|
Smutna historia pewnego hackera część trzecia
- Gaz do dechy !!! - wrzasnął Marcin - Siedzą nam na ogonie !!!
Andrzej przydusił z całych sił pedał gazu do podłogi lecz czarne BMW powoli i nieubłaganie zbliżało się do nich.
- Co jest kur** !!! - krzyknął Marcin - Szybciej się nie da ?!
- To nie jest już najnowszy wóz, a oni mają beemkę, ale spoko, nie pozwolę się wyprzedzić... - zaczął go uspokajać Andrzej, gdy rozległy się strzały.
Tylnia szyba merca została przeszyta krótką serią z broni półautomatycznej zasypując obu mnóstwem odłamków szkła.
- Oni nie żartują, zrób coś zanim nas wystrzelają !!! - zaczął panikować Marcin.
- Trzymaj się !!! - krzyknął Andrzej i gwałtownie skręcił w prawo w stronę mostu św. Patryka, lecz nikt z pasażerów i kierowców obydwu pędzących w zabójczym tempie samochodów nie dostrzegł tablicy informującej o tym że most jest tymczasowo zamknięty z powodu prowadzonych prac remontowych. Mercedes Andrzeja na prostej i pustej drodze mógł w końcu rozpędzić się, zostawiając powoli prześladowców w tyle. Do mostu pozostało niecałe 100 metrów...
Pracujący na moście robotnicy właśnie mieli przerwę na lunch. Każdy gdzieś sobie przysiadł, samemu, w parach czy grupkach paru osobowych, wyciągnął kanapkę i smacznie zajadał rozmawiając z innymi na najróżniejsze tematy.
- Zakład że Pacanov podda się dymisji jeszcze w tym miesiącu ? - odezwał się jeden z pracujących przy remoncie mostu robotników do drugiego.
- Niemożliwe, teraz nawet gdyby okazał się zamieszany w ten cały burdel, nie przyzna się do niczego, dorwał się do koryta i nie zamierza od niego odejść...
- Co jest do jasnej anielki ? - przerwał mu nagle drugi robotnik na widok dwóch pędzących w ich stronę samochodów, których kierowcy najwyraźniej nie mieli zamiaru zatrzymywać się.
- Co oni powariowali ? Wyścigi sobie urządzili czy co ? Nie wiedzą że most jest zamknięty ?! - Wrzasnął jeden z robotników i wyskoczył na środek drogi machając rękoma i krzycząć że przejazdu nie ma. W ostatniej chwili uskoczył przed pędzącymi samochodami które ignorując znaki i barierki zagradzające drogę wjechały na most. Mercedes Andrzeja wśród echa wystrzałów i ryku silnika torował sobie drogę łamiąc i rozjeżdżając drewniane zapory i słupki. W oddali było widać potężną stertę stalowych słupów oraz betoniarkę która zaparkowana tuż koło nich torowała dalszą drogę. Robotnicy uskakiwali przed pędzącymi samochodami skacząc do wody. Czarne BMW powoli doganiało wysłużonego merca.
- Andrzej, nie ma przejazdu, hamuj !!! - krzyknął Marcin widząc betoniarkę.
- Cholera !!! - krzyknął Andrzej, wcisnął do oporu pedał hamulca i wpadając w poślizg mercedes zaczął sunąć do przodu z przeraźliwym piskiem opon. Czarne BMW też hamując walnęło w tył mercedesa spychając go przy tym na bok. Andrzej gwałtownie zakręcił kierownicą, samochód obrócił się o 180 stopni, po czym walnął tyłem w barierkę i znieruchomiał, wystając tylnimi kołami nad wodą. BMW hamując mineło mercedesa wiszącego na krawędzi mostu, kierowca najechał na coś i prawa przednia opona BMW pękła nagle z hukiem, samochodem mocno zarzuciło w bok, kierowca zakręcił szaleńczo kierownicą tracąc panowanie nad wozem, samochód obrócił się i przewrócił się na na bok po czym na dach i tak sunąc po betonie siłą rozpędu i sypiąc odłamkami na wszystkie strony uderzył w stojącą koło sterty żelastwa betoniarkę. Po chwili niespodziewanie wybuchł obsypując wszystko i wszystkich naokoło deszczem gorącego metalu, plastiku i szkła. Fala gorącego powietrza wybiła resztki szyb w mercedesie, osmaliła twarze Andrzeja i Marcina oraz sprawiła, że samochód niebezpiecznie zaczął się kołysać nad krawędzią.
