Wywiad z zespołem
HUNTER


Kilka numerów temu miałem przyjemność przybliżyć Wam sylwetkę zespołu Hunter. W tym miesiącu, z dużym opóźnieniem, ale równie wielką radością chciałbym zaprosić Was do przeczytania wywiadu, który przeprowadziłem z liderem, głównym mózgiem tego zespołu, Pawłem Grzegorczykiem, zwanym też Draqla. Mimo tego, iż wywiad ten został ukończony dopiero w kwietniu, mam nadzieję, że znajdziecie w nim sporo ciekawostek, które zazwyczaj są pomijane. Myślę również, że wszystkie odpowiedzi na temat zespołu, najnowszej płyty i jej przekazu nie zdezaktualizowały się do tej pory.

Znając twórczość Huntera i wiedząc jak wiele mają do powiedzenia w swojej muzyce oraz tekstach liczę na rozbudzenie również Waszej ciekawości i chęci zapoznania się z tym zespołem. Możecie mi wierzyć, warto.

Na zakończenie słowa wstępnego muszę się usprawiedliwić, gdyż druga część materiału o Hunterze miała zawierać trochę więcej treści, niż tylko wywiad. Niestety, ponownie winowajcą jest czas, który sprawił, że nie zdążyłem ukończyć pozostałych tekstów. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że już za miesiąc będę mógł zaprezentować Wam dalszą część materiału na temat tego zespołu.

Eddie


     Chciałbym uniknąć standardowego początku, dlatego też pomówmy może o obecnej sytuacji Huntera. Jest materiał, pojawiacie się w telewizji, był przystanek Woodstock, jest jakby więcej koncertów, robi się o was głośno. Jak silne uderzenie przygotowujecie i jakie są szanse powodzenia?

Będziemy się starali dotrzeć do wszystkich, ponieważ takie jest przesłanie MedeiS. Do wszystkich, którzy nie przechodzą obojętnie obok przemocy, fałszu, manipulacji i głupoty, a jest tego wokół nas na tyle dużo, że najwyższy czas to zmienić. Mam świadomość, że nasza muzyka miejscami jest bardzo radykalna, ale zawiera bardzo mocny przekaz, który wierzę, nie pozostawi ludzi obojętnymi. Nasi fani mają zarówno 10-14 lat jak i ponad 30, więc przedział jest zdumiewający. W tym momencie słowa i przekaz jest bardzo ważny. Jeśli chodzi o mnie to właśnie do tego dążyłem, do jedności muzyki i słów. I obrazu, jeśli chodzi o wideoklipy. Bardzo nam zależy na dotarciu do młodych ludzi, ponieważ zapewne już niedługo będą odpowiadać za innych, być może będą politykami, być może ludźmi, którzy mają władzę. A na pewno będą mieli rodziny, dzieci, którym będą musieli wytłumaczyć dlaczego jedni rolują innych i dlaczego właśnie pieniądz rządzi tym światem. I jak to zmienić… Mam nadzieję , że MedeiS otworzy im oczy na problemy, które zazwyczaj odsuwamy najdalej jak potrafimy wierząc, że nie mamy na nie wpływu i nic nie jesteśmy w stanie zmienić. Staramy się, żeby nasze uderzenie naprawdę wywołało u ludzi szok, robimy wszystko, żeby wyrwać ludzi z nieświadomości, która prowadzi ich wprost na rzeźnickie haki rzeczywistości. Młodzi ludzie szukają ucieczki w alkoholu, narkotykach, nie potrafią się zupełnie odnaleźć w otaczającym nas chaosie. I trudno się dziwić. Żyjemy w kraju umarłych i tylko od nas zależy czy to się zmieni. Od nikogo innego! Będzie ciężko, mamy tego świadomość, ale gdyby było lekko to nie byłoby problemu. Żyjemy w czasach, w których liczy się szmal, dobra fura a człowiek zniża się do najpodlejszych zagrywek, żeby to tylko osiągnąć. U nas w Polsce jest to posunięte do granic absurdu. Demokracja? Wolność? Puste słowa, fantasmagoria, ułuda. My musimy nauczyć się je rozumieć, spojrzeć na siebie i spytać jakim jestem człowiekiem i co jest dla mnie ważne w życiu.


     Fani powinni głośno i z odwagą krzyczeć, że właśnie nadszedł czas Huntera, czy należy raczej przypuszczać, że atakujecie ostatnimi siłami, na jakie możecie się zdobyć i jeśli nie powiedzie się teraz, to zespół może polec?

