziemi (a i na innych planetach niewątpliwie ma swoje przemożne wpływy). Księżom zależy tylko i wyłącznie na kasie, potrafią oni wycisnąć z nas, biednych świeckich, ostatni grosz. A że część kleru naprawdę stara się żyć w myśl Ewangelicznych zasad? To są po prostu fanatycy, którym się w głowach poprzewracało. Kościół utrzymuje swych wiernych przy sobie poprzez "organizowanie" różnych cudów. Co, że niby niemożliwe jest dla człowieka wywołanie czegoś takiego jak choćby taniec "Słońca"? No cóż, dla człowieka jest to rzeczywiście trudne, ale "czarni" są wszechwładni i mają układy z ufokami, którzy to potrafią takie zjawiska wywoływać. Dobra, czas zakończyć pisanie tych głupot. Zapytacie się, jaki miałem cel w popełnieniu powyższych kilku zdań. Ano chciałem uświadomić niektórym, że wiele opinii na temat kleru jest przesadzonych. Zgadzam się w pełni, że jest spora grupa księży, którzy zdecydowanie powinni spuścić z tonu, jeżeli chodzi o kupowanie coraz to lepszych aut. Ale naprawdę nie wszyscy nasi pasterze są tacy. Pamiętajcie również o misjonarzach jeżdżących do Afryki i pracujących z wielkim poświęceniem w bardzo trudnych warunkach, pamiętajcie o zakonnicach i zakonnikach ślubujących ubóstwo, pamiętajcie o działaniach charytatywnych prowadzonych przez Kościół.

Czwarta zasada Biblii Szatana mówi o tym, że szatan nie marnuje miłości na niewdzięczników lecz jest przychylny tym, którzy na to zasługują (O, to ja zdecydowanie wolę Boga, który zawsze każdego człowieka kocha i każdemu przebacza.). Autor arta "Nie taki diabeł straszny" tą szatańską zasadę odnosi do biblijnej przypowieści o synu marnotrawnym. Pytanie: jak Pewien Gość ocenia tą przypowieść? Odpowiedź: bardzo źle. Pisze On, że jest (ta przypowieść) nienormalna, że On nie rozumie jak można się cieszyć z tego, że do domu wrócił syn, który przehulał połowę majątku ojca. Na początek apel do Pewnego Gościa: zaznajom się lepiej z Pismem Świętym zanim zaczniesz pisać o jego zawartości. Nie wyłapałeś bowiem podstawowych znaczeń przypowieści o synu marnotrawnym. Ponadto, wiesz co - żal mi Ciebie. Z Twoich wypowiedzi wynika, że najważniejsze w Twoim życiu są pieniądze. Do domu wrócił skruszony syn marnotrawny który chce się zmienić, a Ty jedno miałbyś mu do powiedzenia: "straciłeś moje pieniądze, więc wypad!" Trzeba umieć przebaczać drugiemu człowiekowi bo inaczej w krótkim czasie wszyscy obraziliby się na wszystkich. Autor arta "Nie taki diabeł straszny" odnosi również wyżej wspomnianą przypowieść do czasów obecnych, nazywając przy tym co groźniejszych przestępców półludzkimi ścierwami, których miejsce jest w prosektorium i którym nie pomoże żadna resocjalizacja. No cóż, ja z całą stanowczością twierdzę, że każdy człowiek jest z natury dobry. Fakt, że wielu ludzi błądzi. Tym ludziom trzeba jednak pomóc zejść ze złej ścieżki, a nie eliminować ich. Niedawno oglądałem film dokumentalny o dwóch więzieniach w Stanach Zjednoczonych. W pierwszym z tych więzień osadzeni traktowani byli jak zwierzęta, odzierano ich z resztek człowieczeństwa. W drugim natomiast stosowano resocjalizację przez pracę, więźniowie uczestniczyli w warsztatach plastycznych, wreszcie odnoszono się do nich jak do ludzi. Efekt był taki, że u wielu osadzonych w drugim zakładzie karnym zaobserwowano zdecydowaną poprawę zachowania. Pewnie, że w polskich warunkach resocjalizacja prawie nie istnieje. Ale to znaczy, że trzeba zmienić coś na lepsze w tym względzie, a nie pozabijać co bardziej groźnych więźniów.