- Marcin, nie rób żadnych gwałtownych ruchów, albo się skąpiemy !!! Siedź i się nie ruszaj, słyszysz ?
- Dobra, ale zaraz się zsuniemy i tak ! Trzeba jak najszybciej opuścić wóz !
- Wiem, wysiadaj pierwszy, tylko powoli i ostrożnie !
- Nie mogę, ty musisz wysiąść jako pierwszy, drzwi po mojej stronie są wgięte do środka i nie mogę ich otworzyć !
- Rozumiem, ja wysiądę, a ty powoli za mną.
Andrzej odpiął pasy, chwilę się szamotał z drzwiami, po czym je otworzył. Nagle samochód obsunął się o parę centymetrów w stronę wody i wiatr zaczął nim kołysać jak liściem.
- Nie ruszaj się !!! - krzyknął wystraszony Andrzej.
Wiatr po chwili ucichł i samochód przestał się kołysać.
- Dobra, spokój, tylko spokój, wychodzę !
- Tylko powolutku !!!
Andrzej zaczął bardzo powoli wysiadać aby nie spowodować obsunięcia samochodu jakimś nieostrożnym ruchem. W końcu stanął na obsypanej szkłem nawierzchni.
- Dobra, teraz ty ! Tylko ostrożnie !
Marcin powoli zaczął się gramolić z siedzenia pażasera na miejsce kierowcy, gdy nagle zatrzymał się i gwałtownie obrócił się powodując kolejne obsunięcie samochodu o kolejne parych centymetrów.
- Co robisz wariacie, wyłaź !!!
- A forsa ?! Bez kasy się nie ruszam !!!
- Wyłaź albo się zabijesz, szalony !
- Leży na tylnym siedzeniu, tylko po nią siegnę i już wyłażę !!!
- Wariat !!! Wyłaź, życie chyba ważniejsze jest, co ? Co ci po kasie, jak będziesz martwy ?! Słyszysz ?! Wychodź !!!
Marcin ignorując krzyki i błagania Andrzeja wyciągnął rękę po walizkę i samochód znowu się obsunął o parę centymetrów.
- Wyłaź do cholery !!! - Andrzej przestraszył się nie na żarty.
- Już wyrywam ! - krzyknął Marcin, złapał za walizkę i wyskoczył z samochodu na jezdnię w ostatniej chwili. Mercedes zakołysał się ostatni raz, po czym runął do wody z głośnym pluskiem. Andrzej podszedł pod krawędź, wychylił się i spojrzał na pogrążający się w wodzie samochód.
- Cholera... Mój wóz...
- Ciesz się, żyjemy... Ja się w każdym razie cieszę...
Jakiś robotnik podbiegł do nich i spytał się:
- Nic wam nie jest ?
- Spier**** dziadek ! - zdenerwował się Andrzej ocierając ręką krew z czoła.
Marcin klepnął Andrzeja w plecy, spojrzał na jego czoło po czym stwierdził:
- Jesteś ranny. Nie potrzebujesz pomocy ?
- Nie, nic mi nie jest, to tylko niegroźne rozcięcie...
- Całe szczęście...
- A ci nic nie jest ?
- Trochę jestem pogruchotany, pokaleczony i czuję się jakby mnie ktoś pobił; a po za tym wszystko OK.
- Dobra, zmywajmy się stąd zanim pojawią się gliny...
- No, racja nie mam zamiaru mieć z nimi nic wspólnego.
- Na pewno nic wam nie jest ? - dopytuje się robotnik.
- Wszystko w porządku - uspokaja Marcin.
- Hej, dokąd idziecie, zaraz tu będzie policja...
- Dokąd idziemy ? Napić się...
Później, po dotarciu do mieszkania Andrzeja ...
- Jesteś żonaty ?
- Tak, mam żonę Jadwigę.
- Gdzie ona teraz jest ?
- Jesteśmy w separacji od 2 lat, mieszka w Zakopanym...
- Przykro mi...
- A mi nie... Straszna z niej jędza była...
Siedli w dużym pokoju, Andrzej przyniósł ciepłą herbatę dla siebie i Marcina walnął się na fotel i zaczął:
- Dobra, to wyjaśnimy sobie kilka spraw... Ty zaczynaj, co ci się przytrafiło o czym nie wiem ?
