|
Weronika
Weronika spojrzała ze strachem na mężczyznę. Uśmiechał się niedbale, zaciągał się ze smakiem papierosem i czekał na jej pokorne prośby o przebaczenie. Zacisnęła pięści, ładne usta zwęziła i spuściła głowę.
- Masz coś do powiedzenia? - sarkastyczny głos przerwał nienaturalną ciszę, skupił się i uderzył bardzo dużą siłą. Na twarzy dziewczyny pojawiła się pojedyncza łza, a kot, który właśnie przebiegał drogę, zamiauczał donośnie.
- Jeśli nie, to czemu marnujesz mój czas?
- Nie wiedziałam, że go marnuję... Przykro mi... - ściszony, smutnie melodyjny ton. Jasne włosy wpadają do zielonych oczu, a następne łzy z coraz większą determinacją drążą policzki.
- Może przestańmy na tym? Nie sądzisz, że będzie lepiej? Ty swoje wiesz, ja swoje. Zostawmy to, dobrze?
- A może porozmawiajmy?
- Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie, proszę... - chmura szarego dymu sunie do Weroniki. Bierze szybki haust powietrza, a płuca wypełnia dawno oczekiwana trucizna.
- Nie rozumiem naszej kłótni, nie chcę jej rozumieć...- szum sunących samochodów zakłóca dalsze słowa. Przeraźliwy wrzask dzieci opuszczających szkołę. Wrewoel stoi nadal, a zadowolony uśmiech niknie na jego twarzy. Krzyki narastają. Patrzy tępo w niebo. Wrewoel coś mamrocze. Weronika patrzy wskazanym kierunku, a po soczyście błękitnym niebie suną śnieżnobiałe chmury w kształcie skrzydeł....
Weronika stoi uśmiechnięta, a Wrewoel wyraźnie podenerwowany unika jej wzroku.
- Masz coś do powiedzenia? - sarkastyczny głos przerwał nienaturalną ciszę, skupił się i uderzył bardzo dużą siłą. Chłopak o mało nie zachwiał się. Było widać, że z trudem hamuje zebrane łzy. Rudowłosy kot, który właśnie przebiegał drogę, zamiauczał donośnie.
- Jeśli nie to, czemu marnujesz mój czas? - kolejny okrutny cios wymierzony prosto w serce. Chłopiec się kurczy, maleje jego pewność, a resztki odwagi zastąpił zwierzęcy strach. Jasnowłosa Weronika kontynuuje, a w zielonych oczach iskrzą niebezpieczne błyski:
- Zraniłeś mnie. Tak bez powodu. Bo tobie było wygodnie. Nie obchodziły cię moje tłumaczenia, nie przyjmowałeś mojego zdania. Nie słuchałeś mnie, rozkoszując się moją winą, bólem i lękiem. Kochałam cię. Rozumiesz? Wystarczył jeden dzień byś mnie skreślił, kazał się poniżać i wierzyć, że może kiedyś powiesz mi, co się tak naprawdę stało. Twoje zdania typu 'sama najlepiej wiesz' działały mi na nerwy. Tyle przelanych łez, tyle cierpienia i to tylko przez jedną osobę! Przez ciebie!
Weronika milknie, a na niebie w kolorze indygo sunie czarna chmura w kształcie skrzydeł upadłego anioła...
Stoją koło siebie. On bez skrzydeł, a ona blada z czarnymi, lśniącymi rozłożonymi skrzydłami. Szepczą, a ich przyciszone głosy wystukują własny rytm zrozumiały tylko dla nich.
- Koniec? - w szkarłatnych wargach błyskają ostre, białe zęby. Wampirzycy o czarnych skrzydłach.
- Weronika... - wiatr śmieje się z niego radośnie, a dziewczyna dołącza się z ostrymi ząbkami błyskającymi w szkarłatnych wargach.
- Jesteś nikim, Wrewoel. Nikim. Uczyniłeś mnie zabawką, ale czas się skończył...
Pojawił się rudowłosy kot, który mruży drapieżnie żółto - niebieskie oczy. Oboje milkną patrząc z fascynacją na niebezpieczne stworzenie.
- Piękny...
- Jestem nikim? Tak uważasz? Ja nie trzymam się kurczowo boskości! Nie plamię skrzydeł czernią i mrokiem!
- Bo nie masz czego plamić! - Weronika zwęziła oczy jak kot, gotowy do ataku. Jak rudowłosy drapieżca, który im się przygląda. - Twe skrzydła zostały spalone, aniele o smutnych oczach! Anioł, który zabija nie radząc sobie z własnym strachem! Chciałeś mnie wyniszczyć. Prawie ci się to udało... Prawie!!! - ostanie zdanie zostało zakończone płaczem.
- Jesteś szalona, nie wiesz, co mówisz...
- Nie podchodź!!! - przeraźliwy wrzask roznosi się po okolicy a na końcu zakończany jest miauknięciem rudowłosego kota. Kota o niebezpiecznych żółto - niebieskich oczach, który majestatycznie mija oboje.
Wtulony w miękkie, krucze skrzydła przesypia. Weronika delikatnie i z czułością czesze wybrane pasma jego włosów i mamrocze uspokajająco.
Nagle do przeraźliwie białego pomieszczenia wchodzi anioł o zniszczonej twarzy. Weronika przymyka powieki.
Anioł ubrany w biel niesie tacę. Stawia ją na stoliku i mruczy.
- Proszę wziąć te tabletki! Wszystkie połknąć i odstawić kubek, panno Weroniko. I na Boga czemu pani znowu czesze tą maskotkę? Tego obrzydliwego pluszowego kota...
- Kiedy odwiedzę anioła?
- Doktor mówi, że jeszcze pani tu zostanie - nagle całkiem naturalnie przechodzi na ty.
- ...Połykaj kochanie te tabletki!!! - wychodząc pielęgniarka mówi do siebie. - Coraz gorzej z nią, coraz gorzej...
Moyra
noko-tian@2com.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|