Kultura masowa


      Czym jest kultura masowa mniej więcej każdy wie. Niestety chcę napisać pracę dość konkretną, więc nie będę się opierał na tej intuicyjnej wiedzy i po chamsku podam teraz definicję, do której się dokopałem (zresztą niepełną, ale spróbuję ją zweryfikować). Francuski socjolog G. Friedmann stwierdził, co następuje: "Przez kulturę mas rozumiem ogół kulturalnych dóbr konsumpcyjnych oddanych do dyspozycji publiczności w najszerszym rozumieniu tego słowa, za pomocą masowego komunikowania w ramach cywilizacji technicznej". Jest to jednak informacja zbyt ogólna ponieważ jeżeli wszystko, co jest przekazywane ogromnej rzeszy ludzi należy do kultury masowej, to za takowe trzeba byłoby przyjąć nadawanie przez stacje radiowe muzyki klasycznej, drukowanie w poczytnych gazetach fragmentów książek znakomitych pisarzy (np. Ryszarda Kapuścińskiego w "Gazecie Wyborczej", czy Prusa i Sienkiewicza sto lat wcześniej w "Kurierze Codziennym", warszawskim "Słowie" i krakowskim "Czasie") a nawet szkołę - bardziej powszechną i zunifikowaną niż kiedykolwiek wcześnie. W takim razie należałoby wykluczyć z tej definicji wszystkie dobra niosące za sobą wartości intelektualne.

      Również wiele trudności nastręcza zbadanie złożoności tego zjawiska. Najprostszym sposobem na jego zobrazowanie będzie chyba przyjrzenie się ewolucji kultury masowej. Wbrew przypuszczeniom nie została ona zaobserwowana dopiero w XX w. Jej korzenie sięgają daleko dalej aż do... starożytności. Obawy przed kulturą masową wykazywał już Platon, który w "Fajdrosie" dość ostro krytykował sztukę pisania. Według niego wiedzę powinno się przekazywać z ust do ust, bowiem wtedy słuchacz zawsze może się czegoś dopytać i wyjaśnić nieporozumienia, co zapobiegnie błędnej interpretacji. Uważał, że pismo powinno raczej zostać prywatną rozrywką artysty niż czymś, co ma oddziaływać na tłumy. Mimo że te obawy były poniekąd słuszne, to z powodu m.in. analfabetyzmu , czy braku druku nie miały jednak szczególnego odniesienia do rzeczywistości. Następne dwa tysiąclecia to powolny wzrost "zagrożenia". Jeżeli chodzi o średniowiecze, to możemy mówić raczej o cofnięciu się w stosunku do starożytności (książki były bardzo drogie a czytać i tak potrafili tylko nieliczni i to głównie duchowni), ale już w 1450r. został wymyślony druk, przez co słowo pisane stało się tańsze a dostęp do niego łatwiejszy. W XVII wieku powstały pierwsze gazety, toteż te same informacje trafiały do wielu osób w niezmienionej formie. Wiek XIX był swego rodzaju przełomem w dziejach kultury masowej. Rewolucja przemysłowa przyniosła szereg innowacji umożliwiających szybsze i tańsze wydawanie gazet oraz rozprowadzanie ich na znaczne odległości. Następne stulecie umocniło zaś zdobycze wieków poprzednich a także wprowadziło własne - do słowa pisanego dołączyło radio, kino i telewizja tworząc podstawowe, współczesne środki masowego komunikowania.