Ze względu na to, że wielu z nas postawiło swoje życie, także rodzinne na szalę, mamy świadomość, że w wypadku porażki już nic nie będzie takie samo. Myślę, że MedeiS może być naszą ostatnią płytą. Nasi fani to potężny głos, jest nas coraz więcej. Podziemny krąg Huntera to grupa ludzi, którzy naprawdę chcą w życiu swoim i innych coś zmienić. Mają świadomość tego, w jakim żyją kraju i czasach, potrafią wyciągać wnioski i co najważniejsze nie ograniczają się tylko do słuchania i mówienia, a właśnie to jest najtrudniejsze. To prawdziwi humaniści, których naprawdę w Polsce brakuje. Mówią, że Hunter daje im nadzieję, muzyka i słowa są dla nich bardzo ważne i właśnie po to jest ten zespół, żeby dawać nadzieję i pomagać w chwilach zwątpienia. Brutalność przekazu niektórych piosenek nie wywołuje agresji lecz zmusza do refleksji i działania, które zmieni to czego finał jaki znajdujemy właśnie w tych piosenkach. I jeśli straszymy, to nie dla zabawy. MedeiS to przestroga!


     Od wydania pierwszej płyty minęło siedem lat. Co spowodowało, że nagranie nowego materiału stało się możliwe dopiero po tak długim czasie?

Brak wydawcy i pieniędzy na to, żeby to zrobić samemu. Z drugiej strony być może siła oddziaływania tej płyty jest tak duża dlatego, że nie powstawała w studio, w ciągu miesiąca. Sam czas, w którym powstawały piosenki był wystarczający, żeby wszystko dokładnie przemyśleć. Wystarczający, żeby stworzyć coś zupełnie nowego, własny styl, do którego dążyliśmy od lat.


     Osobiście mam takie lekkie wrażenie, że przez te siedem lat mieliście paskudnego pecha. Chyba nie można nazwać inaczej tego, że po wydaniu świetnego materiału i wszystkich brawach jakie zebrałeś ty indywidualnie, jako gitarzysta oraz cały zespół za Requiem zrobiło się o was jakby cicho. Może któryś z was stłukł w 95-tym lustro?

Brak poparcia wytwórni fonograficznej nie pomaga w promocji, wszystko trzeba załatwiać samemu, a wiadomo, że w tym kraju, bez układów i poparcia, najlepiej finansowego, niewiele zdziałasz… Ani przez moment nie przestaliśmy grać, nie zawieszaliśmy działalności. Po prostu, poza fanami, nikogo nie interesowało to co robimy, a nie mieliśmy wtedy szansy, żeby dotrzeć z naszą muzyką do naszych słuchaczy na tyle mocno, żeby zrobili taką rewolucję jak przy Kiedy Umieram… Ale na szczęście pojawiła się stacja VIVA, gdzie nie boją się prawdy, nawet jak nie jest przyjemna.


     Od początku jesteście samodzielni, nie związani z żadną wytwórnią. Myśląc o tym ostatnio doszedłem do dwóch wniosków:

     a) jakimś cudem (może przez to lustro?) żadna z poważniejszych wytwórni nie doceniła waszej twórczości.
     b) zauważyli, docenili, ale stawiali warunki dotyczące waszej twórczości a wy chcieliście pozostać wierni      sobie, grając to, na co wy macie ochotę i jak czujecie, dlatego nie doszło do podpisania żadnego kontraktu.


Myślę, że raczej to pierwsze. Wytwórnie wolą kolejny, zazwyczaj kiepskiej jakości klon zachodniej gwiazdy, niż zaryzykowanie z czymś co wg ich kryteriów nie przyniesie pewnego szmalu. W wyniku tego mamy w radiach papkę popową, nie zmieniającą nic, nieszkodliwą, łatwą, lekką i do granic wytrzymałości mdłą. Kompletnie olewa się zespoły, grające inna muzykę. Wiem, że w tym kraju są zespoły, które mogą zmienić wiele nie tylko w muzyce polskiej, ale także za granicą. Jesteśmy zdolnym narodem, mimo, że żyjemy od lat w trudnych warunkach. Wbrew naszemu narodowemu przekleństwu odziedziczonemu po latach zakłamania i życia w nieświadomości i fatalnej reputacji na świecie okazało się, że jednak jesteśmy coś warci, że przytoczę choćby takie przykłady jak Roman Polański, Wojciech Kilar, Zbigniew Preisner, Agnieszka Holland, Krzysztof Penderecki, Stanisław Lem, Janusz Christa (bo Asterix i Obelix to kopia jego Kajtka i Koka, późniejszych Kajka i Kokosza) czy ostatnio Bagiński, Adam Małysz. To konkret. Idę o zakład, że w piwnicach obok których przechodzimy znalazłyby się zespoły, które mogą wiele zmienić już nie tylko w polskiej ale i światowej muzyce, pytanie czy wytrzymają, bo wytwórnie wolą swoje kopie… zawsze to pewny szmal prawda? Nie chcemy być kolejną kopią zachodnich produkcji. Z drugiej strony to nam zapewnia całkowitą artystyczną niezależność, a to bardzo ważne. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mi mówił jak mam wyglądać, lub o czym mam spiewać. A specjalistów od image w każdej firmie jest do wyboru i koloru. Chciałbym zobaczyć jak coś takiego się dzieje w Hunterze, chyba umarlibyśmy ze śmiechu. Cała moc tego zespołu tkwi w ludziach, a każdy ma coś do powiedzenia i bardzo wierzy w to co robi. Staramy się nie ingerować w swoje wizje nawzajem. Mimo, że wywiady zazwyczaj są moja działką, to staram się zawsze dawać je chłopakom do przeczytania, bo to nasz wspólny zespół i mówię w imieniu zespołu. Jeśli komuś się coś nie podoba - od razu o tym oznajmia. Na szczęście jesteśmy w tych sprawach jednomyślni.


