S&M
METALLICA
W chwili gdy czytacie te słowa (zresztą kiedy ja to piszę to też) jest to przedostatni album kapeli z San Francisco. Album ten powstał we współpracy z orkiestrą Michaela Kamena. Zagrano na niej stare dobre utwory z wcześniejszych produkcji - że ograniczę się tylko do The Call of Ctullu, Master of Puppets, The Memory Remains, Devil's Dance - które w swych nowych odsłonach, z wyjątkiem The Memory Remains, brzmią o wiele gorzej oraz dwa nowe, do których też można dwojako podchodzić - Minus Human i No Leaf Clover. Jakoś to wszystko jest cholernie inne, ładniejsze, pozbawione tej szczypty surowości, jaką ma Metallica.
Panowie w orkiestrze naprawdę spisują się nieźle, ale to nie jest chyba to, czego się od Metalliki oczekuje. Album należy do tych, które nudzą się niemiłosiernie po kilkunastu, bądź kilkudziesięciu przesłuchaniach. Wokal Jamesa jest niesamowicie dojrzały, jeśli lubisz śpiewać i szukasz wzoru, na którym mógłbyś oprzeć swój baryton musisz mieć tę płytkę.
S&M ma też sporą wartość sentymentalną. W końcu Metallica to dobry zespół, tylko po prostu czasem miewa gorsze chwile. Od lat z Metalliką jest tak samo - wszyscy wyzywają, że taka, a taka, ale ta piana na pysku jest naprawdę zbędna i troszeczkę na zasadzie "kiedyś było super, a teraz tylko dobrze".
A więc jest dobrze. Słuchałem tej płytki na okrągło przez jakieś trzy tygodnie, bo akurat nie miałem nic innego i muszę stwierdzić, że całkiem dobrze wypełniała mi czas. Najpoważniejsza wada S&M - nudzi się, gdyż jest zbyt mało skomplikowana i pomimo udziału orkiestry nie możemy pozbyć się wrażenia, że gdzieś już to słyszeliśmy. Ale jak powiedziałem - następuje to dopiero po jakimś czasie. Chociaż można S&M zarzucać wady wszelkiego kalibru nie chcę i nie potrafię wystawić kompromitującej oceny i przypiąć żenującej laurki. A może akurat trafisz sobie w gust i wstrzelisz się w podobną muzykę - dodaj w takim razie do oceny z 1,5 oczka.
Ocena: 6+/10
Kalwar
12 czerwca 2003