Marcin opowiedział całą swoją historię: co mu się jak i kiedy przydarzyło wraz ze wszystkimi szczegółami, pomijając jednak znajomość z Olką...
- Ja swoją historię już opowiedziałem, pozwolisz, że zadam ci teraz parę pytań...
- Pytaj o co chcesz, ale nie licz na to że na wszystkie pytania otrzymasz odpowiedź... Nie wiem wszystkiego...
- To miała być czysta, prosta i bezpieczna robota !!! Kto chciał mnie zabić ?!
- Nas, nas zabić. Szczerze ?
- Mów.
- Nie wiem. W każdym razie to nie są amatorzy...
- Może to ktoś wynajęty przez MRD S.A. ?
- Nie, na pewno MRD nie brało w tym udziału, pewnie jeszcze do teraz nie wiedzą o twoim włamie... Jak już mówiłem wcześniej, ktoś jeszcze przystąpił do gry...
- Dla kogo pracujesz ? Mówiłeś że twoi szefowie chcą mi podziękować...
- Konkurencja, SevenSoft. Jestem jednym ze znajomych kogoś kto zasiada w radzie nadzorczej, nazwiska nie mogę zdradzić, zresztą to i tak nieistotne... Jako człowiek obracający się w tym środowisku i w tej branży dostałem poufne zlecenie - znaleźć kogoś kto się włamie do MRD S.A. i zgra odpowiednie pliki... Ty jesteś jednym z najlepszych więc wybór padł na ciebie...
- SevenSoft ?! Nie wierzę... Co to są za pliki ?
- Nie wiem, to coś cholernie ważnego dla SevenSoftu i jak widać nie tylko dla nich. Zaproponowali mi 15.000 $ za znalezienie odpowiedniej osoby która się włamie i zgra te pliczki...
- Dobra, kupuję to, ale tylko na razie.
- To wszystko co wiem, naprawdę...
- Skąd wiedzieli że się tam włamałem, że mam te pliki ???
- Nie wiem... Musieli obserwować mnie jak szukałem odpowiedniej osoby...
- Skąd wiedzieli kiedy się włamałem... Gdzie schowałem dyskietkę...
- Obserwowali cię po prostu...
- Całe szczęście że zaszyfrowałem tą dyskietkę...
- Czy jest możliwe żeby złamali szyfr ?
- Każde zabiezpeczenie można złamać... To tylko kwestia czasu...
- To za ile złamią szyfr ?
- Za 16 milionów lat - śmieje się Marcin.
- No to nie jest źle... Skontaktuję się z moim szefostwem, może oni coś więcej wiedzą no i niech coś poradzą na nasze kłopoty! W każdym razie załatwili ci metę na mieście... zresztą muszę im przekazać dyskietkę...
- Hola, hola !!! Nic na razie im nie będziesz przekazywał...
- A to niby czemu ???
- A jeżeli to twoi szefowie chcieli nas sprzątnąć i odzyskać dyskietkę ?
- Wykluczone, po pierwsze mogliby poczekać aż przekazałbym im dyskietkę...
- No też racja...
- A po drugie SevenSoft może nie jest ucziwą firmą i szpiegostwo przemysłowe jest u nich na porządku dziennym, ale nie posunęliby się do próby morderstwa...
- Nie wiem... Być może...
- Oni sami zapewne nie podejrzewali że te dane są aż tak ważne...
- No właśnie... Dane... Co to są za pliki ?
- Nie wiem... Może jakoś je sprawdzimy ?
- Masz tu jakiś sprawny PeCet z zainstalowanym linuxem ?
- Jasne, chodź do pokoju obok. Zobaczymy co to są za pliki...
Przeszli do pokoju obok, Andrzej przysunął dodatkowe krzesło dla Marcina, po czym uruchomił komputer, poczekał chwilę aż linux się załaduje, zalogował się po czym oddał klawiaturę Marcinowi. Ten wrzucił dyskietkę do stacji, postukał przez chwilę w klawisze, rozkodował dyskietkę i ich oczom ukazała się lista plików znajdujących się na dyskietce:
list of /dev/fd0 :
|====================================================|
| # | filename | time | date | size |
|----------------------------------------------------|
| 1. dist23.1q2 15:23:13 12-05-2003 012Kb |
| 2. 02kim3.cvk 17:37:37 11-05-2003 341Kb |
| 3. b3e9n11.1q2 15:27:42 12-05-2003 006Kb |
| 4. bg1nt31.vex 02:21:27 22-04-2003 011Kb |
| 5. iutebc77.xsa 02:25:31 21-04-2003 009Kb |
| 6. backup021a.mwq 22:11:53 07-05-2003 121Kb |
| 7. finalver.1q2 15:31:47 12-05-2003 441Kb |
|====================================================|
- Rozszerzenia mi nic nie mówią...
