Długo, cholernie długo czekałem aby napisać ten tekst. Byłem bardzo, ale to bardzo cierpliwy. Wiedziałem, że ich nowy album ukaże się lada dzień i wtedy będę mógł napisać wszystko za jednym zamachem. Byłem bardzo, ale to bardzo cierpliwy... ale nie wytrzymałem ;). Postanowiłem napisać ten art zanim "14 Shades Of Grey" wpadnie w moje łapki, resztę dopisując później. Tak chyba będzie lepiej. Tak więc "poloneza czas zacząć":

1. Mianem wstępu:

W KM'ie przedstawiono już wiele świetnych (i wiele kiczowatych :P) zespołów, ale jak dotąd nikt (przynajmniej do chwili w której piszę te słowa) nie odważył się skrobnąć czegoś na temat świetnej grupki, jaką niewątpliwie jest
STAIND. Czas przerwać to milczenie i zaszpanować wiedzą na temat tego zespołu ;). Formacja ta gra muzykę, którą można sklasyfikować jako "hard rock" (z tym że jest to najmroczniejsza odmiana rocka jaką dane mi było usłyszeć). Mój kolega nazywa takie zjawisko "muzyką depresyjną" - i w pełni się z nim zgadzam;). Na płytach tej grupy nie znajdziecie bowiem zbyt wielu kawałków radosnych, ba, nie znajdziecie ich tam wcale! Już same tytuły albumów ("Tormented", "14 Shades Of Grey", "Break The Cycle") sugerują, że trzeba się nastawić na ponury klimat i głębokie teksty.

2. Trochę historii:

Korzenie grupy sięgają Bożego Narodzenia '94 - wtedy to właśnie w Springfield spotkały się dwa najważniejsze człony zespołu -
Arron Lewis (wokalista) oraz Mike Mushok (gitarzysta). W wyniku ich konwersacji powstała formacja o dźwięcznym tytule - STAIND. Do Arrona i Mike'a dołączył perkusista (Jon Wysocki) oraz basista (nie pamiętam nazwiska), którego wkrótce zastąpił obecny "szarpidrut";) - Johnny April. W takim oto składzie zadebiutowali w lutym 1995 roku.

Po półtora rocznej grze chłopaki ze STAIND wydali wreszcie swój własny CD.
"Tormented" (bo tak zwało się owo cudo) ukazało się w październiku 1996r. Wydane za ich własną kasę było dostępne tylko dla nielicznych szczęściarzy z USA. W ciągu dwóch lat rozeszło się w około 4 tyś. egzemplarzy (że co? że mało? że britni tygodniowo sprzedaje więcej? i dobrze! niech sobie sprzedaje! ich przynajmniej nie sięgła jeszcze komercha). Chłopaki ze STAIND robili to co chcieli (i umieli) robić, a to że sprzedali tyle "sidików" było dla nich wielkim sukcesem.

Bardzo ważnym dla zespołu wydarzeniem był koncert w październiku '97, na który zaprosili ich kumple z
Sugarmilk. Mieli oni (STAIND oraz Sugarmilk) zagrać razem z Limp Bizkit. Niecałe pół godziny przed występem do naszych bohaterów podszedł niejaki Fred Durst w swej dłoni dzierżąc ich pierwszy (i jak na razie jedyny) album. Rozpoczęła się dość zaciekła wymiana zdań, której powodem była okładka "Tormented" (ukrzyżowana lalka barbie, dużo krwi itp.). Fred lekko się wkurzył, albo raczej lekko mówiąc "wkurzył się";), zaczął wyzywać ich od satanistów (ech, skąd ja to znam?:)), rzucił ich płytką "w pizdu" i ryknął coś że nie chce mieć z nimi nic wspólnego (znienawidził ich zanim cokolwiek zagrali). Jednak los bywa okrutny;))). Chłopcy mimo wszystko wyszli na scenę i dali niezły pokaz. Podobno do dziś Fred nie skompletował swej szczęki, która z wielkim hukiem uderzyła o ziemię gdy usłyszał jak grają. Po koncercie wszyscy się pogodzili i wymienili numery telefonów.
Fred pomógł także Arronowi doszlifować jego niezrównany wokal. Pomimo iż Fred Durst (jak i cały Limp Bizkit) śmierdzi mi komerchą to jednak szanuję tego gościa (gości) za to że dał im szansę zaistnienia.

Od spotkania z Fredem wszystko poszło z górki. Fred załatwił im spotkanie z prezesem Flip Records - Jordanem Schur'em. Chłopcy nagrali tam m.in. "Suffocate", "A Flat" i jeden akustyczny numer "Black Rain". W lutym 1998 podpisali kontrakt i stali się częścią Flip/Electra Records.
W lipcu '98 zaczęli ostre prace nad nowym albumem. Udało im się przekonać Terrego Date'a (The Deftones, Pantera, Soundgarden, White Zombie) aby został producentem ich nowego dzieła. Tak narodziło się
"Dysfuncion", czyli pierwszy oficjalny album STAIND'a. Wydany został w kwietniu 1999 roku i szybko osiągnął status platynowej płyty - sprzedano grubo ponad 1 mln egzemplarzy.