     A może w tym kraju po prostu nie ma wytwórni, która mogłaby sprostać waszym wymaganiom?

Nigdy chyba rozmowy nie doszły nawet do takiego punktu jak nasze wymagania :) Nawiasem mówiąc, wcale nie są takie wielkie. Nie jesteśmy pazerni na pieniądze, chcielibyśmy po prostu mieć możliwość utrzymać się z grania, wtedy płyty nagrywalibyśmy co rok/dwa a nie 5/7. Najważniejsza jest promocja i na to byłby z naszej strony największy nacisk.


     Z tego co wiem, przed wydaniem Requiem też nie mieliście szczęścia do rodzimych producentów. W czym według ciebie może leżeć problem?

Szczerze mówiąc nie wiem. Może jednak mieliśmy to zrobić sami? Czas pokaże… Mamy wielu oddanych fanów, którzy twierdzą, że jesteśmy dla nich zespołem kultowym, utożsamiają się z naszą muzyką i tekstami. Są bardzo zaangażowani w to wszystko. Dla nich właśnie gramy i oni wiedzą o tym i nie są to tylko sezonowe zauroczenia. Niektórzy z nich maja ponad 30 lat!!!. Ale dla wytwórni to nigdy nic nie znaczyło.


     Z informacji zawartych w książeczce do Requiem wynika, że album ten powstał przy dużej współpracy z niemieckimi producentami. Jak doszło do tej współpracy?

Po jednym z koncertów w Niemczech podszedł do nas jeden z właścicieli APN Studio i zaproponował odwiedzenie ich w mieście Neustadt, co oczywiście zrobiliśmy. Szczęki nam opadły bo coś takiego widzieliśmy tylko na klipach… i kilka miesięcy później Requiem stało się faktem.


     Z działalności Huntera utrzymać się raczej nie da, co tajemnicą chyba nie jest. Takie pytanie kierowane czystą ciekawością - czym zajmujecie się zawodowo?

Wspólnie z Pitem zajmujemy się grafiką komputerową, Brooz i Goliash jest w branży handlowej, Saimon i Jelonek grają w innych zespołach, Aka jest producentem i realizatorem w studio Izabelin, Indianie dorywczo dorabiają jak mogą. Imamy się różnych zajęć, żeby przeżyć. Cierpi na tym muzyka.


     Zdaje się, że po zachodniej stronie Odry cieszycie się dość sporą popularnością. Nie myśleliście nigdy o związaniu się z którąś z tamtejszych wytwórni?

Tak, ale żaden z nas nie potrafi odnaleźć się w biznesie muzycznym, czego skutkiem być może jest brak efektów w Polsce, więc co dopiero za granicą. Natomiast teraz mamy menadżera z prawdziwego zdarzenia, który już wykonuje działania w tym kierunku. Trasa koncertowa jest jego zasługą, promocja i doprowadzenie do współpracy z Pomaton EMI w zakresie dystrybucji. Jest bardzo zaangażowany w naszą wspólną sprawę, więc tym razem jest nadzieja, że nam się uda.


     Pierwszą myślą, jaka powstała w mojej głowie po obejrzeniu wkładki z Requiem było podejrzenie, że bardziej nastawieni jesteście na zabłyśnięcie na zachodnim rynku, niż na polskim. Jak wyglądało to w rzeczywistości?