- zobacz mamy dwa... Nie trzy pliki z rozszerzeniem 1q2... Ciekawe co to...
- a "backup021.mwq" ? Kopia zapasowa ? Ale czego... I co to za rozszerzenie...
- "finalver.1q2" - wersja finalna ?
- Czego ?
- A skąd mam wiedzieć ???
- Dobra, pokazuj co jest w środku...
- Najpierw spróbujmy podglądu jako text...
Ä.?Ď.Ŕx.âë_^?ĺ]Ă?F.H3ÉŃčŕü÷ٸ.
Ä.?Ď.Ŕx.âë_^?ĺ]Ă?F.H3ÉŃčŕü÷ٸ. ÷ár.?đč.ű;Ćr.U?ü?F.H÷f..F
3˙ë#?Ă[¨.uBS?w.?_.;Ţt6K3˙ë.?Tţ;Ósá.đr#¨.tđ?ţH;Ás#.đr.?Đ
óč.2ńčD˙ë.čţ.3Ŕ ÷.:.ę.t.@Pč . ö.:.é.t.´.č!˙?.ń.¸ .č.˙?>ö.?.ř.
u+Ć.ě..ë$Í.$0<0t.Ć.í..Ć.ě..ë.Ć.í. Ć.ě. Ç.ŕ. °´.čŹţóč.ł>é
<.~.<+~"ë@Ć.ę..°.?>í..tN¸..ł0čďý¸. čéý°.ë<Ć.ę.*°.?>í..t.¸..ł
?N.čŹ˙r#?.ŕ.?&ú..Ĺv.?.&?.FĂ.Iuô.?>+. t.č..^ÉÂ
U?ěW?F
?V.?N.čU˙r.?ű?F.?&ú.?.ŕ.üóź?>+. t.čâ._ÉÂ. 3Ŕ ú.ĂU?ě?F.óú.ÉÂ. U
SčI.[Ć.+..řĂčĚ˙r-?G.?.?O.?_.?ó+đö&ë..ÂŃŕ?ř+Ę?é3Ň?.ë.Ńâ
t..Ú?Í?űëń?
- To nie wygląda na plik textowy...
- Może to jakaś grafika, dźwięk, video ?
- Sprawdźmy... Mam taki jeden programik...
ERROR WHEN LOADING FILE: dist23.1q2
Unknown file header: This file is broken
or this file is not a property multimedia file.
All_View 1.2 can only open an graphic, sound and video files !!!
- Hmmm. Może to plik wykonywalny ???
- Nie... Zobacz na nagłówek pliku... To jakieś śmieci...
- Albo ten plik jest zakodowany, albo to jakiś nowy format...
- Cholera go wie...
Wstali od komputera, przeszli do kuchni, Andrzej wyjął butelkę wódki z szafki i postawił ją na stole.
- Na rozluźnienie nerwów...
- Dzięki, ale nie piję...
- Na pewno ? - zapytał się Andrzej nalewając sobie do kieliszka.
- Albo dobra, też mi nalej... Starczy...
- No to siup !!!
- Siup !
- No i co dalej...
- Zadzwonię zaraz do SevenSoftu, umówimy się, zainkasuję kasę i załatwię ochronę; no i mam nadzieję, że się wszystko wyjaśni...
- Nie.
- Jak to nie ?
- Nawet nie wiemy co jest na tej dyskietce, nie możemy im tak po prostu jej w ciemno oddać... Ktoś próbuje nas zabić i mi się to nie podoba...
- Mi też... To co proponujesz ?
- Mam znajomego w Poznaniu, zajmuje się odzyskiwaniem danych z uskodzonych dysków twardych, dyskietek i innych nośników... Jeżeli ktoś będzie umiał coś powiedzieć na temat tych plików to tylko on...
- Dobra, to jedziemy !
- Nie zapomniałeś o czymś ? Nie mamy samochodu...
- To się da załatwić...
