| Darkthrone - Hate Them |
Heraklit zwykł mawiać, że świat to zmienność nieustanna. To powiedzenie czasem nijak się ma do rzeczywistej sytuacji; rzekłbym nawet, że w pewnych określonych wypadkach okazuje się tylko pustymi i pozbawionymi sensu słowami. Powszechnie wiadomym jest, że nawet najbardziej konserwatywnej grupie potrzebne jest na przestrzeni lat trochę progresji. Nie mówię tutaj o jakiś drastycznych i powodujących polemiki odnośnie „prawdziwości” danego zespołu zmianach, ale o naturalnym dążeniu chyba większości artystów, aby ich muzykę uczynić ciekawą dla odbiorcy. Wychodzi jednak na to, że mówiąc o Darkthrone nie mamy do czynienia z artystami, a z rzemieślnikami, którzy produkują po prostu swój towar bez żadnego większego zaangażowania, a co za tym idzie – towar ów nie jest już tak przedniej jakości jak wytwór artysty.
Nawet najsmaczniejsze danie przyrządzone w ten sam sposób i podawane przez długi okres czasu wzbudzać będzie już tylko przesyt i chęć sięgnięcia po coś innego, mniej przewidywalnego. Tak jest także z „Hate Them”, najnowszym produktem (wydaje mi się, że jest to najbardziej adekwatne określenie) Darkthrone. Już po pierwszym przesłuchaniu można odstawić ten album na półkę i, odnotowując tylko w pamięci sam fakt istnienia płyty, zacząć słuchać czegoś ciekawszego i mniej nudnego. Tak tak – ta płyta jest najzwyczajniej w świecie nudna! Black metal jest gatunkiem wymagającym, często zdarzają się wydawnictwa, których nie sposób ogarnąć podczas jednego, dwóch, a nawet trzech słuchań. Tymczasem nowy Darkthrone właściwie znamy już od podszewki jeszcze zanim krążek wyląduje w odtwarzaczu. Nie m tu ani jednego zaskakującego momentu, ani krztyny nowatorstwa, najmniejszego nawet elementu, który mógłby potencjalnego słuchacza, zaznajomionego już z twórczością tego zespołu zainteresować czy wzbudzić jakieś większe ożywienie. Norwegowie odgrzali nam danie, które przyrządzają już od parunastu lat i nie oszukujmy się – smakuje to wyjątkowo podle. Oczywiście błędem byłoby oczekiwać od tego właśnie zespołu jakiegoś szczególnego nowatorstwa, wszak Nocturno Culto i Fenriz od lat znani są ze swojego konserwatywnego podejścia do muzyki. Sądzę jednak, że dla Darkthrone nadszedł już czas na emeryturę. Nie widzę sensu po prostu wypuszczania, co parę lat bliźniaczo podobnych albumów. Proceder ten zbliża Norwegów do producentów południowoamerykańskich telenowel, trzaskających tysiące identycznych opowiastek, a nie do prawdziwych muzyków, których celem jeszcze przede wszystkim muzyczny rozwój, także w ramach jednego gatunku, w którym się poruszają.
Prawe mówiąc nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz byłem tak znudzony jakimkolwiek albumem. Darkthrone to w pewnych kręgach zespół kultowy; dla mnie taki średniak, który przez lata swego istnienia nagrywa w kółko tą samą płytę, co potwierdził tylko wydając „Hate Them”. Nie wiem jak wy, ale ja od muzyki wymagam czegoś więcej niż ciągłego kopiowania samego siebie, jakby w godnym pożałowania odruchu uwielbienia swojej osoby i megalomanii. Choć z drugiej strony nie ma się co oszukiwać – Darkthrone nigdy nie był jakimś wybitnym zespołem. Muzycznie raczej średni i nijaki, ideologicznie – jak najbardziej zaangażowany. Stwierdzić jednak muszę, że nawet dla osobników, którym serce rośnie, kiedy w przepastnych otchłaniach Internetu znajdą kolejne ploteczki, co też wyprawiał za życia Euronymous, „Hate Them” także nie zaoferuje nic ciekawego. Do pewnego momentu ta wtórność mogła być ciekawa, ale ile można? Mógłbym długo jeszcze pisać w tej recenzji banały o tym, że kto się nie rozwija, ten się cofa, ale po co? Dość powiedzieć, że Darkthrone nagrał nowy album, że nazywa się to „Hate Them” i…odstawić na półkę. Nic więcej pisać nie trzeba. Nudno, wtórnie, banalnie – tyle na ten temat.
Ocena - 5/10
Shagrath
shagrath@go2.pl
http://cof.rockmetal.art.pl
GG: 1854873