Kolejna zasada Biblii Szatana traktuje o zemście, którą naturalnie szatan woli od nadstawiania drugiego policzka. Biblia Szatana nawołuje do stosowania zasady "oko za oko, ząb za ząb, zawsze po czterokroć, po stokroć, tak aby twój przeciwnik bał się ciebie". W komentarzu do tych twierdzeń Pewien Gość przytacza następującą historię. Spotykasz, Drogi Czytelniku, "pewnego pana o tępym spojrzeniu", który to postanowił potraktować Cię bejsbolem. I w takiej sytuacji Szanowny Czytelniku masz dwa wyjścia: albo po tym jak dostaniesz "po uszach" nadstawisz drugi policzek albo "potraktujesz napastnika za pośrednictwem buta w okolice płciowe". Jeśli wybierzesz rozwiązanie pierwsze to wyślij SMS pod numer yyy... to oberwiesz po raz drugi a po osiedlu rozejdzie się fama żeś jest oferma i będziesz miał bracie przechlapane. Jeżeli natomiast skusisz się na rozwiązanie drugie to agresor, zdaniem Pewnego Gościa, niechybnie "nakryje się ogonem" i ucieknie. Przeczytałem tą opowiastkę i stwierdziłem, że pewien Gość potraktował ten temat wybiórczo. Nie napisał On bowiem jak zakończyłaby się przytoczona historia w przypadku gdyby "pan o tępym spojrzeniu" został "potraktowany za pośrednictwem buta w okolice płciowe". Pozwól więc, Autorze arta "Nie taki diabeł straszny, że zrobię to za Ciebie. Na początek należałoby napisać, że cała sprawa nie skończyłaby się raczej tym, że "bejsbolista" nakryłby się ogonem. Byłoby raczej mniej więcej tak: ofiara miotała by się bez ładu i składu próbując "ostro" potraktować agresora. No ale dobra, niech już będzie, załóżmy, że ofiara to wyglądający niepozornie "pakero" (oj coś mi się wydaje, że obie te rzeczy się wykluczają) i jakimś cudem dałaby wycisk bejsboliście. Zastanówmy się jednak co w tym przypadku uczyni wspomniany bejsbolista. Ano coś mi się widzi, że w myśl szatańskiej zasady mówiącej o zemście skrzyknie on paru swych kumpli i zleją oni wspólnie wspomnianego już "niepozornego pakero" (niepozorny pakero - to brzmi jak sucha woda). A cóż zrobi ów "niepozorny pakero" jak tylko wyjdzie ze szpitala? Otóż w myśl szatańskiej zasady odpłacania "po stokroć" skrzyknie on dwudziestu pięciu swoich kumpli i razem zakatują tamtych paru. I tak dalej, i tak dalej. Chciałbym, abyście zwrócili uwagę jak na tym przykładzie jaskrawo widać kompletny bezsens wszystkich szatańskich zasad. Wszystkim, którym się wydaje, że "potraktowanie kogoś za pomocą buta w okolice płciowe" zmieni tego kogoś na lepsze odpowiadam: "Nienawiść rodzi nienawiść, agresja rodzi agresję". Zostało naukowo udowodnione, że karanie nie prowadzi wcale do wyeliminowania niepożądanego zachowania. Szkoda, że Pewien Gość pisząc o tak trudnych rzeczach nie opiera się choćby w stopniu minimalnym na literaturze fachowej tylko prezentuje swoje zdanie jako "jedynie słuszne". Apel do wszystkich: zanim zaczniecie pisać coś o przemocy czy resocjalizacji to przeczytajcie sobie jakąś książkę o tym jakie metody stosuje się na przykład przy pracy z "trudną młodzieżą".