Wyszli z mieszkania, Andrzej dokładnie je zamknął, po czym nieśpiesznie wyszli z bloku przed klatkę gdzie przystanęli na chwilkę.
- Słuchaj, ja polecę skombinować transport a ty tu poczekaj, dobra ?
- Dobra, skoczę tylko do kiosku po papierosy, okey ?
- Dobra, ale się streszczaj, będe tu za pięć minut !!!
Marcin poczekał chwilkę zanim Andrzej zniknie w ciemnościach, po czym nieśpiesznym krokiem, udał się w stronę kiosku. Nie kupił jednak papierosów tylko kartę telefoniczną i udał się do stojącej w pobliżu budki. Wsunął kartę do automatu, po czym wybrał numer do mieszkania Olki. Po chwili czekania ktoś odebrał...
- Halo, słucham ?
- Cześć; to ty Olka ?
- Nie, tu Dorota, jej koleżanka, a kto z drugiej strony ?
- Znajomy Marcin, jest Olka w domu ?
- Tak, już daję... To do ciebie, jakiś Marcin... - słychać szept wśród trzasków i szumów na linii. Po chwili w słuchawce słychać głos Olki:
- Marcin ? Cześć, co tam słychać ? Czemu nie było cię dziś w pracy ? Szukałam cię...
- Cześć ! Już tam nie pracuję, wyrzucili mnie... - kłamie Marcin.
- Wiedziałam że nie nadajesz się na sprzątacza ! - śmieje się Olka.
- Dzwonię, żeby ci powiedzieć że bardzo cię kocham i wyjeżdzam na parę dni do znajomego do Poznania, więc się nie zobaczymy...
- Ja też cię kocham... Kiedy wracasz ?
- Nie wiem dokładnie, jak już mówiłem to kwestia paru dni... Zadzwonię jak wrócę...
- A możesz mi dać numer do tego twojego znajomego ? Nie wytrzymam bez ciebie nawet 2 dni...
- Masz jakąś kartkę i długopis ?
- Moment... Dobra, już !
- 074 to kierunkowy, 565-82-71, powtarzam 565-82-71. Zapisałaś czy mam powtórzyć ?
- Nie, nie trzeba, zapisałam, dzięki !
- Może odebrać jego dziewczyna, to wtedy proś Pawła, a potem mnie. Oki ? - tłumaczy Marcin.
- Dobra, zrozumiałam! Kocham cię !!!
- Ja ciebie też słoneczko, całuski, muszę już kończyć! - żegna się Marcin.
- Papatki ! Cmok, cmok !!!
- Do usłyszenia, pa pa !!!
Marcin kończy rozmowę, odkłada słuchawkę, zabiera kartę i wraca szybkim krokiem pod klatkę. Gdy już dochodzi na miejsce widzi jak pod blok podjeżdza stary rozklekotany opel. Za kierownicą siedzi Andrzej.
- Skądś wytrzasnął takiego antyka ? - pyta się zduminy Marcin - Chyba go nie ukradłeś, co ?
- Spoko, pożyczyłem od kumpla na parę dni, powiedziałem że merc mi nawalił, a jakoś do pracy muszę jeździć nie ?
- I pożyczył ci ?
- Jasne, ma dwa samochody, tego opla i volvo, na codzień jeżdzi volvem, a opel stoi w garażu, zresztą już mi go wcześniej pożyczał gdy mi wóz nawalał...
- No to extra, jedziemy ?
- Jasne, wskakuj, podjedziemy jeszcze pod stację zatankować. Kupiłeś papierosy ?
- Nie było tych co palę...
- Spoko, na stacji kupimy.
- Jak się nazywa ten twój kumpel ?
- Paweł Giedkowski, dla kumpli Pawlo.
- Gdzie on mieszka dokładnie ? - dopytuje się Andrzej.
- Pokażę ci na miejscu, nie pamiętam nazwy ulicy, już tam kiedyś byłem...
- Dobra, wskakuj i jedziemy !
Marcin wsiadł do samochodu i odjechali spod klatki. Gdy odjeżdzali minął ich niebieski fiat siena i zatrzymał się pod nią. Wysiadło z niego dwóch ludzi i weszło do budynku. Ani Andrzej ani Marcin nie zwrócili na ten samochód większej uwagi. Na drzwiach miał znak firmowy SevenSoft'u.
Gordon Freeman
gordon_freeman@poczta.onet.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|