Naprawdę? Może dlatego, że praktycznie cała jest w języku angielskim? Ale to akurat w połowie się zgadza. Są tylko dwa utwory po polsku ponieważ dopiero zacząłem stawiać pierwsze kroki jeśli chodzi o polskie teksty i nie byłem pewien czy to akurat ja powinienem je pisać. Okazało się, że nikt mnie nie zjechał, więc na MedeiS proporcje są już pół na pół. Zawsze w wywiadach podkreślałem, że takich zespołów na zachodzie są tysiące w każdym mieście i nie łudziliśmy się nadzieją, że nam się uda. Spróbować jednak zawsze warto, więc stąd angielsko-polskie opisy, zarówno jeśli chodzi o teksty jak i info produkcyjne. Ale tak naprawdę żaden z nas nie miał złudzeń. Tym razem jest inaczej. Tym razem wierzymy, że MedeiS to płyta na światowym poziomie i naprawdę ma szansę na zaistnienie poza Polską. Zrobimy wszystko, żeby sobie w tym pomóc. Tzn. Arek zrobi, bo my, to co umiemy najlepiej zrobiliśmy już w studio :)


     Z wykształcenia jesteś muzykiem. Przez kilka lat nauki w szkole muzycznej grałeś na skrzypcach. Wracasz czasami do tego instrumentu, czy też postanowiłeś całkowicie go odstawić?

Na MedeiS jest mnóstwo skrzypiec. Ponieważ ja bardzo dawno przerzuciłem się z nich na gitarę dokładnie wtedy, gdy zorientowałem się, że jest znacznie głośniejsza, więc kontakt z tym instrumentem miałem sporadyczny. Za wszystkimi partiami skrzypcowymi na MedeiS kryje się więc Jelonek. Nagrywał nie tylko pojedyncze głosy, ale także kwartety, septety i dwunastety. Rzeczywiście zagrałem na MedeiS kilka dźwięków, dokładnie w Fantasmagorii, zrobiłem to jednak dla czystej przyjemności, ponieważ zawsze o tym marzyłem, już od czasów Requiem. I rzeczywiście frajda ogromna. Na tyle duża, że być może zagramy coś wspólnie na koncertach, myślę konkretnie o utworze Grabaszszsz…


     Słyszałem kiedyś, że ludzie, którzy mają opanowane skrzypce łatwiej i lepiej opanowują również grę na gitarze. Jak wielki wpływ na twój styl gry na gitarze miała znajomość skrzypiec?

Praktycznie wszystkiego uczyłem się od początku. To zupełnie inne ułożenie ręki, inaczej palce się poruszają. Z pewnością miałem je już rozruszane, ale z wyżej wymienionych względów nie zauważyłem, żeby solówki, które grałem zaczynając drogę heavy-metalowego gitarzysty poszukującego, poraziły kogokolwiek. A w każdym razie nie w sensie pozytywnym.


     Co było pierwsze, skrzypce czy gitara?

Na skrzypach zacząłem grać równolegle z pierwszą klasą podstawówki i tak do siódmej. Miałem w tym czasie roczną przerwę ze względu na to, że grając w nogę w krótkich odstępach czasu połamałem obie ręce. Mimo, że bardzo chciałem być piłkarzem, uświadomiłem sobie, że może jednak piłka nie jest moim powołaniem… Egzamin na fortepianie pozwolono mi zaliczyć po obcięciu szyny gipsowej powyżej nadgarstka. Mój nauczyciel skrzypiec był mniej wyrozumiały. Szkoła średnia to już fascynacja gitarą elektryczną i mnóstwem hałasu, które wytwarza a który był totalnym przeciwieństwem pięknej, ale mało czadowej gry na skrzypcach. Później w okresie studiów grałem jeszcze na nich prze 3 lata i później koniec. Dopiero na MedeiS wydobyłem pierwsze po długiej przerwie dźwięki. Nie powiem, to jak gra Jelonek zmieniło mój ostrożny stosunek do fuzji skrzypce/metal.


     Nie da się ukryć, że twoje solówki na Requiem są dość nietypowe - z jednej strony zdają się być dość proste w swojej strukturze, od strony technicznej; z drugiej jednak strony brzmią pięknie i jednocześnie bardzo mocno "pachną" muzyką klasyczną. Faktycznie klasyka jest tym, co cię inspiruje i wpływa na twoją grę czy jest to raczej taki drobny przypadek spowodowany twoją długoletnią nauką w szkole muzycznej?

