THE GAME
by Mumin
A więc The Game powiadacie, no to lets rock and two bubble gum, czy jakoś tak:))
The Game i słowa z okładki: "This album includes the first appearance of a Syntheziser on a Queen album" świadczą o wkroczeniu zespołu na nową drogę... drogę syntezatorów, tak znienawidzonych do tej pory przez naszą czwórkę. A czemu się tak działo? Wystarczy posłuchać ówczesnych (rok 1980) piosenek dyskotekowych. To co oni wyprawiali z syntezatorami zakrawa na pomstę. No ale dajmy sobie spokój z nieudolnością innych zespołów.
Kwartecik syntezatorów użył jednakowoż dość oszczędnie (w trzech piosenkach), ale zrobili to dobrze, nie drażnią samą swoją obecnością, ani nie powodują odruchów wymiotnych:)) A poz tym praktyka z tymi sprzętami przydała się do następnego albumu o tytule Flash Gordon, ale o tym za miesiąc.
Zmieniają się poglądy muzyczne, może pora coś zrobić z wyglądem? Freddie obciął włosy i zapuścił wąsy. Jak sam powiedział: przeistoczył się z pół-wampira, pół-transwestyty w prawdziwego macho. Taki wygląd towarzyszył mu już do końca życia...
No a teraz przejdźmy do meritum sprawy:
Play The Game - pierwszy utwór z płytki i na dzień dobry syntezatory... pełne zaskoczenie. Ale czy nie miłe? Nie sądze. Całkiem ciekawy wstęp, choć jak się włączy dość głośno to troszkę świdruje czachę:)) Po oszołamiającym wstępie wchodzi fortepian z Freddiem... za moment reszta, chwila spokoju i całkiem przyjemna solóweczka, taka malutka:) Po kolejnej zwrotce także takie maleństwo i ... zmiana tempa troszkę wolniejsze od i taka ogólnego dość wolnego, szybkie przyspieszenie... szaleństwo na syntezatorach i gitarze... solówka, zmniejszenie tempa... i piosenka odczuwalnie lgnie do końca... wyciszenie... Chciałem tu jeszcze wspomnieć o fajnych przygrywkach Rogera i super wyświdrowanym dźwięku Freddiego (jak on może wydawać takie dźwięki?), o Brianie już wspominałem a na Johna przyjdzie kolej później:)) I jeszcze przydało by się ocenienie piosenki, więc cóż utwór nie należy do jakiś moich wielkich faworytów, ale swoje miejsce w szeregu ma i to całkiem niezłe. Słucha się go przyjemnie, posłuchajcie i Wy, na pewno się nie zawiedziecie choć nie mówię, że jest to hit nad hitami.
Dragon Attack - ten utworek jest popisem, dwojga ludzi Rogera i Johna. Sekcja rytmiczna pokazała co potrafi, chwytliwa linia basu i ta przecudna solówa Rogera na perkusji (wyrąbiasta, mogę jej słuchać wkoło), nie wspomnę tu już o długaśnej solówce Johna zaraz po występie Rogera. Cudnie, szkoda że nie ma więcej takich. Brian choć słuszalny jest rzadko to gra dwie naprawdę świetne solówki. Teraz sobie pomyśleliście, że ta piosenka to tylko solówki oddzielone ciszą, nic bardziej mylnego. Całośc utworu robi dobre wrażenie. Mnie osobiście podoba się on bardzo, może dlatego iż uwielbiam jak w utworze są poprzeplatane solowe popisy muzyków, może... A co jeśli dodamy do tego świetny śpiew Freddiego? Wyobraździe sobie...
Another One Bites The Dust - i znowu popis Johna... i zarazem jego najlepsza kompozycja. Utwór ten przez 5 tygodni był na pierwszym miejscu w Amerykańskich stacjach radiowych. No a teraz przejdźmy do samego utworu. Skoro jest to popis Johna to i na pierwszym planie musi być bas i tak jest w rzeczywistości. Świetny, troszkę oszczędny, ale cudnie brzmiący. W tabulaturach macie linię basu spróbujcie zagrać, łatwiutki, ale za to jak brzmi. W tym, właśnie tkwi geniusz - stworzyć coś prostego i zarazem cudownego. John zrobił to wyśmienicie! A cóż może porabiać biedny Brian, gdy na pierwszym planie jest bas a nie on? No cóż przygrywa w tełku. Jak wiecie nie bardzo mu się to spodobało, ale z powieżonego zadania się wywiązał. Czasem wtrąci jakiś dźwięk, ale na tym jego rola się kończy. No, ale Brian by nie był sobą, gdyby nie zagrał solówki, zresztą świetnej (choć zagrana zupełnie nie w jego stylu, właściwie trudno to nazwać solówką, ale niech już i tak będzie). A słyszeliście może te dziwne dźwięki w połowie utworu? Takie grzmoty itp.? To był właśnie Brian, a nie syntezatory (które również się przewijają). A Roger? Roger wykonuje tu kawał dobrej, rzemieślniczej roboty. Może nie jest to jakaś porywająca gra, ale jak już wspomniałem dobra robota. O Freddiem można powiedzieć tylko jedno: on potrafi zaśpiewać wszystko. Śpiewa troszkę drapieżnie i jak napisali w Tylko Rocku "soulowo". Wiecie już o dokonaniach poszczególnych muzyków, ale jak to brzmi razem? Odpowiedź was zaskoczy bo brzmi: CUUUUUUUDNIE (żartowałem z tym zaskoczeniem:)) Utwór ma swoje niezaprzeczalne walory, dla każdego inne. Dla mnie będzie to powiew świeżości, świetne wykonanie, ekspresja i ... wykonawcy:))
