|
Jest Legionowo część 7
Tak się działo, że obok domu Sainta ciągnęły pojedyncze komanda kiboli w drodze na stadion. Nie było to najszczęśliwsze położenie; czy to dla domu, czy nawet fortu Knox; obydwie budowle były narażone w takim samym stopniu na radykalne zmiany w architekturze. Saintowi nigdy się to specjalnie nie podobało; ogólnie mówiąc, zwalczał te grupy przypakowanych osobników wszelkimi znanymi sobie sposobami. Nawet kiedy był jeszcze słaby, stosował akcje z ukrycia: miny przeciwpiechotne, pułapki znane z filmów o wojnie w Wietnamie, linki - potykacze... Jednak to wciąż było za mało, gdyż kibole z uporem lemingów parły wciąż naprzód w kierunku stadionu, z regularnością terminarza rozgrywek czwartej ligi. Owszem, stosowane przez Sainta środki zapobiegawcze uszczuplały grupę łysych; ale stan liczebny tejże regenerował się szybko, gdyż coraz to nowe grupy młodych, dorastających w blokach przywdziewały barwy plemienne i nakładając liturgiczne szaliki z nazwą klubu. Oczywiście działania Sainta nie pozostawały bez odzewu; popołudniowe oblężenia jego domu były tak częste, że Saint czuł się wręcz nieswojo, gdy nikt po obiedzie nie wywalał mu taranem drzwi i nie ciskał cegłami w okna. Mimo tych najazdów dom Sainta pozostał niezdobyty; wszystko dzięki jego zapobiegliwości. Wybudował on schron, do którego wejście było w kanale samochodowym w garażu; regularnie wzmacniał drzwi, tak że powoli przeistaczały się one w potężne, podwójne stalowe wrota; w przerwie rozgrywek ściany wzmacniał od zewnątrz kamieniem; nadbudował część strychu tak, że teraz przypominała ona małą wieżę zamkową. Ogólnie prawie całe niewielkie miasto, w którym mieszkał Saint, uważało go za średnio szkodliwego wariata - paranoika. Ale oni nie toczyli ciągłej walki z komandami kiboli. Po co Saintowi była ta walka? Przynajmniej miał jakieś zajęcie. Ale po kilku latach walk Saint, znużony taką partyzantką, zapragnął w końcu otwarcie wystąpić przeciwko kibolom. Pragnął siły, aby w końcu zwyciężyć ostatecznie. Chęć, złość, frustracja, niesamowita determinacja... Otworzył swój umysł.
Ludzki mózg kryje w sobie niezbadane pokłady mocy i możliwości. Saint odkrył sam w sobie, że jest w stanie kontrolować całą energię, jaką normalny, przeciętny człowiek traci i marnuje; na oddawanie ciepła do otoczenia, na niektóre reakcje chemiczne, które w ogólnym bilansie są nieekonomiczne, energia, jaka jest przeznaczana na niepotrzebne skurcze mięśni... Zaczął to kontrolować. Stawał się potężniejszy. Przekraczał kolejne granice, nikt na razie pełni jego ciągle rosnących możliwości nie widział. Aż w końcu dotarł do pewnej granicy, wielokrotnie wspominanej podczas rozmaitych transmisji z wydarzeń sportowych: granicy ludzkich możliwości. I wtedy odkrył, że cały wszechświat jest pełen energii - od przestawionego przez kogoś kubka do ruchu planet. Ale jeszcze nie potrafił w pełni tego kontrolować. Ale się uczył.
Przyszła sobota. Na stadion w mieście Sainta przyjechali kibole drużyny, która w tym sezonie debiutowała w czwartej lidze: FC Paryja. Kibole ci gromili wszystkich innych; nie było na nich mocnych. Ulegli im nawet drudzy w lidze po kibolach z miasta Sainta, fani zespołu KS "Krzak", którzy byli szlachetnymi rywalami dla liderów czwartej ligi, kiboli KKS "Sentencja", których tak uparcie Saint zwalczał, nieświadomie i nieintencjonalnie w ten sposób ich hartując w boju. Ale nadszedł dzień konfrontacji; atmosfera nerwowości dotarła nawet do Sainta. Dwaj charyzmatyczni przywódcy kiboli KKS "Sentencja", Kwas i Chowański, nadzorowali prace: ostrzenie siekierek i tasaków, sprawowali kontrolę nad przydzielaniem sprzętów służbowych: kijów bejzbolowych, łańcuchów, kastetów... Tak, nie myślcie sobie - bez sprawnej organizacji każde przedsięwzięcie jest dzisiaj skazane na porażkę. Sytuacja była tak poważna, że zdecydowano się na rzecz do tej pory bez precedensu: nie przechodzenie obok domu Sainta, tylko przejście drogą oddaloną o 50 metrów; tyleż wynosiło nadłożenie drogi w pochodzie na stadion. Saint o tym oczywiście wiedział; przygotował już makiaweliczny plan. Niech tylko będą wracać. Niech no tylko zaczną wracać...
Mariusz Saint
mariuszsaint@interia.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|