Proste od strony technicznej? No, no… jesteś pierwszą osobą, która tak mówi. Zazwyczaj muszę się gęsto tłumaczyć jak to trzeba zagrać, i nie powiem, mam z tym problemy, ponieważ nie potrafię tego wytłumaczyć. Jakkolwiek mam przygotowanie od strony muzycznej, jeśli chodzi o śpiew, skrzypce, fortepian, harmonię, tak gitarę strzegłem przed tym z całej siły. Intuicyjnie uważałem, że nie powinienem do tego mieszać nut. Do tej pory nie potrafię czytać nut ani tabów gitarowych, gram ze słuchu, mam dość dobrą pamięć muzyczną na tym instrumencie. Wychodziłem z założenia, że muszę grać z serca a nie mechanicznie odtwarzać zapis nutowy, który jednak trochę rozprasza. Poza tym musiałbym grać utwory klasyków a gitara jest dla mnie czymś odbiegającym od klasyki tak bardzo jak Mozart od Extreme Noise Terror. Mam dość dziwny sposób układania solówek. Najpierw powstają w głowie, śpiewam je na dworcach, ulicy, w autobusie, stąd być może ich nieskrępowana melodyjność. Później przekładam to na gitarę. Czasem melodia, którą wymyśliłem nie daje się w żaden sposób zagrać ze względu na ograniczenia manualne, ale wtedy muszę trochę przysiąść i jednak to zrobić. Melodia jest najważniejsza. Na szczęście nie mam specjalnych problemów technicznych. Nie jestem jednak maniakiem ćwiczenia. Kiedyś byłem, ale teraz już nie :) Najważniejsze jest dla mnie, żeby solówka była opowieścią a nie fajerwerkami technicznymi. Dlatego sola na MedeiS bardzo różnią się od tych z Requiem. Ćwiczę wtedy, gdy nie potrafię zagrać wymyślonej partii. Czasem są to wyczyny akrobatyczne, których nie jestem w stanie powtórzyć na koncercie. Mam nisko opuszczoną gitarę, więc nie sięgam do najgrubszych strun. To rock'n'roll a nie zespół gitar akustycznych pod brodą. Niestety, nie wszyscy się z tym godzą i jak mówię, że w swojej grze nie uznaję żadnych zasad i tak naprawdę nie wiem jakimi skalami operuję i jakich technik używam - widzę niedowierzające spojrzenia. Ja naprawdę mam nikłą świadomość tego jak gram. Natomiast bardzo ważne jest dla mnie co gram. To wszystko. Być może właśnie dlatego moje gitarowe sola są takie, jakie są. A klasyka na pewno miała na mnie duży wpływ. Zawsze podziwiałem takich ludzi jak Mozart, którego Requiem po prostu uwielbiam, Grieg, Rossini, Czajkowski, Bethoveen, Chopin czy Bach. To byli kompozytorzy. My jesteśmy tylko składaczami dźwięków. Natomiast ich teksty nie były już tak mocne. Więcej, byli tacy sobie. Właściwie rzadko były ich autorstwa. No cóż… coś za coś. Poza tym to były inne czasy i inna mentalność. Myślę, że wieloletni kontakt z klasyką odcisnął na mnie bardzo duże piętno. Nauczyłem się tego, że najważniejsza i dlatego ponadczasowa jest melodia. Choćby nie wiem jak mocna i ciężka, pozostaje w nas przez lata. I emocje, a w klasyce muzyka to emocja.


     Jesteś jednym z najlepszych gitarzystów w Polsce, nie kryjesz jednak swojego podziwu dla Pita. Czy podczas tworzenia nowych partii gitarowych dochodziło czasami do zgrzytów między wami, jako gitarzystami?

Gramy tak różnie, że przestaliśmy się oceniać czy też konkurować właściwie na samym początku. Pit jest gitarzystą, który jest wychowany na Hendrixie, czyli klasyce gitary elektrycznej, czego ja kompletnie nie rozumiem. Marzyłem zawsze, żeby w mojej grze nigdy nie było tego słychać. W czasach, gdy zaczynałem, wszyscy startowali od "Schodów do nieba". Oczywiście ja musiałem zacząć od solówki do piosenki "Dyskoteka, Kurwoteka, Syf" formacji WC. I tak już zostało, szedłem od początku, świadomie inną drogą. Później doceniłem Hendrix'a, Page'a, Blackmore'a i innych, ale dla mnie już było za późno, a poza tym wciąż słyszałem, że mam swój styl, co było dla mnie najważniejsze. Kiepsko improwizuję, bo nie gram przez pryzmat tego instrumentu. Raczej wykorzystuję go jako interface do kontaktu ze światem. Pit inaczej, bardzo dobrze gra z głowy, o wiele lepiej mu to wychodzi, niż układanie solówek. Gra więc za każdym razem prawie zawsze coś innego. Zna wszystkie przeboje, nawet Britney Spears, po prostu kocha ten instrument. Dlatego bardzo go szanuję i uważam, że jest świetnym gitarzystą. W pewnym momencie okazało się, że najlepiej wychodzi jak gramy dokładnie to co kochamy najbardziej. Zaczęło się od Fallen. Cieżki riff Pita i moje fruwające, nawiedzone gitary w połączeniu dały ten dziwny charakterystyczny dla większości utworów z MedeiS lot. Kontrast dwóch zupełnie innych stylów dał nadspodziewanie oryginalny efekt. Połączenie klasyki hardrocka z antytezą gitarowego myślenia.


