Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Storytellers/Fido ::::

Empatia - odcinek 2
Deszcz



-1-

Lśniący, czarny mercedes mknął po asfaltowej nawierzchni. Refleksy światła, pochodzącego z kilkunastu latarni ulicznych, tańczyły po karoserii, układając się w dziwne, abstrakcyjne kształty. W samochodzie oprócz kierowcy siedziało kilkoro pasażerów. Przyciemniane szyby nie pozwalały niestety na przyjrzenie się dokładnie ich twarzom ani nawet określenie płci.
Pojazd nieoczekiwanie skręcił w wąską, piaskową drogę, otaczaną zewsząd przez wysoką trawę. Ścieżka prowadziła prosto do wsi Józefów, niegdyś Kaine, znanej szczególnie z zabytkowego, pięknego kościoła.

-2-

Porucznik Rewski otarł pot z czoła. Miał dziś bardzo ciężki dzień. Walka w podziemiach, stres, a na dodatek przenikliwy, potworny ból głowy, który zdawał się świdrować jego czaszkę jedynie dla przyjemności, z sadyzmem. Za chwilę mieli przyjechać odpowiedni ludzie, by zabezpieczyć teren, zbadać go. "Kolejne kilka godzin użerania się, tłumaczenia wszystkiego jak dziecku. Ci imbecyle dostali się do policji chyba tylko dzięki znajomościom" - pomyślał porucznik, równocześnie sięgając po papierosa. Wciągnął głęboko powietrze. Razem z dymem do jego wnętrza dostał się spokój, swego rodzaju błogość, która rozlała się równomiernie po każdej komórce ciała. Właśnie dla tego uczucia palił. Praca w policji mocno nadszarpywała jego zdrowie psychiczne, cicho podszeptywała, że w każdej ciemnej uliczce kryje się bandyta, tylko czekając, by wyskoczyć z nożem i zamordować bez litości. Każde zaciągnięcie się przywracało mu choćby marne resztki ufności do świata, co i tak było wspaniałe.
Rzucił papierosa na ziemię i przydeptał go. Ekipa długo nie przyjeżdżała, więc czuł się w obowiązku popilnować terenu badań. Wstał z ławki, rozprostował kości i poszedł nad rzekę. Gdy był już blisko swojego celu usłyszał głośny, wyraźny odgłos silnika. Wyjrzał zza wszechobecnych krzaków. Zauważył czarnego mercedesa, zatrzymującego się na skraju lasu. Z środka wyszła trójka osób - dwóch mężczyzn i kobieta. Wszyscy byli ubrani w miarę podobnie - w czarne, skórzane kurtki, niektórzy mieli takież same czapki. I, co najważniejsze, szli w jego kierunku...

-3-

Przez brudną szybę do wnętrza pomieszczenia wpadały z trudem przebijające się przez chmury promienie zachodzącego słońca. Na pełną śmieci podłogę padał cień namalowanego zieloną farbą napisu: "Kawiarenka internetowa << Maja >>". Daniel i Julia siedzieli przy jednym ze stolików, wpatrując się jak zaklęci w ekran monitora.

- Trzeba zadzwonić z tym do Rewskiego! To może być ważne! - mówił podekscytowany Daniel. Na otwartej właśnie stronie widniało duże zdjęcie tabliczki, bardzo podobnej do tej, którą znalazła na wykopaliskach jego siostra. Pod ilustracją znajdowała się notka:

"Tą dziwną tabliczkę znalazłem na wakacjach nad morzem. Szukałem w wielu książkach informacji na jej temat, wypożyczałem ich całe sterty w bibliotece miejskiej - i nic nie znalazłem. Jeśli ktoś wie, co to może być, niech wyśle mi e-maila (adres jest na stronie głównej). Byłbym bardzo wdzięczny."

-4-

Porucznik odruchowo schylił się i pobiegł w kierunku wejścia do podziemi. Bardzo dobrze słyszał dobiegającą z daleka rozmowę. Mówili o tabliczce. Czuł, że coś jest nie w porządku. Na wszelki wypadek wyjął pistolet z kabury i go odbezpieczył.
Zupełnie niespodziewanie usłyszał melodyjkę z Indiany Jones`a. Zaklął w duchu najokropniej, jak umiał. Drżącą ręką wyjął telefon i odebrał.

- S... Słucham?
- Poruczniku, czy to pan? Zdaje się, że wpadliśmy na nowy trop. To może być bardzo ważne - w słuchawce zabrzęczał miło głos Julii Dareckiej.
- Lepiej natychmiast wezwijcie do tej wsi policję. Możecie powołać się na mnie. - odparł Rewski, nie przestając biec.
- Ale...
- Nie mogę w tej chwili gadać. Zróbcie to, o co prosiłem - powiedział, przerywając rozmowę. Niedbale wpakował swoją komórkę w kieszeń i przyśpieszył kroku.

