|
Ognisty miecz część druga
Deszcz lekko kropił z nieba prosto na postać w czarnym płaszczu, która szła ciemną aleją. W niektórych oknach jeszcze świeciło się światło i słychać było odgłosy telewizora oraz kłótnie rodzinne. Gdzieś tam jeszcze przejeżdżał samochód czy przechodził jakiś człowiek, który szybko chciał się ukryć przed deszczem. Jedynie postać w czarnym płaszczu szła powoli jakby delektowała się spadającym deszczem prosto na twarz.
- Dante, widzę, że przyszedłeś - nagle postać w czarnym płaszczu usłyszała takie słowa wypowiedziane przez człowieka, który krył się za śmietnikiem.
- Jestem - odpowiedział Dante bardzo szorstkim głosem - podobno chciałeś mi coś powiedzieć, Redlerze.
- Oczywiście - dziwnie podenerwowanym głosem powiedział Redler - GIŃ!!
Nagle z obydwu części alei wpadło mnóstwo postaci w czarnych uniformach oraz takiego samego koloru czapkach nachodzących na oczy oraz nos. Wszyscy wyglądali niemal identycznie szczególnie w tych ciemnościach jakby zostali wyprodukowani w fabryce. Było ich na oko około 20 jednak mogło ich oczywiście być więcej, lecz było bardzo ciemno, więc Dante nie mógł dokładnie policzyć. Jednak żadne liczenie na nic by się nie zdało i nie było na takie w ogóle czasu. Więc Dante wyjął swój miecz i nagle wydało mu się jakby wszystko się mocno spowolniło; oczywiście wiedział, że jest to tylko złudzenie, ale miał trochę więcej czasu do namysłu. Nagle usłyszał pierwsze wystrzały broni, jednak żadna kula go nie trafiła. Szybkim ruchem doskoczył do pierwszej dwójki i szybkim cięciem ciął wszystkich naraz, kolejna trójka sama podbiegła pod Dantego z wyciągniętymi mieczami jednak ten jednemu szybko ściął rękę. Kolejnych dwóch popatrzyło najpierw na kolegę a kolejną rzeczą, jaką zobaczyli było ostrze miecza Dantego. Cztery kule nagle przeleciały koło ucha Dantego i dobrze, że miał bardzo wyostrzone zmysły i zdążył zareagować na nadlatujące kule dość szybko. Dante szybkim ruchem odbił się od jednej ściany prosto na drugą, przez co stał się o wiele trudniejszym celem i o wiele zbliżył się do kolejnym pięciu celów. Nagle jeden z nich jakby zamarł ze strachu, ostatni raz popatrzył się na Dantego i uciekł, reszta jednak pozostała na posterunku, co miało się dla nich bardzo źle skończyć. Jednemu z nich szybkim cięciem Dante ściął głowę, drugi nawet nie zdążył, gdy Dante pchnął mu swój miecz prosto w pierś. Ostatni jeszcze ostatkiem sił chciał stawiać opór i nawet jeden cios udało mu się sparować, jednak już z kolejnym nie miał tyle szczęścia i Dante ciął mu po szyi; nagle krew zaczęła sikać z każdej strony. "Krew. Jak ładnie pachnie", pomyślał Dante, po czym szybko odwrócił się do tyłu i zobaczył, że po drugiej stronie alejki nadal na niego czekają. Mógł spokojnie uciec, ale chciał dostać Redlera, więc zabrał jednemu z zabitych dwa pistolety Uzi, które ten miał przymocowane do paska. Bez większego namysłu zaczął biec przed siebie i strzelać. Wszystkie kule przelatywały zaraz koło niego, łuski razem z deszczem spadały na ziemię, płaszcz Dantego poruszał się pod wpływem wiatru oraz szaleńczego biegu. Czterech już nie było, pozostało tylko jeszcze ośmiu. Dante nagle szybkim ruchem schował się za jeden ze śmietników. Skończyła się amunicja, ale nadal miał swój niezawodny miecz. Wiedział, że trudno mu będzie przebiec (to ponad 60 metrów), gdy wszyscy tam mają pistolety maszynowe. Jednak Dante nie był człowiekiem, który w takim momencie by uciekł. Szybkim ruchem wstał z ziemi, odbił się do góry od śmietnika i złapał się schodów, po czym znów od ściany aż znalazł się już tylko 30 metrów od przeciwników. Ci coraz szybciej zaczęli strzelać i coraz mniej celnie, kule przelatywały parędziesiąt centymetrów od Dantego, który biegł jakby szybciej. Nagle skoczył, zgiął się w powietrzu i widać było tylko jak świeci się jego miecz. Wylądował prosto przed pechową ósemką. Dwa szybkie ruchy i trzech leżało już na ziemi wijąc się z bólu. Szybkim ruchem Dante odbił się nogami od jednej ściany i nabrał takiego impetu, że jednym pchnięciem przebił dwóch na raz. Pozostała trójka okrążyła Dantego i wyjęli swoje miecze. Jeden z nich zaatakował nogi Dantego, który nawet się nie poruszył, za to ściął głowę nieszczęśnika niczym kat zabija więźnia. W tym samym momencie dwóch ostatnich skoczyło na Dantego, który ciął jednego po brzuchu, a drugiego prosto od policzka aż po skroń. Wszyscy byli martwi, jeszcze poniektórzy stękali i próbowali się poruszyć. Dante czuł zapach krwi i jakąś niewidzialną moc. Wiedział już, że Redler uciekł. Dante, więc schował miecz i powolnym ruchem skierował się do domu.