     Utwór "Siedem" - moment, przed którym śpiewasz "chodź dziecino, chodź, otrzymasz dar" - czy tego fragmentu również, jak w przypadku Fallen, należy słuchac od tyłu? Brzmi dość niewyraźnie. Zdradzisz szeptane w tym fragmencie słowa, lub przynajmniej ich przesłanie?

Jak Ci powiem, to już nie będzie niespodzianki, nie zajrzysz do tekstów, a w nich czai się wiele takich niespodzianek. W niektórych mały znaczek graficzny tłumaczy czasem cały sens piosenki. Stracisz dużo fajnych rzeczy… Dla jednego fragmentu nie warto odwracać piosenki w komputerze, ale w tekstach książeczki jest wszystko wytłumaczone, czasem narysowane… Siedem to tytułowy utwór, jest to studium człowieka autorstwa Boga i Szatana. Jest bardzo szczególny…


     Po wizycie w Izabelinie mam do powiedzenia tylko jedno - wszystko wskazuje na to, że MedeiS może okazać się wielkim, większym, niż możecie przewidywać, sukcesem. Myślę, że taką ewentualność bierzesz pod uwagę. Zastanawialiście się już nad tym, jak wiele rzeczy ulegnie zmianie, gdy staniecie się zespołem rozchwytywanym? Masz jakieś wyobrażenie na ten temat, czy raczej wolisz powiedzieć "wszystko się okaże"?

Wszystko się okaże :) Najważniejsze dla nas jest granie. Kochamy to i jesteśmy w tym naprawdę nieźli. I nie chodzi mi o technikę, ale o podejście do tego co robimy. Jest w tym zespole mnóstwo pasji. W każdym z nas. To właśnie najbardziej widać na koncertach. I myślę, że właśnie dlatego nasi fani są w stanie czekać nawet 7 lat na naszą nową płytę.


     Mimo jednego, wpólnego dla całej płyty przesłania zdaje się ona być trochę niespójna od strony wartstwy muzycznej. Inaczej mówiąc, dotrzymaliście obietnicy i na MedeiS można znaleźć dokładnie wszystko. Nie żałujesz czasami, że na jednym krążku, pod jednym tytułem zmieściliście materiał tak bardzo zróżnicowany stylistycznie? Czy po prostu był to efekt zamierzony?

Jest to efekt zamierzony i właśnie za to kocham tą płytę tak bardzo. Natomiast jak się uważnie wgłębisz w teksty i muzykę odkryjesz, że są tak powiązane ze sobą, że nagle pozorna niespójność tak scali wszystkie piosenki i będziesz bardzo zdziwiony, że miałeś takie odczucie. To właśnie nasz styl. Soul Metal. Muzyka duszy. Hunter.


     Uogólniając Twoją wypowiedź, MedeiS jest horrorem w jedenastu częściach. Czy mógłbyś po krótce omówić każdą z tych części? Opowiedzieć o najważniejszych myślach, jakie chciałbyś przekazać ludziom za pomocą tych "muzycznych filmów"?

MedeiS jest skierowana do wszystkich, którzy potrafią nie tylko patrzeć ale i widzieć, nie tylko słuchać ale także słyszeć. MedeiS ma na celu zmuszenie do myślenia i wyciągania wniosków. Jest dla tych, którzy chcą i nie boją się coś w życiu zmienić. Swoim i innych. Ale także dla tych, którzy wiszą na rzeźnickich hakach rzeczywistości i nie potrafią sobie z tym poradzić. Porusza takie drażliwe tematy jak znieczulica, przemoc, zakłamanie, alkoholizm, narkomania, wykorzystywanie uczuć religijnych, manipulację systemu, dociera do najbardziej unikanych przez nas miejsc… do naszego wnętrza, naszych umysłów i duszy, bo tam właśnie jest nasze piękno… i ohyda, prawda i fałsz, Bóg i Szatan, Dobro i Zło. MedeiS to fascynajcja i przerażenie człowiekiem. MedeiS to także szyderstwo, nasz głos w Wielkiej Grze, w której nie chcemy być tylko marionetkami. Jesteśmy pacyfistami, brzydzimy się przemocą i dlatego będziemy szydzić z syfu, który nas otacza a potrafimy to robić, w końcu jesteśmy fanami Monty Pythona. To 11 krótkich scenariuszy do filmu opartego na faktach. Życie…


