:: Koniec szkoły :: na dwa miesiące ;) I nastała TA chwila. Nauczyciele uśmiechają się pod nosami a uczniowie po kątach chlipią. Tak nie jedni jeszcze spotkają w czasie wakacji nauczycieli.. na egzaminie komisyjnym. Chwała tym.. poległym. Możliwe że ktoś właśnie gotuje się na takiż egzamin więc poczciwy czytelniku odmów zdrowaśkę na jego cześć.. [ja się zwalniam z tego obowiązku ponieważ mam jeszcze czerwiec a nie sierpień] Troszkę się obeszło temat właściwy tego tekstu, ale trzeba się jakoś zrelaksować. W poniższym tekście postaram się zgromadzić kilka uwag na temat szkoły. Podpowiem Wam czytelnicy jak łatwiej przeżyć kolejne dziesięć miesięcy w buszu, jakim jest szkoła. Pierwsza sprawa, jakiej NIE lubią nauczyciele to brak zeszytów i podręczników więc nawet jeśli nie jesteś prymusem zabierz te dodatkowe 50 stron noweli. Nauczyciel zapewne doceni twój wysiłek, a nawet jeśli nie, to kiedy spyta czy posiadasz książkę odpowiadasz "owszem mam proszę pani/pana". Oczywiście tyczy się to wielu przedmiotów więc warto umówić się z kolegą z ławki i na wszelki wypadek można powiedzieć, że ma się dzisiaj siedem lekcji [szczęściarze, a właściwie pechowcy bo ja miewam po 9 lekcji] bądź zajęcia wychowania fizycznego i nie stwierdzono wolnej przestrzeni w plecaku. Brońcie wszyscy święci, abyś nie odpowiedział, że nie wziąłeś książki nie uzasadniając przyczyny! Oczywiście nic nie przeszkadza, aby odpowiedzieć jak ja: "Proszę pani nie mogłem dzisiaj zabrać książki ponieważ nie mam miejsca w plecaku z powodu zajęć w-f, a kolega, który siedział ze mną niestety został przesadzony". Mój kolega był zmuszony wyemigrować.. [niestety pani nie trawiła naszego potencjału w jednej ławce]. Warto być przygotowanym do lekcji, aby od czasu do czasu zgłosić się na lekcji. Wierzcie mi nauczyciele pomimo tych okularów na nosie czasami to zauważają. W razie czego można przy wystawianiu ocen zwrócić uwagę na aktywność podczas całego roku szkolnego. Najlepiej przeczytać sobie trzy poprzednie lekcje w domu, wieczorem zamiast beznamiętnie się gapić w ekran telewizora. Oczywiście zdaje również egzamin czytanie na szybkiego podczas przerwy. W ten sposób jesteśmy przygotowani do odpowiedzi i możemy być aktywni podczas lekcji. Ja nie chwaląc się mam fory u wielu nauczycieli bo nie mogą mnie zagiąć w żaden uczciwy sposób [czasami uderzają poniżej pasa, ale ja również potrafię oddać]. Recepta - na polski czytać lektury! Ten wysiłek to wbrew pozorom chwilunia, codziennie godzina na książkę zamiast telewizor i zdajesz bez problemu na ocenach dobrych (4 i nawet 5). Z matmy odrabiać prace domowe - znaczy wykonywać ćwiczenia. Wiem po swoim przykładzie, że przychodzi to bardzo ciężko [lub nawet bardzo bardzo..] ale w racie czego można spytać nauczyciela dlaczego nie chce ci wyjść wynik. Wierzcie mi - nauczyciele nie cierpią beznamiętnego siedzenia i milczenia. Moi nauczyciele jak nie widzą kogoś spoglądającego na nich wariują [ech te kompleksy.. ekhm..]. Dlatego spoglądajcie czasami na tablicę, wiem że boli jak stoi przy niej ten [cenzured] [cenzured] [cenzured] w [cenzured]. Z czasem można przyzwyczaić się, nawet do tego okropnego widoku. W razie czego nie patrzcie w nauczyciela a w przestrzeń za nim. Jeśli chodzi o prace pisemne z języków bądź z historii to dobrze udać się do starszego kolegi, jeśli nie czuje się na siłach. Jednak rzeczona pomoc starszego nie ma się ograniczać tylko i wyłącznie do napisania wypracowania. Rezerwujemy sobie u niego maksymalnie 2 godziny [ja sam piszę pracę w mniej-więcej godzinę] i w tym czasie on dyktuje, my zapisujemy i wysuwamy własne inicjatywy. To bardzo ważne, aby rozumieć to, co się napisało. Dlatego aż dwie godziny. Za wysiłek i pomoc koledze dajemy piątaka na... to co chce. Jeśli zadana praca jest z języka obcego to najwygodniej napisać ją samemu. Najpierw piszemy w ojczystym to, co chcemy przekazać i tłumaczymy to ze słownikiem. Moja pani od rosyjskiego woli taką niedoskonałą pracę zamiast gotowca od maturzystów. Wie przynajmniej, że to nasza praca w którą włożyliśmy własną krwawicę [czasami to uwidocznia czerwonym kolorkiem..]