| |
Afera łapówkarska z Lwem Rywinem, Adamem Michnikiem i spóką Agora w rolach głównych wstrząsnęła całą Polską. Na krótko przed końcem 2002 roku Gazeta Wyborcza ujawniła, że latem otrzymała propozycję, złożoną przez Rywina, aby przekazać kilkanaście milionów dolarów w zamian za korzystny zapis w ustawie. Nie padła żadna konkretna odpowiedź, jednak Michnik nagrał rozmowę z Rywinem na kasecie. Jak ujawnienie tych faktów wpłynęło na Gazetę Wyborczą?
Adam Michnik zyskał dzięki tej całej sytuacji ogromną popularność. Tylko czy jest to ta dobrze pojmowana popularność? Człowiek ten budzi ogromne kontrowersje, ale nie sposobem ubierania, czy swoim majątkiem, ale swoimi poglądami i przekonaniami. Mniejsza z tym, ale jak mógł zdobyć większe poparcie, jeśli Rywin do niego przyszedł z propozycją? Przecież musiał wiedzieć, do kogo przychodzi, musiał wiedzieć, że ten ktoś wie o całej sprawie dużo. Ludzie prędzej czy później połapią się, że Michnik był uważany przez protektorów Rywina za kogoś zaufanego. Nie przyszedłby on do żadnego dziennikarzyny, on musiał porozmawiać z kimś, kto wiedział o tym sporo wcześniej. Zastanawia mnie jeszcze jeden fakt. Michnik mógł mieć magnetofon w pokoju np. żeby posłuchać sobie ulubionej kasety czy radia. No dobrze, mógł go włączyć na nagrywanie, kiedy przyszedł Rywin, ale czy on każdą rozmowę nagrywa na kasety? Jeśli nie, to czemu wiedział, że tą musi nagrać? Jeśli tak było, to skąd wiedział, że ta rozmowa
będzie taka ważna? I skąd?
Inaczej sprawa ma się z pismem. Po ujawnieniu całej afery można było mieć nadzieje (zapewne wydawcy takie mieli), że wzrośnie sprzedaż gazety. Trochę się na tym przejechali. Na pewno ileś tam ludzi kupiło, bo chcieli mieć informacje z pierwszej ręki, ale media (prasa, TV, radio, internet) bombardowały najnowszymi doniesieniami o postępach w śledztwie, o opiniach innych, znanych osób. Tymczasem Wyborcza została jakby w miejscu.
Powodem kolejnym może być zniechęcenie ludzi. Dowiadując się, że ich ulubione pismo miało zapłacić niewyobrażalną dla większości z nich kwotę pieniędzy, aby coś zyskać, to stracili motywację to kupowania ich produktu. Agora stracił uczciwość w oczach czytelników. Wielu nawet nie rozważało tego, jak to mogło wyglądać, czemu tak się stało. Po prostu zrezygnowali z kupna, bez myślenia o powodach tej decyzji. Po prostu, kiedy wyczuli jakieś krętactwa, wybrali pismo obiektywniejsze i w ich mniemaniu bardziej uczciwe.
Nie można więc powiedzieć jednoznacznie, że Gazeta Wyborcza i osoby z nią związane straciły bądź zyskały na aferze Rywina. Wszystko zależy od punktu widzenia, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeden człowiek może stwierdzić, że to źle, bo działają na własną niekorzyść, tracąc czytelników. Inny zaś powie, że dobrze zrobili, bo ujawnili całą aferę, pozwalając ukarać winnych.
I na koniec taka moja mała dygresja. Jeśli byli tacy uczciwi i pozwolili doprowadzić do śledztwa, to czemu wszystko wyszło tak późno?
| |