     O ile mi wiadomo, samodzielnie zaprojektowałeś okładkę. Dlaczego akurat taki, a nie inny projekt? Domyślam się, że ma to związek z treścią płyty, ale... parę słów od Ciebie na ten temat.

To ujęcie z klipu Kiedy Umieram… te oczy są niesamowite. Niektórzy twierdzą, że jest w nich przerażenie, inni uważają, że jest w nich pozbawiony wszelkich uczuć fanatyzm… są fascynujące. Okładka ma zresztą dwa fronty: w pozytywie i negatywie, żeby jeszcze bardziej podkreślić dualizm MedeiS.


     Jakiś czas temu pytałem Cię o nowe (no, powiedzmy, że już nie takie nowe) logo Huntera. Zasugerowałem, że jest zbliżone do tego, jakim sygnowana jest gra komputerowa, pod tytułem "Ed Hunter". W tej chwili chciałbym ponowić swoje pytanie - przypadek czy inspiracja?

Absolutnie przypadek, choćby z tego względu, że nigdy nie widziałem gry "Ed Hunter"


     Pytanie związane z koncertami - o ile mi wiadomo, na koncertach nie gracie tytułowego Requiem, choć fani zawsze domagają się tego numeru. Zamierzacie to zmienić, a jeśli nie, to dlaczego?

Jest bardzo trudny wokalnie, ale zmusiłem Pita, żeby mi pomógł więc na MedeiS Tour 2003 będzie grany na samym końcu, ponieważ od niego wszystko się zaczęło.


     Zakładając (i szczerze życząc tego Hunterowi), że MedeiS odniesie zasłużony sukces - co będzie dalej? Masz już jakieś plany na najbliższą przyszłość Huntera?

Chciałbym nagrać następną płytę w 2003 roku i wydać ją pod koniec lub na początku 2004.


     Myślałeś kiedyś o nagraniu solowej, typowo gitarowej płyty? Tak, nie, dlaczego?

Kiedyś miałem taki plan, ale Kiedy Umieram… szybko go zweryfikowało i teraz już nie mam czasu myśleć a co dopiero nagrać płyty solowej. Nawet jeśli powstanie, to nie będzie to płyta gitarowa lecz raczej muzyka ilustracyjna gdzie oprócz gitary będzie mnóstwo innych instrumentów.


     Ludzie, którzy z Tobą współpracują twierdzą, że jesteś perfekcjonistą i zawsze chcesz wszystkiego sam dopilnowywać. Pierwszy raz odstąpiłeś od tej zasady przy okazji produkcji Kiedy Umieram. Zdarzyło się kiedykolwiek, że coś zostało zrobione wbrew Twoim oczekiwaniom, czy raczej spotykasz się z miłymi niespodziankami?

Za czasów Requiem nie zdarzyło się to, a przynajmniej nie pamiętam takiego przypadku. Od pierwszego do ostatniego dźwięku. Natomiast od czasu Kiedy Umieram… zdecydowałem się zaufać ludziom i nie żałuję.


     Najmilej wspominany koncert w historii Huntera?

Było ich wiele, ale największe wrażenie zrobił na mnie Woodstock 2002 i blisko 300 tys. ludzi przed nami…


     Hunter przeciwko przemocy i znieczulicy - to jest Wasze hasło przewodnie. Patrząc na kondycję obecnego świata zdarzyło Ci się kiedyś zwątpić w treści, jakie staracie się przekazać?

Nigdy.


     Można stwierdzić, że odniesienie przez Huntera sukcesu prędzej będzie przez Was traktowane jako możliwość kontynuowania obranej "misji", niż jako nagroda, która po tylu latach ciężkiej pracy po prostu się Wam należy (choć to z pewnością też)?

Tak, po raz kolejny przytoczę tu słowa naszego perkusisty Brooza, który w typowy dla siebie sposób powiedział niedawno, że jeśli MedeiS odniesie sukces i przestaniemy narzekać na biedę, to efekt będzie taki, że zaczniemy o tych wszystkich złych rzeczach śpiewać jeszcze głośniej…


     Od 21 marca jesteście na trasie promującej MedeiS. Jakie sa Twoje wrażenia po dotychczas zagranych koncertach?

