
Ostatnio zaczęli mówić, że jestem aspołeczny i ludzi unikam.
Pomyślałem sobie, że może i mają rację, może warto wyjść, pointegrować się i inne takie. Na początek pojechałem do
naczelnego... Zaczęło się spokojnie, browarek, pizza, spaghetti. Spokój prysnął, gdy zaproponował partyjkę bilarda.
Niech Go kunie stratują - równie dobrze mogłoby mnie tam nie być, robiłem za widza:-) Cóż, może nie mam szczęścia
w kartach, grach... Za to mam w miłości - LOL - to ja już nic nie pisze dzisiaj:-D
{Od Qn`ika: jasne, jasne. :) To szczęście to jakieś połowiczne, bo w pierwszej grze to ja oberwałem. Nota bene - nic tak na celność nie wpływa, jak zimny Żywiec:)}
z pozdrowieniami Lamer` ~ siakiś spamer ~
INFO: Składanie poniższego numeru NL ukończono 05-07-2003;-).
|