Bicycle Race
by Abud(h)abi

He? - to było moje pierwsze słowo wypowiedziane tuż po obejrzeniu wideoklipu "Wyścigi Rowerowe". Troszkę mnie zatkało. In plus, oczywiście;).
Zacznę od tego, że teledysk ZNACZNIE różnie się od (być może) omawianego w tym numerze "Don't stop me now". O ile tam był to pokaz koncertu, to tu mamy do czynienia z całkiem pokręconym wideoklipem z mnóstwem efektów komputerowych na miarę lat 80'. Cóż, jaka piosenka, taka i reszta;).
Zaczyna się podobnie jak w wspomnianym gdzieś wyżej teledysku - najpierw pojawia się dźwięk, potem wykonawcy. Na tym podobieństwa się kończą. Nasza czwórka wygląda tak, jakby ktoś ich narysował - i to w dodatku za pomocą dwóch kolorów. Użyto tu m.in. 'wjazdów', przenikania się i powielania ekranów. A same obrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Opisałem to jak mogłem, kto potrafi, niech zrobi lepiej;). Zalatuje mi to troszkę "The show must go on" i "I'm going slighly mad" (tu ze względu na humor i ogólne wrażenia po sesji). A właśnie - humor: jest go całkiem sporo, jak w piosence zresztą. Szczególnie polecam przyjrzenie się ekranowi z "Gwiezdych Wojen". Fani Lucasa powinni wiedzieć o co chodzi;).
Czytając pewnie ktoś z Was pomyśli, że "Bicykle Race" jest praktycznie genialny. Oj nie, niestety. Mam kilka zastrzeżeń: po pierwsze nie każdemu takie dziwadło może się spodobać. Po drugie: nie ma tego polotu, miodności, która aż zmusza do obejrzenia teledysku raz jeszcze. No i Roger nie macha pałeczkami;(. A te pan... znaczy się rowery są tak pokazane, że nie można je... znaczy się ich podziwiać w całości, tak jak natura je stworzyła... fabryka ich złożyła;). Szczególnie irytująca rzecz;).
Ocena: niech będzie mocna siódemka.
abudhabi