Wszystko jest bardzo magiczne, ludzie znają teksty i melodie nowych piosenek, śpiewają z nami. Kilka starych wręcz za nas. W większości doskonale wiedzą po co przychodzą. Są też tacy, którzy widzieli nas powiedzmy w TV, czy usłyszeli w radio lub od znajomych i przyszli z ciekawości. Każdy koncert zapadł nam głęboko w pamięć, niezależnie czy przyszło 100 czy 700 osób. Przyszli zobaczyć i posłuchać na żywo Huntera i Hunter zrobił wszystko, żeby nie chcieli końca :) Nie zawsze mogli jednak wziąć udział nasi goście, scenografia i cały sprzęt nagłośnieniowo-oświetleniowy. Okazało się, że czasem sceny czy kluby po prostu są za małe, żeby to zmontować w całości. Gdy to się jednak udawało - było niezłe szaleństwo :)


     Jak wiesz, wielu ludzi nie mogło pojawić się na koncertach Huntera. Jakie są szanse na powtórzenie tej trasy w możliwie niedalekiej przyszłości?

Arek, nasz menadżer, zapowiada MedeiS Tour 2003 - Reload (chociaż być może pod inną nazwą :) na jesieni. Teraz skupimy się na promocji, kolejnym klipie i oczywiście koncertach i festiwalach letnich.


     Widziałem Wasz koncert w warszawskiej Stodole i mogę tylko powiedzieć, że to jest naprawdę wielkie wydarzenie. W jaki sposób Ty, jako muzyk i człowiek, który stara się przekazać innym pewne wartości chciałbyś zachęcić ludzi do odwiedzania Waszych koncertów?

Właśnie tekstami, muzyką i obrazem. Staramy się maksymalnie wiernie odtworzyć nagrania studyjne, powiększając je o czad koncertowy, urozmaicamy je nawet czasem i jeszcze dokładamy video, czyli mamy pełny przekaz. Przy tak dobrym nagłośnieniu i efektach świetlnych nie było z tym żadnych problemów. Zaaranżowaliśmy kilka etiud aktorskich, żeby jeszcze bardziej podkreślić sens utworów. Indianie na Kongach i przeszkadzajkach, maestro Jelonek i jego bezlitosne skrzypce. Blisko dwugodzinne szaleństwo na całego. Były koncerty takie, że przechodziły ciarki po plecach, czy też na. Ależ to była więź, bez dwóch zdań moment magiczny, ci co byli - wiedzą. Brak kompletnego sprzętu czy scenografii w niektórych klubach rewanżowała bliskość. Myślałem kilka razy, że stracę zęby, gdy mikrofon uderzył mnie w twarz, fani praktycznie balowali na scenie. I nie był to walc. Ale właśnie taki był klimat! Generalnie zazwyczaj tracę do pewnego stopnia kontakt w czasie koncertu, ale w przerwach między utworami patrzyłem w oczy ludziom spod sceny, którzy darli się ze mną przez cały czas... klimat koncertu to coś tak hipnotycznego, tak wytrącającego z naszej rzeczywistości, że natychmiast chcesz więcej i dłużej. Grały też z nami w różnych miastach bardzo fajne kapele jak Hedfirst, Archeon, Quo Vadis, Neolithic, Project X, Nikt, Disarm, Coffins, Berial, Altair, Bright Ophidia. Bardzo czadowe zespoły, które grają taką muzykę, że czapki z głów mościpaństwo. Fajni ludzie i fajna muzyka. To dopiero fajne połączenie.


     Osobiście mam nadzieję, że materiał na temat Huntera zamieszczony w Actionmagu i rozmowa z Tobą zachęcą naszych czytelników do zapoznania się z Waszą muzyką i przesłaniem, które staracie się szerzyć. Na zakończenie chciałbym podziękować Ci nie tylko za wywiad, ale również za fantastyczne przeżycie jakim jest muzyka Huntera i jego koncerty, poproszę również o kilka słów, które chciałbyś przekazać czytelnikom Actionmaga. Dzięki serdeczne.

To dla mnie przyjemność. Pozdrawiam Was Wszystkich! Przychodźcie na koncerty i słuchajcie tego, co robią zespoły w tym kraju, bo warto. Oderwiecie się od problemów i całego syfu, który nas otacza. Wielu z Was to naprawdę pomoże. Do zobaczenia.


Z Pawłem Grzegorczykiem rozmawiał Eddie

www.hunter-band.and.pl
eddie@hunter.art.pl