Pot ciekł strugami po jego twarzy, zlepiał włosy w kołtuny, wpadał do oczu. Porucznik był zmęczony jak nigdy dotąd, lecz strach dawał mu siłę nieporównywalną z niczym innym. Po długim biegu znalazł się wreszcie nad brzegiem rzeki, zobaczył kamień, który wcześniej blokował przejście na dół. Kilkoma szybkim, celnymi susami wylądował pomiędzy drzewami, które w tym miejscu rosły bardzo gęsto. Ukrył się za jednym z nich, przykucnął, wyjął broń i obserwował.
Po około minucie cała trójka pojawiła się w jego polu widzenia. W pośpiechu wbiegli do podziemi, rozglądając się wokół podejrzliwie. Rewski wstał i powoli udał się za nimi.

-5-

Wysokie płomienie pochodni rozcinały gęsty, zdawałoby się namacalny mrok. O kamienne ściany pomieszczenia odbijały się dźwięki rozmowy, jaką toczyli obecni tu ludzie, co sprawiało, że było ją słychać w całej gęstej sieci korytarzy.

- A jeśli oni jeszcze tu są? - zapytała wysoka, szczupła kobieta.
- Spokojnie, siostro. Wystarczy, że będziemy uważać. Po swojej stronie mamy potężnych sprzymierzeńców - odpowiedział jej jeden z mężczyzn, po czym wszyscy zamilkli. Tabliczka leżała na szarobeżowej podłodze, a wyryta na niej potrójna spirala zdawała się świecić.
- Dzięki ci, o Lucyferze, dzięki wam, bogowie mroku i potępienia! Znowu jest w naszych rękach! - zawył dziko niski, zabawny grubasek.
- Zamknij się, idioto! Mogli tu zostać! - skarciła go jego towarzyszka, po czym schyliła się i wzięła tabliczkę. Wszyscy skierowali się do wyjścia, gdy nagle ich uwagę zwrócił dziwny odgłos - jakby coś ciężkiego uderzało o ziemię. Pobiegli w miejsce, skąd zdawał się dochodzić.

Na podłodze leżał Marian Rewski. Jedyna członkini ekipy z nieprawdopodobną szybkością wyjęła spod kurtki pistolet, wycelowała w niego i krzyknęła:

- Ręce na głowę! Odłóż spluwę, jeśli jakąś masz!

Porucznik posłusznie wykonał rozkaz. Grubasek schylił się po broń i strzelił dwa razy, niemal na oślep. Nieoczekiwany gość w odpowiedzi zajęczał rozdzierająco.

- Frajerze, to był pistolet na wodę!

Cała grupa wybiegła z podziemi, śmiejąc się i krzycząc.

-6-

Daniel i Julia Dareccy siedzieli w pizzerii, delektując się smakiem olbrzymiej margerithy, która spoczywała na stole. Mimo tego, że cała sprawa z tabliczką wydawała się zmierzać do rozwiązania, na ich twarzach wcale nie gościł uśmiech.

- Jak myślisz, co się stało Rewskiemu? - zapytał Daniel, przerywając niezręczne milczenie.
- Po co pytasz o to jeszcze raz? Nie mam zielonego pojęcia. W każdym bądź razie nic dobrego. - odpowiedziała mu siostra, ściągając przy tym z koszulki kawałek sera. - To wszystko jakoś podejrzanie cuchnie. Bardzo podejrzanie. I nie mówię o pizzy.

W torebce Julii nagle rozdzwonił się telefon. Dziewczyna natychmiast sięgnęła po niego i odebrała. Daniel niemal położył się na stole, aby usłyszeć choć słówko z rozmowy.

- Słucham?
- Julia Darecka?
- Czy to pan, poruczniku?
- Jestem w szpitalu. Jacyś dziwni ludzie przyszli tam... i wzięli tabliczkę. Dwa razy drasnęli mnie w ramię. Zostanę wypuszczony najprawdopodobniej już za kilka chwil.
- Jacy dziwni ludzie?
- Cholera, po prostu... dziwni. Zupełnie nie wiem, kto to mógł być.
- Mamy jednak pewną radosną nowinę.
- Wal.
- Jakiś facet znalazł taką samą tabliczkę, jak ja. Jotę w jotę. Zamieścił zdjęcie na stronie internetowej, już się z nim skontaktowaliśmy.
- Gdy będziecie wiedzieć coś więcej, zadzwońcie.

Połączenie zostało zerwane.

