THE ANALOGS
"Trucizna"
Z Analogowymi, przyznaję się bez bicia, zetknęłem się raczej niedawno, miesiąc czasu to wszak jeszcze nie wieczność. Zetknęłem sie z nimi przez mojego znajomego, który, obdarzając mnie kilkoma piosenkami wspaniałego Blind Guardian, dorzucił jako bonus "Truciznę" Analogs. Dorzucił niejako z obowiązku, by miejsce na płycie zapełnić..
Jak na zapchajdziurę z obowiązku, Analogsi prezentują się wcale, wcale nieźle.
Cóz gra nasz band? Otóż gra muzykę prostą, acz dla ucha przyjemną. The Analogs grają powiem sympatycznego, optymistycznego punk-rocka, i to punk-rocka w czystym, purytańskim stylu. Żadnych oi'owych herezji, żadnych ska bezeceństw, żadnych reggae'owych fanaberii. Ot, punk, jak w mordę strzelił. :)
Mnie, wielbicielowi punku jak w mordę strzelił, takie zestawienie podoba się bardzo. Nie dziw więc, że szczególnie kręcą mnie nieskomplikwane piosenki, przy którym można się nieźle na koncertach poobijać. Stąd moja uwielbienie dla "Grzecznego chłopca", piosenki o dobrej złej młodzieży, dla "Trucizny", ballady o wielkiej i prawdziwej miłości i dla przewodnika turystycznego po najlepszych polskich pubach, czyli skocznej i melodyjnej przyśpiewki pod wiele mówiącym, poetycznym tytułem: "Gdzie się najebać?". Miło brzmi też "Byłem taki sam", czyli piosenka z przeszłością i "Wspaniały świat", piosenka o przyszłości braku. No i, last but not least, wymienić należy "Dziewczynę w mercedesie", czyli historię pewnej, nie do końca romantycznej, niewiasty i "Sznur", czyli - jakkolwiek surrealistycznie by to nie zabrzmiało - opowieść o sznurze.
Nu, ale tyle tu sobie gwarzymy, a najważniejszego nie wiemy: nie powiedzieliśmy sobie wszak jeszcze, czy nam się ta płyta podoba. Otóż [w tym momencie fanfary, werble i tym podobne FX :)] płyta nam się [ponownie FX :)] podoba. Podoba nam się do tego stopnia, że od pewnego czasu regularnie odwiedzamy Analogsową stronę www w poszukiwaniu choć śladu trasy koncertowej. Z bardzo śladowym efektem.
Ot, znjów potwierdza się stare, socrealistyczne przysłowie: jak coś jest dobre, to go nie ma. Więc znów kupimy ocet...