<< STAIND "14 Shades Of Grey" >>


Prawie dwa lata (bez dwóch dni :)) przyszło czekać fanom STAIND na ich nowy album. I oto wreszcie jest, a czy warto było czekać? Jedni powiedzą że tak, a inni, że nie (taki już jest ten świat:)).
Osobiście byłem troszkę zaskoczony tym co usłyszałem w swoich słuchawkach (album kupiłem "w ciemno"). Poprzednia płyta przyzwyczaiła mnie do wyjątkowo mrocznego klimatu, a ta płyta jest malutkim krokiem w stronę światła. Ale ten krok jest naprawdę malutki.

Nazwa płyty jest jak najbardziej właściwa ("14 Odcieni Szarości"), bo każdy z czternastu utworów jest mniej, lub bardziej mroczny. Osobiście potrzebowałem prawie całego dnia aby DOKŁADNIE wczuć się w klimat i zrozumieć teksty, a te z pewnością nie ustępują tym z "Break The Cycle" (niektóre są nawet lepsze).

Co się tyczy muzyki, to też jest całkiem nieźle. Słychać teraz troszkę więcej innych instrumentów (np. keyboard) oraz elektroniki, przez co utwory są bardziej melodyjne. Odniosłem jednak wrażenie, że niektóre utwory są do siebie dość podobne (chodzi mi o to, że w większości zwrotka była spokojna, a refren bardzo ostry - ale chyba się czepiam). Na szczęście świetne teksty jak i nie_dający_się_opisać wokal Arrona Lewisa sprawiają, że odlatuje się gdzieś daleko zapominając o rzeczywistości. Niektóre z utworów są też dobre do przytulania się z przedstawiciel(k)ami płci przeciwnej (o ile ktoś lubi się przytulać przy ciężkich gitarowych riffach:)). Wydawało mi się to niemożliwe, ale Arron śpiewa jeszcze lepiej niż wcześniej - jego głos jest czyściejszy i o wiele potężniejszy (trening czyni mistrza). Ponnadto na płycie znajduje się kilka kawałków, które znacznie wyróżniają się spośród tłumu. Są to "Price To Play", "Fray" (przepiękne riffy), "Zoe Jane" (spokojna ballada dla córki Arrona) oraz... "Intro", które (jak sama nazwa wskazuje;)) znajduje się na końcu!? Jednak największe wrażenie wywarł na mnie "Blow Away". Jest to moim zdaniem jeden z najlepszych utworów, jakie ta grupa kiedykolwiek nagrała.

Teraz kilka słów na temat tego czego nie słychać, czyli pudełko, okładka i teksty w formie pisanej.

Okładka jest bardzo jałowa i tajemnicza - ciemnoszare tło a na nim troszkę jaśniejszym odcieniem logo zespołu. No dobra, jest jeszcze nadruk "Parental ADVISORY - Explicit Content" oraz wielgachna naklejka na wieczku (jak ja tego nie lubię!), ale to już szczegóły ;). Natomiast gdy otworzyłem pudełko nie mogłem pozbyć się uczucia, że ktoś mnie obserwuje *.

Co się tyczy wkładki z tekstami to została ona wykonana świetnie, choć ta z "Break The Cycle" była bardziej klimatyczna. Wreszcie jest to czego brakowało wcześniej - wyraźne fotki członków zespołu. Jest jeszcze jedna rzecz, która troszkę dezorientuje. Mianowicie, strony z tekstami są pomieszane i tak np. strona z tekstami ostatnich piosenek jest gdzieś na początku, a ta z pierwszymi prawie na końcu. Chaos rządzi!!! ;)

Reasumując, "14 Sades Of Grey" jest świetną płytką dla tych, którym podobał się poprzedni album. STAIND z pewnością zyska nowych fanów dzięki lekkiemu rozjaśnieniu tego mroku, do którego nas przyzwyczaili. Nadal jest to jednak "muzyka depresyjna";) i nadal można się przy niej nieźle zdołować;). Można także poskakać w rytmie "Price To Play", albo poprzytulać się przy "Zoe Jane".
Trza by teraz jakąś ocenkę naszej nieszczęsnej płytce wystawić - i tu pojawia się mały dylemat. Siadając do recenzji chciałem ocenić ją na ok. siedem oczek (bodajbym oślepł :)), ale w czasie pisania tekstu przygrywała mi ww. muzyczka i troszeczkę zgłupiałem: im więcej jej słuchałem tym bardziej mi się podobała. Ta płyta wciąga jak chodzenie po bagnach i po głębszym namyśle postanowiłem wystawić jej dziewiątkę. Robię to z naprawdę czystym sumieniem.

Spis utworów:
1. Price To Play...............03:36
2. How About You..........03:58
3. So Far Away...............04:05
4. Yesterday....................03:47
5. Fray............................05:04
6. Zoe Jane.....................04:37
7. Fill Me Up..................04:25
8. Layne.........................04:26
9. Falling Down..............03:56
10. Reality......................04:38
11. Tonight.....................04:25
12. Could It Be...............04:44
13. Blow Away...............06:16
14. Intro.........................04:28

Plusy:
+ wokal Arrona jest jeszcze lepszy
+ niezłe riffy Mike'a, basy Johnnego i perkusja Jon'a...
+ ...a wszystko to wzbogacone elektroniką
+ świetne teksty
+ dobrze zrobiona wkładka z tekstami piosenek
+ wciąga jak cholera
+ nadal mroczny i dołujący klimat

Minusy:
- malutka zmiana klimatu, ale... [patrz wyżej]
- niektóre utwory są zbyt podobne do siebie

Na płytce ponadto znajduje się gratisowy player dla PC, ale nie miałem możliwości go przetestować (za słaby komp) :(.

* to taka mała aluzja. Ten kto kupi oryginał będzie wiedział o czym mówię.:)

OCENA: 9/10

PS. Użycia tylu odcieni szarości nie muszę chyba tłumaczyć? ;)


Kulturny << kulturny@interia.pl >>