IRON MAIDEN
"Iron Maiden"


Hmmm... ciężko jest pisać o debiutach. A to dlatego, że te płyty sa niezwykłym momentem, momentem ziszczenia marzeń. Tak też stało się w przypadku Ironów. Ich pierwsza płyta to naprawdę interesujaca pozycja. Na tej płycie można usłyszeć też, że Maideni jeszcze niewiedzieli, co chca grać. Dlatego słychać tu też fascynację Punkiem, którego goracym zwoennkiem był ówczesny frontman Dzewicy Paul Di' Anno.

Ale po kolei. Pierwszy kawałek to Prowler. Powiem(a własciwie napiszę :) tylko tyle: KAPITALNY Kawałek. Szybki i bezbolesny ;) Wyraźny bas, dobre bębny. O gitarach awet nie wspomnę. Następnie mamy do czynienia z Remember Tomorrow. Robi się spokojniej... Kompozycja jest bardzo ciekawa. Z poczatku wolno, potem coraz szybciej, aż się ciepło na sercu robi. Running Free czy trzeba cos dodawać??? ...Kawałek ten to naprawdę cos doskonałego. Niech za potwierdzenie posłuży fakt, że ten utwór jest cały czas koncertowym killerem. Phantom Of The Opera to przedsmak pózniejszych epickich utworów Ironów. Po raz kolejny nie mogę napisać nic innego: MIODZIO. Instrumetalna Transylvania to kawałek bardzo dynamiczny i urozmaicony. Po chwlil bez wokalu czas na (moim zdaniem) najsłabszy kawałek na płycie, czyli Strange World. W sumie nie wiem czemu, ale jakos blado wypada w porównaniu z innymi kawałkami na płytce. Sanctuary to żelazny kawałek kocertowy. I szczerze przyznam, że lepiej słuchać go w wersji 'live'. Charlotte The Harlot to kawałek przeciętny (jak na Ironów). I do tego zdawkowego opisu się ogranicza. Koniec płyty to Mega - Giga kawałek - Iron Maiden. Poraz kolejny rzecz kultowa i do tego niezwykle prosta Tu jednak leży siła tego utworu.

Tak oto kończy się uczta z debiutem Żelaznej Dziewicy. Uczta bardzo smakowita i sycąca jak diabli.

Ocena: 8/10


© TrashTrooper