*
Dante wszedł do swojego mieszkania, szybko zdjął buty, a płaszcz powiesił niedbale na wieszaku. Usiadł na starej, pomarańczowej sofie i ściągnął z siebie kamizelkę kuloodporną, w której znajdowało się parę pocisków, jakie się w nią wbiły dzisiejszej nocy. - Miałem szczęście, że żaden pocisk na trafił mnie w głowę - pomyślał Dante. Nawet jego niebywały refleks nie pozwolił mu uciec przed tymi kulami, które wbiły się w kamizelkę. Ale w nogi oraz w głowę nie dostał, co świadczyło, że jest cholernie szybki. Po tym jak spodnie wylądowały za sofą Dante położył się spać; w końcu był to ciężki dzień. Czuł, że jeszcze boli go noga po tym jak ciął go tam Streifan. Czuł jeszcze ból po martwym przyjacielu i czuł gniew i chęć zemsty, która miała nadejść już niedługo.
*
Słońce wpadło przez okno i zaczęło świecić prosto w oczy Dantego, który natychmiast się obudził. Otworzył oczy i zobaczył całe swoje mieszkanie, które składało się z jednego dużego pomieszczenia połączonego z kuchnią. Zaraz po lewej stronie były drzwi prowadzące do toalety, drugie drzwi po prawej stronie prowadziły do wyjścia. Całe mieszkanie było pomalowane na kolor wyblakło-zielony. Dante wstał i poszedł do toalety, w której nie było ani jednego okna. Podszedł do lustra i zobaczył dość przystojnego mężczyznę o niebieskich oczach i czarnych długich włosach. Twarz jego miała inteligentny wyraz a zarazem bardzo straszny. Wszedł pod prysznic i puścił zimną wodę, umysł włosy oraz całe ciało. Po zakończeniu tego codziennego rytuału mycia się Dante ubrał się w stare, wytarte, niebieskie jeansy oraz wypraną, szarą koszulę z długimi rękawami, na co wszystko założył swój czarny płaszcz. Podszedł do szafy i wyjął dwa pistolety, które włożył sobie za płaszcz. Podszedł do sofy, gdzie pozostawił swój miecz i włożył go sobie na plecy pod płaszcz, po czym podszedł do drzwi i wyszedł na podwórze. Na klatce schodowej spotkał miłą, starszą panią, która jak codziennie rano wyprowadzała swojego paskudnego pudla na spacer. Dante przeszedł koło niej bez słowa i wyszedł na świeże powietrze. Na samym początku słońce go lekko raziło, ale już po chwili oczy jego się przyzwyczaiły do tego. Ruszył przed siebie prosto do starej, opuszczonej fabryki, gdzie miał się spotkać ze swoim kolejnym kontaktem.
*
Stara fabryczna brama otworzyła się ze sporym hukiem i Dante wszedł na dziedziniec przed wielkim budynkiem, który kiedyś był fabryką, a dziś co najwyżej przypominał coś zbudowanego z czerwonych cegieł. Na placu czekał na niego dość niski mężczyzna ubrany w czerwony sweter oraz czarne spodnie. Głowę miał nieproporcjonalnie większą od reszty ciała, promienie słoneczne odbijały się od jego łysiny.
- Masz dla mnie jakieś informacje? - zapytał się Dante.
- Wiem, gdzie możesz szukać Redlera - odpowiedział miłym i lekko piskliwym głosem łysawy człowiek. - Strip-Bar zaraz koło nowo wybudowanej szkoły.
- Dziękuję ci Stev - naprawdę miłym głosem odpowiedział Dante, co mu się rzadko kiedy udawało - kiedyś ci się za to wszystko odpłacę.
- Nie ma, za co Dante, po prostu skop dupę temu plugawemu potworowi.