Pewien Gość ustosunkował się również do zagadnienia bezinteresownej pomocy bliźniemu swemu, stwierdzając, że wszelkie opowiastki o tym jak pięknie jest robić coś dla innych to "idiotyczne bajki", że lepiej jest zająć się samym sobą i takie tam (W tym momencie żal mi Ciebie, szczerze.). A powiedz mi: skąd Ty wiesz, że bezinteresowna pomoc jest beznadziejna? I dlaczego tak wszystko generalizujesz? Zgadzam się, jest grupa ludzi, których Twoja pomoc nie wzruszy (A wiesz kto wchodzi w skład tej grupy? Imaginuj sobie, że egoiści. Ci sami egoiści, których Ty w Twoim arcie tak wychwalałeś.), ale są też ludzie, którzy czekają na Twoją pomoc i przyjmą ją z wdzięcznością. Mam znajome, które są wolontariuszkami. Pomagają one rodzinom dzieci niepełnosprawnych intelektualnie. Wydaje mi się, że rodzice owych dzieci są moim koleżankom bardzo wdzięczne za pomoc i nie myślą w takich kategoriach: "Co za frajerki, tracą czas dla obcych ludzi zamiast zająć się sobą". A moje koleżanki również sobie bardzo wolontariat chwalą i opiekują się wspomnianymi dziećmi z wielką radością. I jeszcze jedna rzecz. Teraz uważaj, bo napiszę coś, co wstrząśnie Twoim światopoglądem. Otóż człowiek jest istotą stworzoną do pomocy innym. Nie wiem czy wiesz, ale dziesiątą część populacji stanowią ludzie niepełnosprawni, wymagający pomocy innych ludzi. Ty masz zapewne gotowe rozwiązanie tego problemu pod tytułem: aborcja i eutanazja rulez. Lecz nawet gdybyś pozbawił życia wszystkich niepełnosprawnych żyjących na świecie to pamiętaj, że każde dziecko, nawet to najzdrowsze i najsilniejsze potrzebuje przez ładnych kilkanaście lat opieki innych. Gdzie tu więc miejsce na troszczenie się tylko o siebie? Czy nie jest to kolejna szatańska utopia?

Jedźmy dalej. Ósma zasada Biblii Szatana mówi, że szatan reprezentuje wszystkie tak zwane grzechy gdyż prowadzą one do zadowolenia. Hmm, z własnego doświadczenia wiem, że grzechy (a nie tak zwane grzechy) wcale nie prowadzą do zadowolenia a do wyrzutów sumienia. Czyżby więc po raz kolejny twórcy Biblii Szatana wciskali ludziom kit? Pewien Gość oczywiście nie omieszkał przedstawić swych opinii na temat grzechów. Oto one. Gniew to według Autora arta "Nie taki diabeł straszny" "naturalne ujście dla naszych negatywnych uczuć". Hmm, czegóż to można się nowego dowiedzieć w trakcie lektury AM. Szanowny Kolego, ja cenię sobie oryginalność opinii, naprawdę, ale w granicach przyzwoitości. Otóż gniew, Szanowny Kolego, to wcale nie jest "naturalne ujście dla naszych negatywnych uczuć". Zapytasz: dlaczego? A wyobrażasz sobie następującą sytuację: wstajesz rano, witają się z Tobą najbliżsi, a ty na "Dzień dobry" obrzucasz ich bluzgami, po czym z uśmiechem mówisz: "przepraszam Was, ale właśnie w naturalny sposób wyładowałem swoje negatywne uczucia". A potem idziesz na uczelnię, spotykasz koleżankę lub kolegę, ona/on wita się z Tobą, a Ty zamiast powiedzieć "cześć" albo "elo ziomal" mieszasz ją/jego z błotem przez dziesięć minut. Po czym przerywasz i mówisz: "Przepraszam, ale musiałem w naturalny sposób wyładować swoje negatywne uczucia. Teraz jeszcze tylko kogoś pobiję i już wszystko będzie tak jak być powinno." Jeżeli chodzi o mnie to staram się ostatnimi czasy ograniczać wybuchy gniewu, choćby w kontaktach z rodzicami. I wiesz co ci powiem: jestem znacznie bardziej spokojny niż dawniej i nie odczuwam żadnej potrzeby wyładowania się. Jeszcze Ci mało argumentów? Jeżeli tak to już spieszę z kolejnym przykładem. Zwróć z łaski swojej uwagę na pierwszego lepszego kibola, który leje się przy każdej sprzyjającej okazji. Czy według Ciebie ten wspomniany kibol wyładowuje się w sposób naturalny i przez to jest na codzień miłym, spokojnym chłopcem? Aha, a jeżeli chcesz się wyładować to zamiast wybuchów gniewu proponuję Ci grę w tenisa albo boksowanie worka treningowego. No dobra, dosyć o gniewie. Albo nie, kontynuujmy ten wątek. Otóż Gniew jest miejscowością, która słynie ze znajdującego się tam zamku. Jak byłem w Gniewie na klasowej wycieczce w podstawówce to miejscowi "niegrzeczni chłopcy" ukradli mojemu koledze czapkę. OK, teraz już naprawdę koniec, przechodzimy do dalszych grzechów. Oto jak Pewien Gość skomentował kolejny z nich: "lenistwo - jakby gdzie indziej w Biblii nie było napisane, że siódmego dnia mamy się opierdalać (W tym momencie, Szanowny Kolego, mogę zaproponować Ci tylko jedno: pójdź do Jerzego Urbana i pokaż mu Twojego arta. Gwarantuję Ci - Urban na pewno mianuje Cię od razu zastępcą redaktora naczelnego "Nie". A tak poważnie to jeżeli masz problemy ze znalezieniem odpowiedniego słowa dla wyrażenia Twoich myśli to pisz do mnie, służę pomocą. Prosiłbym też Wielce Szanownych "Sprawdzaczy" naszych artów aby robili coś z takimi "kwiatkami". Po co narażać Czytelników Action Maga na niesmak?). Chciwość, zdaniem Pewnego Gościa ma nas skłaniać "do pracy nad powiększeniem swojego stanu posiadania". Znowu brawa za oryginalną opinię. Według Ciebie fakt, że chcemy posiadać ciągle więcej i więcej, często kosztem innych (przez to jedni z głodu umierają a inni pławią się w bogactwie), to pozytywna cecha? A co Pewien Gość twierdzi o zazdrości: "Zazdrość, która motywuje nas do pracy nad sobą." Jak dla mnie to do pracy nad sobą ludzi popycha pozytywna motywacja, zazdrość natomiast sprawia, że obserwujemy wokół siebie wyścig szczurów oraz nienawiść do bliźnich swoich. Mnie osobiście nie odpowiada świat, w którym musiałbym każdego traktować jak wroga, jak konkurenta czekającego tylko, aż mi się noga powinie.

