|
Numer
Cały dzień siedziałem w moim plastikowym pokoju. Nawet pastylek obiadowych nie połknąłem. Spojrzałem przez plastikowe okno. Słońce wschodzi nad chemicznym niebem. A może to nie słońce. Dzień zaczyna się na dobre. Wyciągam z szuflady jednorazowe ubranie. Dzisiaj dostałem zielony uniform. Odziałem się weń i włożyłem nowe baterie w odpowiedni otwór. Moje ubranko zaczęło ładnie połyskiwać. Rodzice już wstali. A raczej ich umysły... kiedy umysły pracujących śpią ich ciała za pośrednictwem komputerów wykonują różne zajęcia. Wyszedłem na korytarz i kopnąłem mechanicznego kota. Jak zwykle nie zareagował. Rodzice siedzieli już przed ścianą telewizyjną.
"... Nowy zestaw do ulepszania pastylek obiadowych. Możesz nadać im dowolny smak... koniecznie musisz go mieć... " Na ścianie widniała hipnotyczna reklama. Rodzice powtórzyli obłędnie:
-Koniecznie musimy go mieć... - nadal wpatrywali się tępo w ścianę. Zaaplikowałem sobie zestaw śniadaniowy. Smakował dziwnie. Przypływ sił. Muszę dzisiaj iść do szkoły. Wyszedłem z mieszkania. "Życzę miłego dnia... obywatel 35896214 opuszcza mieszkania". Zakomunikował system z zielonym okiem.
-Jam nie numer, jam jednostka. - zielone oko milczało. Wydaje mi się, że patrzy na mnie złowrogo. Wszedłem na chodnik i ruszyłem w kierunku szkoły. Ludzie patrzyli na mnie dziwnie bo jako jedyny szedłem o własnych siłach. Chodnik był strasznie brudny. Co chwilę przyklejałem się do jakiegoś syfu. Ale postanowiłem korzystać z własnych nóg. Przechodziłem przez park, tj. między rzędami maszyn do rozbijania dwutlenku węgla na węgiel i tlen. Coś pachniało siarką. Wszedłem do ogromnego budynku. "W klasie nr 425 jest miejsce dla ciebie 35896214". Udałem się pod wskazaną klasę. Na korytarzu nikogo nie było. Wszedłem do środka i usiadłem przy wolnym stoliku. Włożyłem słuchawki i zażyłem tabletki do nauki. "Witajcie uczniowie. Dzisiaj zajmiemy się.." zdjąłem słuchawki. Wszyscy siedzieli wpatrzeni w jakiś punkt na ścianie. Klasnąłem w dłonie. Nikt nie zareagował. Machałem im przed oczyma. Jednego chłopca kopnąłem. Żadnej reakcji. Podszedłem do dziewczyny która tak jak ja była odziana na zielono. Zdjąłem jej słuchawki. Brak jakiejkolwiek reakcji. Chciałem wyjść ale drzwi nie ustąpiły. Złapałem dziewczynę za przegub dłoni. Nie ma pulsu... Dzwonek. Wszyscy wstali i zaczęło się normalne życie. Niespokojny podszedłem do tablicy z białą literą "i" na jaskrawo-niebieskim tle. "Witam 35896214. W czym mogę ci pomóc"
- Podaj liczbę zabitych w ciągu ostatniego roku
"0"
- Liczbę samobójców
"0"
- Zatrutych
"0"
- Przecież ktoś się kiedyś musiał zatruć...
"0"
Uderzyłem pięścią w ekran. Rozbił się na kilkadziesiąt kawałków. Wziąłem jeden w rękę. Podszedłem do dziewczyny odzianej na czerwono.
- Zero zabitych? - Wbiłem jej kawałek plastiku w plecy. Nic. Przewróciłem ją na ziemię i wbiłem plastik w mostek. Poczułem jak pod moim ciosem kruszy się jej kość. Nawet krew nie wypłynęła. Wyciągnąłem ostrze. Nikt nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Spojrzałem jej w oczy. Przygasły... na chwilę... wstała i jak gdyby nigdy nic dalej rozmawiała z koleżanką. Usiadłem na podłodze. W kącie stał metalowy pręt. Wziąłem go w dłonie. Poczułem zimną stal. Zamknąłem oczy i wbiłem go sobie w serce. Poczułem jak mnie przeszywa. Wyjąłem go. Wiem, że już nie umrę. Włożyłem dłoń w otwór po pręcie. Dotknąłem czegoś twardego. Wyjąłem to na wierzch. To był kabel... Wybiegłem z budynku. Nie byłem przerażony. Przeciwnie: wyjątkowo spokojny. Zauważyłem zielone oko. Kolejny pulpit. Dotknąłem oka.
- System. Wyłącz 35896214...
Jego ciało opadło bezwładnie na ulicę. Przejeżdżały po nim samochody. Nikt go nie widział. Nikt nie wie jak łatwo wychodzi się z Systemu...
"System. Wyłącz 19870903... żegnajcie czytelnicy..."
19870903 (Ijon Tichy)
tichy-ijon@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|