      Książka do XIX wieku nie była szczególnie popularna. Stała się częściej kupowana dopiero po wprowadzeniu tanich wydawnictw zeszytowych dostarczających "lekkiej" literatury (np. romansów). Podobną rolę odegrały w XX wieku wydania broszurowe (tzw. paperbacks). Obok dobrych księgarni zaczęły powstawać kioski i drug store'y, gdzie za niewielkie pieniądze można było kupić książkę, przeczytać ją i... wyrzucić jak gazetę. Co więcej nie ważny stał się już nawet autor, bowiem najlepiej sprzedają się "ładne okładki". Ówczesny czytelnik nie ma czasu na delektowanie się tekstem literackim. Oczekuje od książki albo wiedzy konkretnej, albo rozrywki, "faworyzuje książki, które łatwo się produkuje, szybko czyta, których zrozumienie nie wymaga naukowego przygotowania...domaga się silnych i gwałtownych emocji, zaskakujących zwrotów... Zadaniem autorów jest raczej wywoływać zdumienie, aniżeli zachwyt, pobudzać namiętności bardziej niż czarować smak..." Przez takie podejście w 1954 roku w samych Stanach Zjednoczonych wydano 190 mln książek o praktycznie tej samej treści (zbrodnia i romans).

      W tworzeniu kultury masowej większą funkcję pełniła jednak prasa. Gazety jako pierwsze stworzyły ogromną publiczność, której członkowie, oddaleni od siebie o setki kilometrów jednocześnie lub prawie jednocześnie reagowali na te same informacje. Poza tym prasa w odróżnieniu od książki zawierała bardziej ogólne treści przez co stała się powszechniejsza. Przyjrzyjmy się jednak wszystkim wychodzącym dziennikom a zobaczymy, że są poświęcone zagadnieniom dotyczącym głównie spraw polityki i interesu. Wielu artystów i filozofów takich jak Goethe, Tonnies, Nietzsche krytykowało prasę właśnie za przekazywanie suchych faktów, powierzchowność, odciąganie od prawdziwych wartości oraz demagogię.

      Podsumowując: prasa i książka jako narzędzie kultury masowej przekazuje treści jednolite, często pozbawione wartości estetycznych i intelektualnych, wabi kolorowymi okładkami i narzuca własne, niejednokrotnie mylne poglądy.

      Na początku XX wieku pojawiło się kino - charakterystyczny środek masowego komunikowania. Mimo że nie dotarło tak jak słowo drukowane do wszystkich ludzi (np. na wsi), to i tak przez ostatnie stulecie ciągle się rozwijało i przyciągało wciąż liczniejszą publiczność. Przyczyną tego sukcesu jest przede wszystkim rodzaj serwowanych filmów. Ze względu na walory techniczne (duży ekran, dobre nagłośnienie) producenci filmowi stawiają głównie na widowiskowość lub w przypadku, gdy jest to niemożliwe, odnoszą się do sprawdzonej wcześniej metody: sukces kasowy to pokazanie wątków humorystycznych, dramatycznych, seksualno-romantycznych, sentymentalnych i personalnych. Nic więc dziwnego, że najpopularniejsze filmy to komedie, thrillery, horrory (ponad 90% odnotowuje zysk) i tzw. "wyciskacze łez". Skutkiem tego ginie kino ambitne, które przekazując głębsze treści nie przyciąga odbiorców a co za tym idzie staje się nieopłacalne. Można powiedzieć, że w ten prosty sposób kultura masowa nie tylko propaguje małowartościową rozrywkę, ale też "miażdży wszystko co jest inne, wszystko co doskonałe, indywidualne, uzdolnione , wybrane" (Jose Ortega).

      Lata dwudzieste XX wieku to także niezwykły rozwój radia. Jest to kolejny wielki przełom w środkach masowego przekazu. Od tej pory prawie każdy (nie trzeba umieć czytać, jak w przypadku prasy i książek) może w dowolnym miejscu (fale radiowe docierają wszędzie) wysłuchać jakiejś informacji. Nowością jest, że raz zakupiony odbiornik, jeszcze przez długi okres będzie dostarczał aktualnych informacji a dzięki szerokiemu wyborowi audycji użytkownik sam będzie mógł decydować o ich tematyce. Niestety podobnie jak w przypadku gazet, nadawcy szybko zaczęli rezygnować z oryginalności i emitować nie to, co sami chcą, lecz to, czego oczekują słuchacze. W związku z tym także i tu dochodzi do unifikacji przekazywanych treści. Wystarczy w tej chwili włączyć radio, aby przekonać się, że kilkadziesiąt stacji nadaje muzykę popularną, zaś dwie lub trzy dostarczają treści ambitniejszych, ale w swej kategorii takich samych.