Na zakończenie Pewien Gość przytacza taką oto myśl z Biblii Szatana: "Szatan jest najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek Kościół posiadał, ponieważ przez wszystkie te lata dawał mu zajęcie!" W odpowiedzi na ten fragment chciałbym nieśmiało zauważyć, że gdyby nie było chrześcijaństwa to nie byłoby satanizmu.

Podsumowując: według mnie to dzięki takim ludziom jak śp Matka Teresa czy śp Marek Kotański cały ten nasz świat jeszcze jakoś się trzyma. Natomiast tyle jest zła na naszej planecie głównie dlatego, że ludzie skrzętnie wypełniają niektóre z zasad zapisanych w Biblii Szatana.

I co Ty na to?

Jacek Stojanowski
Samozwańczy Sołtys Ciemnogrodu Polskiego (SSCP)

PS1: Serdecznie zapraszam na oficjalną stronę internetową mojej skromnej osoby. Adres:www.ciemnogrod.republika.pl
PS2: A Pewnemu Gościowi Bóg zapłać za przedstawienie zasad satanistów. Dzięki temu z łatwością będę mógł obalać wszelkie argumenty wyznawców szatana (jeżeli takowych spotkam, co do tej pory mi się nie zdarzyło).
PS3: Cały czas mam wrażenie, że tekst Pewnego Gościa był prowokacją.
PS4: Podczas pisania słuchałem piosenek, w których mowa jest o potrzebie pomocy drugiemu człowiekowi oraz otwartości na drugiego człowieka, m.in.: "Pomóż mi", "Tolerancja", "Stand by me".
PS5: Ponieważ skończyłem arta więc:
Ruszaj się głowo, idziemy ku słońcu;
Niechybnie brakuje tam nas;
Od stania w miejscu niejeden już zbłądził,
Niejeden zbłądził już świat.
(Fragment wiersza Edwarda Stachury: "Nie rozdziobią mnie kruki".)
PS6: Zapraszam do mailowania: ciemnogrod@hotmail.com