Need Your Loving Tonight - troszkę trudno ocenić mnie tę piosenkę (żesz się zawsze jakaś cholera trafi:)). Z jednej strony łatwo wpada w ucho a z drugiej jest nijaka (może za ostre słowo, ale nie wymyśliłem żadnego innego). Taki standardzik, choć ma swoje zalety, może się powtórzę, ale uważam Briana za mistrza solówek, dzięki temu ta piosenka znacznie urosła w moich oczach. Plusem tego utworu jest także całkiem miłe granie Rogera, zwłaszcza podoba mnie się w jaki sposób wykorzystuje talerze (w innych utworach nie są tak wyeksponowane, a chyba szkoda). Oczywiście niezaprzeczalnym plusem jest też śpiew, nie tylko Freddiego, ale i reszty kwartetu. Piosenka jest całkiem żywiołowa. Ciekawie brzmią gitary akustyczne w tle. Wiecie co, tak słucham tej piosenki po raz piąty, podczas pisania tej recki i kurdę zaczyna się mi coraz bardziej podobać, więc to co napisałem z początku się troszkę zdeaktualizowało. Jak posłucham jej szósty raz to dostanie ocenę15, a tego chyba nie chcemy, więc aby do tego nie dopuścić, zaprzestaję słuchania i co się z tym wiąże dalszej recenzji. Napiszę tylko, że im więcej razy jej słuchasz tym bardziej ci się podoba! Przełączam Winampa na:
Crazy Little Thing Called Love - fajowy rock'n'roll'owo-bluesowy kawałek. Świetnie taki charaekter podkreśla bas - to w górę, to w dół po pięciolinii:)) Gitara Briana brzmi delikatniej, z mniejszą ilością przesterów, czyściej. Jak głosi plotka Freddie napisał te piosenkę w wannie podczas kąpieli w monachijskim Hiltonie, interesujący sposób na pisanie piosenek, może i ja spróbuję:)) A z ciekawszych elementów piosenki wymienię równomierne klasknięcia, podczas których śpiewa jedynie Freddie i troszkę wspierają go chórki. Ogólnie utwór jest miły w słuchaniu, ma swój niezaprzeczalny urok, który polecam:))
Rock It (Prime Jive) - piosenka rozpoczyna się spokojnie, Freddie śpiewa... przygrywa mu gitara elektryczna (bez jakichkolwiek efektów) i bas. Przyspieszenie... mocniejsze uderzenia perkusji... Freddie zostaju zastąpiony przez Rogera... Piosenka nabiera rozpędu, robi się żywsza, syntezatorom zaczynają się przepalać chipy (czy co one tam mają:)) I Brian ze swoją niezastąpioną solówką... Roger i chórki dają popalić sąsiadom (trochę za głośno słucham:)) Piosenka powoli się kończy... I recenzja też. Podsumowując utwór... ... nie wiem jak go podsumować, posłuchajcie i zróbcie to sami. Mnie się podoba, może nie jest to jakieś cudo, ale całkiem przyjemny kawałek.
Don't Try Suicide - w rolach głównych udział biorą: świetny bas, klasknięcia, ciekawe przygrywki perkusyjne:)) To macie wypisane walory, a teraz ogólnie. Piosenka należy z rodzaju rock'n'roll górą:)) Tak mniej więcej do połowy (no może troszkę dalej) piosenka sobie płynie po spokojnych falach, następnie wpada w mały wir (szarpie nią na wszystkie strony), ledwo się z niego wyrwie, znowu trafia na skały, które ledwo mija i spokojnym morzem dopływa do portu...gdzie z wdziękiem dokuje:)) Zakończenie: piosenka ciekawa, z miłymi zmianami tempa i przygrywkami Briana w tle.
Sail Away Sweet Sister - ballada prawdopodobnie do siostry Freddiego. Troszkę to dziwne bo słowa napisał i zaśpiewał Brian. Ballada jaka jest każdy widzi. Napisać można wiele słów o tej bardzo dobrej balladzie, ale i godzina późna i kącik trzeba złożyć i wysłać, więc napiszę: świetna, dobre solówki (zwłaszcza ta na akustyku), Brian jako wokalista sprawił się świetnie, jego głos pasuje mi do ballad. Całość robi pozytwne wrażenie, choć nie, to słowo ma za małą siłę, więc napiszę całość, jako całość w jej całościowej całościowości robi całościowo całościowie rzecz biorąc całościowe wrażenie:)) Znaczy SUPER!
Coming Soon - po prostu nie wiem... całkowita pustka w głowie... wystwię jej tylko ocenę: 8 A za co? Po prostu podoba mi się, i tyle. Cóż można więcej? A że nie potrafię nic o niej napisać to nic nie świadczy. Miłego słuchania i ta solówka...
Save Me - świetny kawałek balladowej roboty. Chrapek wie, że mam sentyment do tej piosenki (świetny teledysk i jeszcze lepsza piosenka). Recenzja ta nie będzie, więc zbyt obiektywna.W utworze tym świetną rolę spełnia fortepian, który cudnie wręcz współgra z resztą instrumentów. Wspaniała gitara Briana, perkusja Rogera i bas Johna tworzą świetny podkład dla Freddiego, choć i same tworzą nie tylko podkład lecz jakby żyją swoim własnym życiem. Nie będę już pisał nic więcej. Ciśnie mnie się na klawiaturę tylko jedno słowo "10/10"!!!
No i koniec. Album oceniam na 8. Tylko Rock dał 4 gwiazdki na 5. Całkiem nieźle.