Iron Maiden - "Brave New World"

 

I jak tu się zabrać do recenzowania czegoś, co jest arcydziełem? Takim niewątpliwie jest najnowszy dotąd studyjny album Maiden - "Brave New World". Już okładka zdradza nam nową tendencję muzyczną. Mimo, iż muzyka Brytyjczyków uspokaja się, pojawia się więcej momentów lirycznych w utworach, teksty są bardziej refleksyjne (czego alegorią jest spokojne miasteczko), to jednak duch Żelaznej Dziewicy pozostaje (twarz Eddiego). Na szczęście IM nie sprzedało się, nie dało ponieść się fali (jak np. Metallica). No i oto jest tego owoc. Czysty wykrystalizowany po latach heavy-metal. "Brave New World" to kunsztowny wyrób uznanej od lat marki, która trwa w swoim fachu niewzruszenie.
Ironi wyrośli już z piosenek taktujących o prostytutkach czy wypadach na disco ("22 Acacia...", "Running Free"). Każdy utwór na BTW to osobne arcydzieło. Teksty poruszają ważne tematy, sięgające sfery ludzkich uczuć ("The thin Line Between Love & Hate"), czy takowych postaw społecznych ("The Wicker Man"). Na krążku przeważają długie utwory, każdy ma niezwykłą kompozycję, do tego jest bardzo melodyczny; czuć w nich głębię przekazu. 
Trzy gitary w kapeli to był strzał w 10. Daje to wspaniały efekt w postaci długich i rozbudowanych partii instrumentalnych.
Wokal jest po prostu boski! Mimo, iż Bruce śpiewa ciszej i już nie "piszczy" tak jak na np. Powerslave`ie to jednak jest nadal nie zastąpiony. A ta modulacja głosu w "The Nomad". Dickinson potrafi wykorzystać swoje atuty (ponoć kiedyś rozbił swym krzykiem szklaną kulę!).
Do dzisiaj, gdy słucham "Blood Brothers" przechodzą po mnie ciary, wzruszam się niemal do łez przy wspomnianym "Nomadzie" i "The Thin Line...".
Album polecam każdemu kto kocha muzykę z głębią, tworzoną przez sześciu cholernie utalentowanych gości. Nie zawiedzie się. Amen.

PS: Jedyną przywarą albumu jest spieprzenie drugiej części "THe Thin Line...", ale cóż, nie ma ludzie doskonałych...

Ocena: 10-/10

 

Faust