      Czwartym i chyba obecnie najważniejszym środkiem masowego przekazu jest telewizor. Już dawno przestał on być przedmiotem luksusowym, toteż w dzisiejszych czasach co najmniej jeden odbiornik jest na wyposażeniu znacznej większości domów. Podstawowym zarzutem przedstawianym "małemu ekranowi" jest szerzenie przemocy. Nie są to bynajmniej oskarżenia bezpodstawne, np. pod koniec lat dziewięćdziesiątych paru amerykańskich nastolatków brutalnie zabiło grupę rówieśników podając za źródło "pomysłu" film Wesa Cravena "Krzyk". Według szacunków młodzież w wieku od 8 do 18 lat przyswaja sobie z telewizji około kilkunastu tysięcy opisów i obrazów rozmaitych zbrodni. Nic więc dziwnego, że dzieci (jako osoby o delikatnej psychice i podatne na wszelkie sugestie) zabijają się np. podczas zabawy w gladiatorów lub wyskakują z okna myśląc, że potrafią latać. Nie chcę przez to powiedzieć, że telewizja jest odpowiedzialna za całe zło na świecie, ale w wielu przypadkach stanowi "iskrę zapalną" jak np. źródło pomysłów.

      Niestety telewizja licząc przede wszystkim na wielką widownię, zapomina o widzach pragnących czegoś więcej niż południowoamerykańskich telenowel lub hollywoodzkich "krwawych jatek". W ten sposób "kultura kramarska" (tak określił ją Nietzsche) dostarcza nam codziennie w porach największej oglądalności marne seriale będące źródłem silnych wzruszeń gospodyń domowych, zaś w godzinach późnonocnych jakiś wartościowy film. Następstwem tego jest zaś ogólne "zepsucie". Pewien grecki poeta napisał, że "brąz jaśnieje, kiedy używany / A domostwo ginie, kiedy opuszczone". Czy możliwy jest jakikolwiek dalszy rozwój cywilizacji, kiedy jedynym wysiłkiem intelektualnym społeczeństwa jest rozmyślanie nad tym, czy Esmeralda poślubi Jose?

      Co więcej produkty kultury masowej są na tyle "podstępne", że możemy wpaść w jej sieci sami o tym nie wiedząc. Przyznaje się do tego nawet Ryszard Kapuściński, który w "Lapidarium VI" pisze, jak zwykły poranny program zafrapował go do tego stopnia, że zaczął poświęcać mu całe dwie godziny. Przestał go oglądać dopiero wtedy, gdy się zorientował, że mimo iż przez cały czas coś się na ekranie działo, nie był w stanie stwierdzić, co obejrzał. Niestety w przeciwieństwie do Kapuścińskiego niewiele osób jest w stanie zauważyć własną bezmyślność. Stają się oni po prostu biernymi odbiorcami, którzy za pomocą guzika od "pilota" mogą zaspokoić swoją "potrzebę wżycia się w inne światy, potrzebę przeżywania, przynajmniej w charakterze obserwatora zdarzeń, których rzeczywistość nie może nam dostarczyć."

Dimitri
ragnarok22@wp.pl


Słuchałem:
Ozzy Osbourne - albumy "Diary of a madman", "Ultimate sin", "Bark at the moon"
Yngwie J.Malmsteen's Rising Force - "Marching out"

PS. Korzystałem z:
A. Kłoskowska "Kultura masowa. Krytyka i obrona"
R. Kapuściński "Lapidarium IV"