Iron Maiden - albumy studyjne
Mimo, że na łamach KM tekstów o Iron Maiden było trochę więcej niż mnóstwo, to jednak postanowiłem skrobnąć coś o tej niebanalnej kapeli. Dlaczego? Otóż właśnie od muzyki Harrisa i spółki rozpoczynała się moja i nie tylko przygoda z metalem. Muzyka IM wprowadziła mnie do tego bogatego świata cięższych rytmów i dziś wspominam jak kiedyś zaczynałem od Powerslave`a. Stały bywalec w moim odtwarzaczu...
Chciałbym po kolei opisać pokrótce każdy z albumów Żelaznej Dziewicy. Zaczynamy.
1.Iron Maiden (1980) - choć z początku płyta wydawała mi się taka sobie, to jednak kiedy wsłuchałem się w nią dokładnie, dostrzegłem jej piękno. Świetny debiut. Większość to szybkie rockandrollowe kawałki ("Running Free", "Prowler"), ale także i ballady ("Strange World", "Remember Tomorrow"). Poza kilkoma niedociągnięciami technicznymi, super. 8/10
2.Killers (1981) - niby podobnie jak przy pierwszej płytce, ale jednak słabiej, dużo słabiej. Wyróżniłbym "Wrathchild", "Murders In The Rue Morgue" i może "Killers", reszta słabiutka. 3/10
3.The Number Of The Beast (1982) - no i jest, prawdziwa perełka w dyskografii, niezapomniane utwory-legendy. Któż nie zna "Numerka" czy "Run To The Hills"? Klasyk. Wpadki? Są jak choćby "Gangland" czy "Invaders". 9-/10
4.Piece Of Mind (1983) - jeszcze lepsza płyta, poza "Quest.." nie ma słabiaków. Cóż więcej dodać. Taki np. "The Trooper" do dziś wielokrotnie coverowany, to o czymś świadczy. 9/10
5.Powerslave (1984) - tak myślę, chyba jeszcze lepszy album. Powerslave daje takiego kopa, że trudno się podnieść. "Rime Of..." przepiękny, dwa szybkie kawałki na początek. Tym krążkiem właśnie rozpoczynałem przygodę nie tylko z Ironami, ale w ogóle z metalem. Bo to metalowy klasyk. 9+/10
6.Somewhere In Time (1986) - szczerze mówiąc delikatna zmiana brzmienia (elektronika) nie przypadła mi bardzo
do gustu, ale geniusz Harrisa i spółki - jak najbardziej. To co wciąż mi się podoba - riffy, melodia, kompozycje możemy znaleźć np. w "Wasted Years" albo "Heaven Can Wait". 8/10
7.Seventh Son Of A Seventh Son (1988) - chyba najlepsza płyta Ironów, wyśmienita, wokal, muzyka, klimat. Stworzyć coś takiego to nie lada sztuka. Nie ma słabych utworów. 10/10
8.No Prayer For The Dying (1990) - typowy średniak, są ciekawe kawałki, są też i słabiutkie. Dla mnie album nie ma tego magnesu, może dlatego nie należy do częstych bywalców mojego odtwarzacza. Tylko, że jest tam "Hooks In You" i "Holy Smoke", ponadto "Bring Your...". 8/10
9.Fear Of The Dark (1992) - ok, poza wpadkami (dosłownie dwie), wszystkie kompozycje miażdżą, no i klasyk na koniec. Kolejny album legenda. 9+/10
10.The X-Factor (1995) - nowy wokalista, zmiana klimatów, trochę nostalgii, mroku, ale wciąż Iron Maiden. Te genialne riffy, rozbudowane partie, niebanalne teksty. Iwspaniały melancholijny nastrój. Dzieło jakich mało. 9/10
11.Virtual XI (1998) - druga płyta z Blaze`m na wokalu i niestety porażka. Totalna klapa. Naprawdę słabiutki album. Owszem cieszy "Clansman", nawet "When Two Worlds Collide", ale inne... Jak długo może trwać refren? Powtarzane do złudzenia frazy w "The Angel..." i "Don`t Look To...". Dobrze że za rok wraca Bruce... 4/10
12.Brave New World (2000) - come back jakich mało, z Bruce`m i Adrianem Ironi nagrywają genialny krążek. Wszystko mi się podoba. Ach... żeby ten nowy album był jeszcze lepszy...
10-/10
Podsumowując: przyznałem dwie "10" uważam, że w pełni zasłużone, moim zdaniem najlepszy płytom IM, a także jednym z
najlepszych całego metalu. Oczywiście zdarzały się również wpadki. Mimo wszystko każdy album ma w sobie coś ciekawego...
Faust