-7-

- Hej, Daniel, posłuchaj! - krzyknęła Julia do brata, który próbował podrywać siedzącą przy sąsiednim komputerze dziewczynę.
- Co jest?
- Zamknij się i siadaj. "Cześć. Skontaktowali się już ze mną jacyś inni ludzie. Chcieli, bym wysłał im tabliczkę pocztą, ale odmówiłem, bo nie chcę na ślepo oddawać jej w prawdopodobnie niepowołane ręce. Zaproponowałem, że przyjadą i ją sobie obejrzą. Zgodzili się. Może spotkamy się wszyscy razem? Z tego, co pisaliście, wynika, że mieszkacie całkiem niedaleko. Mój adres jest na stronie internetowej, spotkamy się jutro o 15.00 w barze nieopodal. Pozdrawiam: Maciek."

-8-

Marian Rewski wraz z Danielem i Julią spacerowali po wąskich alejkach parkowych. Kasztany i liście łamały się z chrupotem pod ciężarem ich butów. Za dziesięć minut mieli spotkać się z Maćkiem... I tamtymi.

- Powtórzmy jeszcze raz - zagaił porucznik. - Wchodzicie do środka, zwyczajnie sobie gadacie, czekacie na tamtych. Jeśli ten chłopak przyjdzie pierwszy, złapię go, pokażę odznakę i pokrótce opiszę sytuację. Uciekamy. Gdy najpierw przyjdą ci w skórach - od razu strzelam po nogach, nie ma co czekać. Wszystko w porządku?
- OK, powinno się udać, tylko... Mam jakieś dziwne obawy. Ale co tam, racjonalnie rzecz biorąc wszystko będzie w porządku. - rzekł Darecki.
- Dobra, idźcie już. Jest za pięć piętnasta. - rzekł Rewski, popychając lekko rodzeństwo.

Daniel i Julia weszli do środka, popychając masywne, drewniane drzwi. Od razu po wejściu uderzył ich smród piwa, potu i papierosów oraz głośna muzyka elektroniczna. Usiedli przy pierwszym wolnym stoliku, jaki znaleźli, i dla przyzwoitości zamówili po piwie.
Po kilku minutach oczekiwania, wypełnionych nerwowym obgryzaniem paznokci i powolnym spijaniem złocistego napoju, do pomieszczenia wkroczyli dumnie oprawcy porucznika. Za chwilę jednak jedno z nich - konkretniej kobieta - zwaliło się na ziemię. Nie wywołało to żadnego zdziwienia wśród zgromadzonych w barze, jednak towarzysze postrzelonej natychmiast pobiegli w stronę toalety.
Za nimi rzucili się Dareccy, a także Rewski, który jak piorun wpadł do środka. Zapanował straszny rozgardiasz, bowiem uciekinierzy po drodze potrącili kilka osób. Porucznikowi udało się wejść w środek rozwścieczonego tłumu i aresztować winnych zamieszkom. Zaraz po tym do budynku wszedł Maciek, który od razu rozpoznał nowych bywalców.

- Czy to wy jesteście tymi przyjaciółmi archeologami? Czy może nazywacie się Daniel i Julia Dareccy? - spytał, na oko dziewiętnastoletni, chłopak.
- To drugie. - odpowiedział Daniel. - A ty, jak wnioskuję, jesteś Maciek?
- Dokładnie. Gdzie są tamci?
- Byli, ale sobie poszli. Uznali, że nie chce im się czekać i że jednak nie jest im potrzebna ta tabliczka. Daj ją nam.
- Zaraz, zaraz! Macie jakieś kwalifikacje? Nie pamiętacie, co pisałem w mailu?
- Studiuję archeologię - powiedziała Julia.
- Dobra, to bierzcie. Tylko postarajcie się mnie poinformować o przebiegu badań, a jak nie będzie już wam potrzebna, zwróćcie ją mi, OK? - rozkazał Maciek, podając Danielowi reklamówkę, którą wcześniej skrywał za plecami. Początkujący dziennikarz natychmiast sprawdził jej zawartość. Znajdowało się tam dokładnie to, czego oczekiwał.

W tej właśnie chwili porucznik wrócił, wypluwając na dłoń krew i kilka zębów.

- Zwiali mi - obwieścił smutnym tonem.
- Oberwał pan nieźle - zauważyła Julia.
- Macie tabliczkę? Tylko to teraz się liczy.

Daniel nieznacznie podniósł do góry reklamówkę, otrzymaną od Maćka. Wszyscy przyśpieszonym krokiem skierowali się do wyjścia.

-9-

- Co zrobimy, jeśli nie odzyskają drugiej części tabliczki?
- Dobrze przypilnujemy pierwszej, znajdziemy następnych i będziemy czekać. Ale nie martw się o to. Chociaż to kompletni debile, w ogóle nie wiedzący, co tak właściwie robią, to poradzą sobie.

Dwie szczupłe, lekko zgarbione sylwetki rozpłynęły się w porannej mgle. Krzysztof Rewski, który śledził je od wczorajszego dnia, podrapał się z zamyśleniem po bujnej czuprynie...


Fido

filko@poczta.onet.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||