Electric Light Orchestra - Out of the Blue

Zespół: Electric Light Orchestra
Album: Out of the Blue
Gatunek: Rock
Wytwórnia: Epic
Rok wydania: 1977
Studio: Tego by było z kopę...
Skład: (tutaj przepiszę z wkładki)
Jeff Lynne- Lead vocals, backing vocals, lead guitar, slide guitar, rhythm guitar, Gibson EDS 1275, Les Paul Custom, Marauder, Ovation 1615/4, 1619/4, Wurlitzer E.P. 200, Mini-moog, percussion
Bev Bevan- Slingerland drums, Remo Roto Toms, Avedis Zildian Cymbals, Slingerland 'Bev Bevan' drumsticks, Remo drum heads, gong, various percussion instruments, backing vocals
Richard Tandy- Polymoog, Mini-moog, ARP 2600, Odyssey, Omni, Sequencer, minus noise mixer, Wurlitzer E.P. 200, Yamaha C 7B piano, S Lm concert spectrum, mellotron M 400, Hohner clavinet, Gibson S.G. custom guitar
Kelly Groucutt- Vocals, backing vocals, Gibson G.3 bass, percussion
Mik Kaminski- Barcus Berry violin
Hugh McDowell- William Lewis Cello
Melvyn Gale- William Lewis Cello
Utwory:
Turn to stone
It's over
Sweet talkin' woman
Across the border
Night in the city
Starlight
Jungle
Believe me now
Steppin' out
Standin' in the rain
Big wheels
Summer and lightning
Mr. Blue Sky
Sweet is the night
The whale
Birmingham blues
Wild west hero

ELO - kapela słynna tak, jak niewiele mogę o niej powiedzieć. Wiem tylko tyle, że ci goście tworzą muzykę lekką, łatwą i przyjemną, lecz mimo wszystko nie bez polotu, jak to się często zdarza. Swoją drogą, to mam niezły sentyment do tej płyty - rodzice mi ją kupili gdy miałem sześć lat, aby wykształcić we mnie zamiłowanie do kultury (nie popkultury) i dobrej muzyki. Nie powiem, udało im się :).

Ale cóż to jest? Powiedziałbym, że spora dawka melodyjnej klawiszowo-gitarowej muzyczki z niezłym wokalem. Bo jakże miałbym to inaczej określić? Melodie z tej płyty łatwo wpadają w ucho, sprawiają że się je często podśpiewuje (sam nucę "It's over" w przerwach między "Det Som En Gang Var" a "Transilvanian Hunger"), i ogólnie przekazują dużo pozytywnej energii (większość).

A jakie mamy kawałki na płycie? Same dobre :). A konkretnie? Proszę bardzo:
"Turn to stone", "It's over", "Sweet talkin' woman" - przykłady świetnych melodii, które można sobie puścić podczas oglądania chmurek na niebie.
"Jungle" - psychodelia i wypas na maksa. Mam wrażenie, że goście lecieli na LSD jak to nagrywali.
"Believe me now" - taka balladka zrobiona z głową i umiejętnościami.
"Standin' in the rain" - Po prostu mroczne fragmenty przeplatane ze żwawymi i pogodnymi. Fajnie by brzmiało, gdyby Storm zrobiło z tego covera :). Tą piosenką zaczyna się "Concerto for a rainy day" (taki podalbum w albumie), którego nazwa mówi sama za siebie.

Ale co tak szczególnie cechuje tę płytkę? To co cały zespół, tzn. sporo melodiyjnych zagrywek na klawiszach. We wkładce dwie strony zajmuje wymienianie kto na jakich parapetach grał, a parapetów jest bardzo wiele. W piosenkach syntezatory często wychodzą na pierwszy plan, co wcale nie uważam za wadę - przeciwnie - nie wyobrażam sobie ELO bez takich czysto elektronicznych wejść.

Electric Light Orchestra jest grupą jedyną w swoim rodzaju. Zdecydowanie prezentuje odmienną muzykę niż inne rockowo-parapetowe kapele, manifestując swój niepowtarzalny urok. Oczywiście mogę być stronniczy, bo mam do niej sentyment, ale ogólnie polecam wszystkim, którzy chcą odpocząć od codzienności. Jeśli podoba Wam się Queen, to spodoba Wam się ELO.

Ocena: 8+

Pilsner