Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Homek Toft ::::

Modlitwa do słabego Boga



Na pożółkłe strony książki padał cień jego nosa. Słońce zachodziło kładąc między mury ostatnie cienie. Szare morza betonów i drewnianych belek zasypiały leniwym snem przepojonym wrzaskliwymi snami. Tej nocy jeszcze wiele niewinnych dziewczynek miało zbudzić się z krzykiem. Gdy młody chłopiec wracał do domu jego cień szedł za nim krok w krok podrzucając w dłoni nóż. Mroczny, ziarnisty kształt opuszczał dłoń cienia, robił salto w powietrzu i wracał z powrotem. Nigdy nie upadał na ziemię. Ziemia nie miała cienia. Położył dłoń na klamce i chciał pociągnąć drzwi, gdy usłyszał jego oddech. Starszy chłopiec westchnął i puknął palcem w papierosa. Popiół opadł w dół między trawy pod jego oknem. Młody zauważył, że palącemu trzęsą się ręce w delirycznej, groteskowej padaczce. Ich cienie na chwilę złączyły się zacierając granicę ubioru, wzroku i wieku. Musiał wracać do domu, choć ostry nos tego czytającego chłopaka dziwnie go hipnotyzował. Zdecydowanym ruchem pociągnął za klamkę i wszedł do domu. Starszy chłopiec w oknie, dziurze w betonowej ścianie, modlił się. Jak co dzień błagał tylko o jedno. O zbawienie, błagał złamany do cna, żeby mógł już podrzeć te kartki i rozsypać je jak popiół z papierosa. Uniósł do oczu dłoń, trzęsące się palce rzuciły cień na ścianę jego małego pokoju. Gdzieś wysoko zapaliła się pierwsza gwiazda. Spojrzał na nią beznamiętnie, utraciło to już dla niego sens. Rzucił się na łóżko w ubraniu i zasnął niespokojnym snem. W tym czasie młodszy chłopiec dostawał wpierdol od starych.

Kolejnej nocy starszy chłopiec rozpamiętywał lata swej świetności. Kiedy był młody i piękny, kiedy miał w sobie bunt. Pamiętał to dobrze i nie potrzebował zdjęć. Uśmiechał się wielokrotnie w tych godzinach mroku uśmiechem wymuszonym i złym. Pozbawionym radości. Jak kot z Cheeshire próbował odgonić ze swego umysłu to, że jest niewidzialny dla innych, że nikt nie dostrzega jego ruchów. Rzucił książkę z pożółkłymi stronami na półkę nie wstając z okna. Sam. Zapatrzył się w twarz matki i wspomniał wszystkich innych samych. Tym czasem młody chłopiec znowu szedł ku drzwiom, znów uniósł głowę by spojrzeć na tego starszego chłopca w oknie, dziurze w betonowej ścianie. Ten chłopak musi być szczęśliwy, pomyślał przez chwilę. Nie tak, jak ja. On musi widzieć świat inaczej, nie ma takiego życia jak ja, tak beznadziejnego i pozbawionego sensu życia jak ja. Nikt nie każe mu nic robić, jest sam, to musi być cudowne. Tak myślał młodszy patrząc na starszego w oknie. Nagle skulił się w sobie, gdy ich oczy się spotkały. Starszy był nadęty i zimny, jak bywają ludzie, którzy nie pragną już więcej szczęścia żadnego rodzaju. Młodszy przestraszył się i poszedł do domu, gdzie dostał wpierdol od starego.

Starszy chłopiec wiedział, że młodszy jest bity i poniżany we własnym domu. Za to nigdy nie mówił dzień dobry jego rodzicom. Codziennie w nocy, gdy siedział w oknie widział cienie bijące inny cień. Czasem w ciemnościach rozjarzały się zielonkawe oczy i błyskały kły. Pewnego dnia nastał taki czas, że młodszy przyprowadził do domu dziewczynę. Była ładna i tyle wiedział o niej starszy ze swojego stanowiska, z którego wydawałoby się nigdy nie schodził. Zawsze spotykali się, kiedy rodziców nie było w domu. Starszy uśmiechał się zawsze widząc ich razem, bo dostrzegał wtedy podobieństwo między sobą a młodszym. Uśmiechał się widząc, jaki kiedyś był w oczach dawnych miłości. Jednak nastał taki dzień, leniwy bardzo i gorący, ukojony dopiero przez Noc, kiedy stary młodszego wrócił wcześniej do domu. Chłopak z okna wiedział, jak to się skończy. Nic nie mógł zrobić, gdy cień dostawał znowu wpierdol od innego cienia. Dziewczyna uciekła z płaczem i na chwilę ich oczy się spotkały, w nich dostrzegł wszystko, co sam widział w swoich.