. Co do zajęć wychowania fizycznego - nawet jeśli się nie czuje na siłach to ćwiczyć, walczyć o własne ciało i zdrowie. Często jest tak, że komputerowi są szczupli - pomaga to przy biegach, gdzie nie jest o tyle wymagana siła co zwinność i dobre płuca [u mnie nikt komputerowy nie pali]. Nauczyciele w-f doceniają wysiłki, jakie wkładacie w ćwiczenia. Dlatego zamiast kombinować skąd wziąć kolejne zwolnienie weź trampki i dresik w reklamówkę i ćwicz - to nie boli. W ten sposób poprawiasz sobie ocenę z w-f. Jeśli masz wymagającego nauczyciela masz jak w banku 4, a jeśli nie to 5. Jeżeli bez ćwiczenia masz 5 to pokaż mu, że chcesz ćwiczyć. Ja nie chwalę się, bo nie ma czym - wziąłem udział w biegu na 1600 metrów - pierwotnie miało to by 1200, ale dystans się wydłużył [nawet bardzo niespodziewanie jak dla mnie - średniodystansowca]. Przebiegłem zatem 1200 metrów, ale niestety nie miałem sił biec dalej i zrezygnowałem. Nie było już sensu marnować moich sił. I tak jestem zadowolony z siebie bo chociaż pobiegłem, spróbowałem. Na myśl przychodzi mi cytat z "Lotu nad kukułczym gniazdem" - "Ja przynajmniej spróbowałem!". Nauczyciel śmiał się ze mnie, ale obiecałem mu, że następnym razem pobiegnę lepiej i dobiegnę. Po prostu nie wiedziałem jak biec [teraz mam już plan i.. wykonam go sam]. Pamiętajcie - nie liczą się rekordy, nie tyle wyniki co chęci i podjęte wyzwanie jak również nadzieja.. Ogólna recepta na szkołę to systematyczność. Wiem, że gadam już jak niejeden wychowawca lub inny nauczyciel, ale wierzcie mi godzina, dwie maksymalnie nauki to gwarancja dobrych wyników w nauce. Wystarczy odrabiać prace domowe jak i czytać poprzednie lekcje. Są to podstawy dzięki którym łatwiej przygotować się do klasówek lub pracy klasowej. Oczywiście jeśli ktoś ma świetną pamięć to niekoniecznie musi sobie powtarzać co dziennie lekcje. Ja przykładowo z polskiego i kilku innych przedmiotów nie muszę uczyć się na bieżąco, bo moją pamięcią potrafię zagiąć niejednego nauczyciela. Zdarzyło mi się również kłócić z nauczycielką od polaka w pewnej kwestii. W moich oczach to ona przegrała bo zaczęła mnie ochrzaniać, że nie pozwalam jej prowadzić lekcji [i tak przez następne 5 minut mi gadała i chciała abym przeprosił] z mojej strony odpowiedziało milczenie. Nie opłaca się wykłócać z nauczycielem - udowadniać swoje twierdzenia i spostrzeżenia tak, ale kłócić - o nie. Traktuje wtedy to jak osobistą zniewagę i najlepiej milczeć i patrzeć na niego. Moim sposobem jest stanie w pozycji wojskowej [ręce z tyłu, klata wypięta] i słuchać. Równocześnie patrzę w kierunku nauczyciela, ale oglądam buty kolegi, a nie jej/jego twarz. Gdy mam przeprosić milczę, ponieważ ja żadnego sporu nie wznieciłem z nauczycielem. Taka rada na przyszłość - Izabela Łęcka była zepsuta i nie było temu winne środowisko co jej przyzwyczajenia i charakter wewnętrzny. Ostatnia kwestia to wykłócanie się o oceny - jeśli tylko zauważysz błąd w liczeniu punktów to pytaj. Gdy się okaże, iż wszystko jest dobrze mówisz "rozumiem, przepraszam bardzo, dziękuję". Nie mruczysz sobie nic pod nosem, że "miałem dobrze". Trzeba oddać kawałek pola, pamiętajcie, każda lekcja to bitwa. Bitwę można przegrać ale wojnę trzeba wygrać. Na następnej lekcji zgłaszamy się na chętnego do odpowiedzi [jeśli istnieje taka możliwość] i wszystko jest "ok". Mam nadzieję, że te kilka recept pomoże wam, drodzy czytelnicy. Wierzę, że w waszej szkole również odniesie sukces moja recepta. Ja osobiście z nią mam zamiar zdobyć średnią '4.5' w przyszłej klasie. Wiem, że trzeba troszkę ją dopracować i dopieścić domowymi metodami. W ten sposób bez większego wysiłku zdobywa się oceny zadowalające i nauczycieli [aktywność na lekcji], rodziców [w końcu nie pała, nie dwója ani trója a czwórka] i siebie [w końcu mogę spokojnie czytać CDA i nikt mi nie gada, że mam się uczyć, a nauczyciel wie, że umiem - albo mu się zdaje..]. Wbrew pozorom metoda ta skutkuje. Ja poprawiłem się w tenże sposób z sześciu przedmiotów w tym z jednego o dwa stopnie! Teraz, w czwartej klasie dorównam klasowemu kujonowi, ale nie ucząc się jak on na pamięć a intuicyjnie. Tak poza tematem - warto posiadać troszkę wiedzy praktycznej nie tylko teoretycznej.