*** Metallica: "Fade To Black" ***
teledysk


Nigdy nie lubiłem opisywać teledysków koncertowych bo, szczerze - co można o nich powiedzieć? Z góry ostrzegam, że po raz pierwszy piszę coś o teledysku więc zapewne poziom będzie tragiczny... Zobaczymy.

Zdecydowałem się akurat na ten klip, dlaczego? Sam nie wiem, może dlatego, że czuć w nim ten specyficzny rodzaj emocji, który sprawia, że zastanawiamy się - "co dalej?". Jest to jeden z klipów, który na zawsze pozostanie na mojej [i tylko mojej :)] kasecie z teledyskami, pamiętam dzień gdy go pierwszy raz zobaczyłem... Trochę przed 23:00...

Czas powiedzieć coś o samym teledysku. Jest to typowa koncertówka, widzimy Hatfielda stojącego przy mikrofonie z wyjątkowo beznadziejną gitarą [taki dziki kształt]. Kirk pocina swój motyw, a Jamez zaczyna śpiewać. Wszystko ma jakiś taki... Klimat. Nie wyobrażam sobie zwykłego klipu do "Fade To Black". Na pewno straciłby on wiele z tego pięknego klimatu. Widać zaangażowanie publiczności, jak odczuwają tą muzykę. Widać, że to właśnie ona jest dla nich całym światem...

Ogólnie jest to teledysk bez żadnych bajerów, po prostu zwykły koncert. Hatfield śpiewa jak na płycie [czyli podłożyli głos i muzykę] i w pewnym momencie jego zachowanie szczególnie mi się spodobało. Gdy przez chwilę może nie grać podgrzewa publiczność do szaleństwa, wszyscy zaczynają skakać i na końcu znów powolne, wręcz melancholijne pykanie do ściszenia...

Jeden fan został pokazany kilka razy. Najciekawszy i udowadniający zaangażowanie w muzykę jest motyw, w którym chłopak trzyma się za serce i macha pięścią w górze, jest to piękny efekt, nie wiem czemu lecz jest tak przesiąknięty emocjami, że człowiekiem po prostu miota. Idealny klip do takiej piosenki, jeszcze tylko zgasić światła i odpalić świeczkę...

Goście z Metalliki pokazali, że potrafią grać i jak trzeba to na koncercie dadzą czadu, moja pierwsza recenzja i idealny teledysk koncertowy.

Ocena: 10/10


© Ragnar