Późno w nocy, kiedy czerń jest tak silna, że przewyższa najsilniejsze światło dnia, młody chłopiec wyszedł na dwór cicho zamykając za sobą drzwi. Starszy spojrzał na niego z góry ze swojego okna i pomyślał, że może powinien coś zrobić. Może powinien zejść tam na dół i jakoś gówniarza pocieszyć, pogadać z jego ojcem, czy cokolwiek. Miał już zrezygnować i pozostawić wszystko własnemu losowi, gdy usłyszał jego cichy szloch. Młody płakał, a starszemu błysnęło oko na ten dźwięk. Tak dawno nie widział już łez, nie słyszał ich, z perwersyjną ciekawością zszedł więc na dół. Cicho podszedł do młodego kulącego się na schodach. Stanął przed nim i czekał aż ten podniesie na niego wzrok. W końcu doczekał się zaskoczonego drgnięcia i lęku. Aż dziw, ile przyjemności może dostarczyć taki lęk. Starszy wyciągnął z kieszeni chusteczki i rzucił młodszemu. Chłopiec wytarł twarz i wstydliwie oddał paczkę.
- Nie płacz - stwierdził sztywno starszy, bo nie wiedział, mimo chęci, jak ma mówić.
- ...
- Chłopaki nie płaczą - zaśmiał się nerwowo gubiąc gdzieś pewność siebie.
- A ty co?
- Sam nie wiem.
- Społeczniaku jebany.
- Heh. Wiesz, ja też nienawidziłem. Odkryłem tylko, że nienawiść niszczy, wypala, jak miłość. Dzięki nienawiści niczego nie zniszczysz, a już na pewno nie tego, czego nienawidzisz. Nienawiść ma sens tylko wtedy, kiedy nienawidzisz dla kogoś.
- ...
- Rozumiesz mnie? Widzę, że sam się dla siebie nie liczysz. To się chwali w twoim wieku.
- Spierdalaj już.
- Dobra. Tylko wyluzuj, mam gdzieś co się z tobą stanie.
- A ty...
- ...
- ... kurwa ... widzisz czasem... coś tam, gdzie patrzysz?
- Zawsze coś widzę, a ty?
- Ja nigdy. Zawsze widzę rzeczy takimi, jakie są naprawdę.
- Ta, to pierdolona przypadłość. I trudno się wyleczyć.
- Dzięki.
- Spoko, ja nic nie zrobiłem.

Młodszy siedział po turecku na łóżku w swoim małym pokoiku. Myślał o sobie i o swoim ojcu. Nie wiedział, jak on śmie go bić. Nie wiedział nic. Ale jak mógł uderzyć ją? Jak mógł zeszpecić jej twarz? Jak mógł sprawić, że ona się teraz boi? Noż kurwa mać, jak on mógł? W całym pokoiku, wśród półek, między kartkami nielicznych książek, na gumkach ołówków i pod żyrandolem, gdzieś w otworach pośrodku płyt CD mieszkała nienawiść. Teraz nienawiść zaczęła rosnąć i jeżeli chcesz to zobaczyć to zamknij oczy, spokojnie, tak żebyś mógł to czytać jednak, wiesz? Zamknij oczy i wyobraź sobie ciemną kulę w jeszcze ciemniejszej przestrzeni. Na ciemnej kuli zaczynają rozbłyskiwać miliardy drobnych światełek. Każde z nich jest złożone z setek miliardów innych. Wyobraź sobie, że kuleczki światła się łączą, tworzą miliardy dużych, dobrze widocznych, rozbłyskujących nagle okręgów. Są jak mroczki, kiedy wstrzymasz długo oddech pod wodą. Chyba, bo nigdy nie byłem pod wodą. W przestrzeni poza kulą jest strasznie zimno, tak potwornie chłodno, jak wtedy, kiedy ktoś uderzy cię łokciem w splot słoneczny i osuniesz się wzdłuż ściany zemdlony. Kiedy wstaniesz i otworzysz z powrotem oczy zaczynasz bezwiednie łapać powietrze jak ryba, choć wciąż oddychałeś. Wyobraź sobie, że tak czują się te kuleczki światła w mroku. Zbierają się, gromadzą, w ciemnej przestrzeni pojawiają się łuny. Łuny pulsują, wybuchają i rosną, pryszczą galaktykami, zapełniają wciąż rosnący własny wszechświat i nagle rodzi się głos nienawiści. Nienawidzę was... Zabiję... Zabiję... Zdepczę wasze życia... Zabiorę wasze dusze gdzieś... Zabiję... Nienawidzę... Za to wszystko... Nie pozwoliłeś... Uderzyłeś... Ją... Złamię ci osobę twą...
W mroku otchłani robi się ciepło, a ciemna kula staje się biała i pełna nuklearnych detonacji. Wciąż pulsuje, podryguje by wreszcie wybuchnąć. I młodszy siedzący po turecku na łóżku został zwalony z niej siłą pięści starego.

