Nirvana: "School"
Interpretacja
Szkoła średnia (którą opuścił chyba pół roku przed matura) odcisnęła na Kurcie (Cobainie oczywiście!) straszliwe piętno. Był mały i chudy, przez co koledzy wyzywali go od homoseksualistów (nie ujmując tego tak grzecznie jak ja). Podział na lepszych i gorszych oraz szkolne grupy snobów uczyniły z "najpiękniejszych lat jego życia" koszmar. Szukając wolności uciekł do Seattle, lecz i tam nie było dane mu jej zaznać. Tamtejsza scena muzyczna zionęła głupimi zależnościami, a grupki szpanerów pałętały się wszędzie. Roboczy tytuł "School" brzmiał 'Seattle Scene"- widać w nim wyraźne zamierzenia autora.
"Won't you belive. It is just my luck"
Szczęście? Chyba chore szczęście...
Kurt drze się:
"NO RECESS!!!"
"Nie ma wytchnienia!", "nie ma ucieczki!". Biedny Kurt, tak bardzo starał się uciec od tego przeklętego liceum w Aberdeen, a tu taki zonk...
Jak każda piosenka Nirvany, tak i "School" przywołuje mi na myśl obrazy. Ale żeby były takie milutkie jak przy "Son of a Gun"... Kurt stoi osaczony przez wszystkich osiłków, którzy dręczyli go w szkole, a gdy ci ustępują nadchodzą wielcy ludzie w garniturach...
In Bloom, ewentualnie Help
PS: Pozdrowienia dla gościa, który 13.06 szedł Wełnianym Rynkiem w Gorzowie Wlkp. i wyglądał jak Kurt (w koszulce Che Guevary).
PS2: I oczywiście dla Mateuszka.