Judas Priest - "Demolition"

Nie ma wątpliwości, że Judas Priest to heavymetalowa legenda. Panowie w nieco zmienionym składzie grają już ponad ćwierć wieku. Trzeba wspomnieć, iż po nagraniu kultowego "Painkillera" w 1990 r. grupa zawiesiła swoją działalność. Judasi wracają w 1997 r. i pokazazują światu swoje nowe, ale mizerne dzieło "Jugulator", a w 2000 r. dochodzi do wydania "Demolition". Drugi album, na którym wokalistą jest niejaki Tim Ripper Owens (rozpruwacz - prawda, że ładnie). 
Tuż po powrocie ze sklepu muzycznego wrzucam kasetę do magnetofonu i ... podobało mi się. Z "Jugulatora" nie zostało nic. "Demolition" to całkiem co innego. Utwory są już pomyślane i bardziej melodyjne. Znalazła się też taka perełka jak nr trzy, czyli "Hell Is Home". Wg mnie chyba najlepszy kawałek na płycie. Jest genialny! Jeszcze ten charakterystyczny riff. 
Materiał zawarty na "Demolition" to kawał świetnej roboty. Dzieło prawdziwych mistrzów heavymetalu. Niestety, troszkę gorzej z oprawą. Mianowicie chodzi mi o nowego wokalistę, Rippera Owens. Może i ma talent, ale to już nie Halford. Jak dla mnie to Owens śpiewa niektóre momenty zbyt agresywnie. Rob Halford zrobiłby to o wiele lepiej. Mimo wszystko, trzeba jednak pochwalić "nowego" za utwór "Jekyll & Hyde". Brawa panie Owens! 
Troche elektroniki, nie za dużo. W ostatnim utworze, mianowicie "Metal Messiah", mamy popis wokalisty próbującego wcielić się w rapera-rippera. 
Mamy też dwie świetne ballady "Close To you" i "Lost And Found". Brak mi słów. Poruszją do głębi, takie delikatne subtelne, melodyjne kawałki. Warte przesłuchania.
Podsumowując: świetny materiał, porządny heavy-metal, miejscami agresywniejszy, ale ja wolę klasycznych Judasów z Halfordem, co nie znaczy, że nie polecam "Demolition". Mi się podobało.

 

Tim Ripper Owens (wokal), Ian Hill (bass), Glenn Tipton i Ken Downing (gitary), Scott Travis (perkusja)

 Ocena: 8+/10

 

Faust