Starszy chłopiec siedział w oknie i patrzał w twarz matki. Przeczuwał coś ważnego, ważnego nie dla dzieci w Etiopii, czy dla narciarzy na dworcu. Ważnego tutaj, przeczuwał uśmiech Boga. Spojrzał od niechcenia w okno młodszego i zobaczył, że znowu jest bity. Westchnął i chciał już sięgnąć po książkę, która leżała gdzieś nieopodal, gdy potężny wstrząs targnął jego oknem. Jego małym pokojem i półkami. Starszy chłopiec spadł z wrzaskiem w dół. Z piętra w piach podwórka, na które niedawno płakał młodszy. Złamał sobie rękę i bolały go żebra po stronie tej ręki. Wstał powoli i zaciemnionymi oczami zbadał wszystko. Ogłuszony upadkiem widział, że ściany wokół pękają, cegły wypadają z zaprawy, a płaty tynku odlatują w mrok. Kucnął zamroczony bólem i czymś ciepłym na dłoni. Cegła spadła obok niego, druga uderzyła go w złamaną rękę. Krzyknął z bólu, co odblokowało uszy. Wszystko trzeszczało, elektrony wirowały, a wiatr nie miał tutaj nic do roboty. Mieszkanie młodszego chłopca tonęło w świetle. Nagle ze szpar wytrysnęły strugi światła i nagle zgasły, a starszego przywaliły zwały gruzu i potłuczonych żarówek.

Młodszy wzleciał lekko ponad pobojowisko i wypowiedział mantrę uspokojenia duszy. Przyłożył dwa palce lewej dłoni do linii życia prawej i wyrównał oddech. Jego ojciec nie żył. Nigdy więcej jej nie uderzy. Opadł na stos cegieł i z trudem wyciągnął spod niego starszego. Chłopak był cały w kurzu i wykwitł mu krwisty nenufar na księżycowej toni czoła. Młodszy uniósł go za szmaty wyżej i otrzepał jak lalkę pacynkę. Potem rzucił od niechcenia w trawę soczystą i zieloną. Spojrzał w gwiazdę, która świeciła tak jasno jak nigdy. Zdziwił się, że nie dostrzegł zimnego punktu, że dostrzegł nieznajomą twarz, usłyszał nieznane mu wcześniej myśli. Spojrzał na śpiącego słodkim snem starszego. Ta gwiazda była tym, o co błagał w tym oknie co nocy. Fajnie, tacy spoko kolesie powinni znajdować szczęście - pomyślał młodszy, bo był z niego straszny luzak i ogólnie miał zamiar zostać skejtem. Bo laski na to lecą i w ogóle, będzie miał łatwe życie. Odleciał więc ku wschodowi i zamieszkał w niedostępnej dżungli tajlandzkiej, na bezludnej wysepce. Całkiem nieźle zarabiał. Jego zadaniem, celem na tym świecie, było wyławianie nowych wysp z dna wszechoceanu. Czerpał satysfakcję z wyrywania lądów wodzie. Czasem łapał też na linę z jej włosów Słońce, ale to już inna historia. Łapanie na linę z jej włosów Słońca sprawia, że Ziemia przestaje krążyć, czy jakoś tak, jakiś astronom mu to wyjaśniał, co był przy okazji także astrologiem, chiromantą i złodziejem. A wtedy, jak Ziemia przestaje krążyć, to czas staje, znaczy staje się bezwzględny i nie skończyłbyś tego czytać. Nigdy. Wyobrażasz sobie?


Homek Toft (czyli niegdyś Piccolo)

podobny-chmurom-zbieg@wp.pl

www.strony.wp.pl/wp/podobny-chmurom-zbieg


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||