*
Strip-Bar z zewnątrz wyglądał bardzo ładnie. Wszędzie były porozwieszane plakaty, na których widać było bardzo ładne panie o pięknych figurach tańczące na rurkach. Dante otworzył drzwi kopniakiem, gdyż zwykle nie miał jakiegokolwiek planu na walkę. Tylko żeby wejść do pomieszczenia i zrobić krwawą jatkę i wyjść jako jedyny żywy. I tym razem nie miało być inaczej, dowiedzieć się od Redlera gdzie jest Streifan i zabić ich obydwu. Jednak w środku poza dwoma starymi, grubymi alfonsami nikogo nie było. Po dwóch sekundach zza kulis wyszła dziewczyna i zaczęła kręcić się na scenie pod rytm muzyki i zdejmować kolejne rzeczy, jakie miała na ciele. Dante podszedł bliżej i jednego grubasa złapał za głowę i szybkim ruchem zrzucił go krzesła i stanął jedną nogą na jego piersi.
- Gdzie jest Redler - powiedział Dante bardzo groźnym głosem, a jego twarz przybrała bardzo straszny wyraz.
- Ja nic... ja nie... proszę - bardzo wystraszonym głosem próbował coś powiedzieć jeden grubas.
- Gadaj! - krzykną Dante i w tym samym momencie wbiegło około sześciu ludzi ubranych w bardzo dziwne kolorowe stroje. Natychmiast też zaczęli strzelać do Dantego i dostało się także dwóm grubasom. Jeden dostał prosto w głowę kilka kul, dzięki czemu rozpoznanie go byłoby możliwe tylko dzięki badaniom jamy ustnej. Drugi dostał kila kul w klatkę piersiową i wypluł całą krew, jaką miał w sobie prosto na ziemię, po czym sam w to upadł. Dante szybkim ruchem wskoczył za bar i wyjął swoje dwa pistolety i mocno na nich zacisnął swoje dłonie. Wyskoczył ponad bar i okręcił się wokół siebie. Pięć strzałów i dwoje przeciwników już nie żyło. Kule przeleciały zaraz koło Dantego i wytłukły wszystkie lustra i butelki, jakie znajdowały się za Dante, który znów spadł za ladę. Szybko przeczołgał się do końca lady i wyskoczył robiąc dwa przewroty i znów kilka kul wystrzelonych. Dwóch znów padło na ziemię. Dante wyjął miecz i zaczął biec między stołami, robiąc uniki przed kulami prosto na pozostałą dwójkę. Jedno cięcie prostu w szyję i jeden leżał na ziemi sikając krwią na wszystko naokoło. Kolejnego Dante ciął po nogach i gdy ten padł szybkim uderzeniem Dante przebił go na wylot. Twarz dziewczyny tańczącej przy rurce wyglądała jakby była z kamienia. Dante zauważył, że dziewczyna się boi i kazał jej uciekać, na co ona zareagowała płaczem i wolnym krokiem, jakby jeszcze nie wiedziała, co się wydarzyło, wyszła głównym wyjściem na ulicę ubrana tak jak tańczyła przy rurce, czym przykuła na siebie uwagę wielu przechodniów, szczególnie płci męskiej. Dante szybkim krokiem skierował się w stronę drzwi, nad,którymi pisało "zakaz wstępu osobom nie pracującym w barze". Za drzwiami znajdowały się schody, po których niemal natychmiast wybiegł Dante i skierował się na na prawo, skąd przed chwilą usłyszał hałas. Za drzwiami jednak nikogo nie zastał, jego uwagę za to przykuło otwarte okno, do którego od razu podszedł. Zobaczył uciekającego Redlera, po którego zachowaniu widać było, że bał się panicznie. Co chwila wywracał się o kable wystające z dachu sąsiedniego domu, który był połączony z budynkiem, w którym mieścił się bar. Dante wyskoczył przez okno i wylądował prosto na dachu, po którym przed chwilą uciekał Redler i szybko za nim pobiegł. Redler zachowywał się coraz mniej racjonalnie: krzyczał, strzelał i wywracał się o własne nogi. Dante dogonił go bez większego problemu, gdy ten leżał na ziemi z prawdopodobie skręconą kostką.
- Streifan. Gdzie jest? - bardzo złym głosem zapytał się Dante - Gadaj natychmiast, albo skończysz jak twoje sługusy.
- Dante, proszę - piskliwym głosem powiedział Redler - nie wiem, zabiją mnie.
- Jak nie powiesz, ja ciebie zabiję. Wybieraj - Dante gdy skończył mówić te słowa i wbił miecz w prawo kolano Redlera. Ból był tak mocny, że Redler krzyknął bardzo głośno.
- Stary dom za miastem zaraz koło stacji benzynowej - wystękał Redler.
Dante bez słowa odwrócił się i zeskoczył z budynku. Bez namysłu poszedł do domu aby odpocząć przed ostateczną bitwą.
Caleb
amgry@o2.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|