Później zaczęły się trasy koncertowe. Podczas tych tras mieli okazję zagrać z takimi sławami jak:
Kid Rock, KoRn, Limp Bizkit (znowu:)), Monster Magnet czy Sevendust.

Kolejnym wspaniałym dzieckiem chłopaków z STAIND był album
"Break The Cycle", który ukazał się 22 maja 2001 roku. Produkcji podjął się Josh Abraham a "zmixowania" Andy Wallace. Ten album był jeszcze mroczniejszy niż poprzedni. Obfitował w ciężkie kawałki (np. "Can't Believe", "For You", "Pressure"), jak i też w przepiękne ballady ("Epiphany", "It's Been Ahwile", "Outside"). Tym razem teksty były znacznie głębsze, głos Arrona wyraźniejszy, a mocne gitarowe riffy dodawały odpowiedniego klimatu. Nic dziwnego, że album przyniósł wielki sukces. Sprzedano blisko 7 mln egzemplarzy.

Przed oraz po wydaniu "Break The Cycle" STAIND występował na amerykańskich "tourne" Family Values grając wraz z
Linkin Park, Static-X, Stone Temple Pilots i wielu innymi.

Poza tym Arron Lewis często występował gościnnie wraz z innymi zespołami. Godnym polecenia jest "Krwlng" z płyty "Reanimation" Linkin Park'ów. Niezrównany głos Arrona ścierający się ze świetnym wokalem Chestera Benningtona - bomba! Z tych ciekawszych wymienię jeszcze kilka numerów: "Follow" - Sevendust & Arron Lewis, "Send In The Clowns" - Cold & Arron L., "Bleed" - Scooter (???) & Arron L. (tego nie słyszałem - może być ciekawe:P), "Bring The Noise" - STAIND & Limp Bizkit, "What's going on" - Artists Against AIDS (Tu śpiewa baaaaardzo dużo artystów z różnych gatunków muzycznych {od rocka po hip-hop}), i wiele wiele innych.

W 2002 roku ukazał się ich "MTV Unplugged DVD"

Kolejny ich album to "14 Shades Of Grey", który ma się ukazać już 20 maja. Producentem ma być ponownie Josh Abraham a miksował będzie Andy Wallace. "Aż drżę z niecierpliwości". (Jak powiedział Geralt do Vilgerfoltza;)).

Uff. Aż mnie ręce zabolały. Ale "life is brutal..." - jedziemy dalej :)

3. Skład:

Arron Lewis (drugi od lewej) - wokalista - Bezsprzecznie najmocniejsza część zespołu, jego niezwykły wokal dodaje klimatu utworom. Na świat przyszedł 13 kwietnia 1972 roku. Dorastał w Vermont, w stanie Maine. Od 6 lat żonaty z Vanessą. Ma małą córkę o imieniu Zoe Jane (fajne imię dla dziewczyny, czyż nie?;)). Arron świetnie śpiewa ballady, przygrywając sobie gitarą akustyczną, co pokazał m.in. przy "Excess Baggage"(album "Dysfunction"), "Epiphany" i "Outside"(album "Break The Cycle"). Przez niektórych uważany jest za następcę Kurta Cobaina (pokój jego duszy). Szkoda, że nie mogą zaśpiewać w duecie :(.

Mike Mushok (pierwszy od prawej) - gitarzysta -
urodzony 10 kwietnia 1969 roku w Manhasset, w stanie New York; dorastał w Ludlow (Maine). Ogłoszony Najlepszym Nowym Talentem Roku przez czytelników magazynu Guitar World.

Johnny "Old School" April (drugi od prawej) - basista -
urodził się 27 marca 1966 roku w Enfield. Najstarszy członek zespołu, ale ma w nim najkrótszy staż.

Jon Wysocki (pierwszy od lewej) - perkusista - przyszedł na ten ziemski padół 17 stycznia 1969 roku w Northampton, a wychował się w Westfield w stanie Maine. Sądząc po nazwisku ma polskie korzenie (ale nie jestem tego pewny).

4. Ich muzyka:

Chłopcy ze STAIND grają muzykę, którą można by opisać jako mroczny "hard rock". Ciężkie gitarowe brzmienia połączone ze świetnymi, głębokimi tekstami oraz, nadającym dramatyzm utworom, wokalem Arrona dają mieszankę wybuchową. Ich utwory świetne są gdy chcemy się bardziej zdołować (sprawdzone:)), ale niejednokrotnie z owego "dołka" nas wyciągają (też sprawdzone). A o czym śpiewają? O wielu rzeczach: począwszy od problemów globalnych, poprzez uczucia (miłość, nienawiść, strach), a skończywszy na demonach prześladujących nasze ciała i dusze.
"I'll never run out of unhappy things to sing about," mówi Arron Lewis. "How can you look at the world today and not wonder about what's going on? How can everyone be so okay with it?"
Każdy z ich utworów ma jakiś przekaz i niejednokrotnie dzięki ich tekstom znajdowałem wyjście z sytuacji, które wydawały się krytyczne. Niezbyt wielka popularność (w porównaniu z np.
Linkin Park czy Limp Bizkit) tej grupy tkwi najprawdopodobniej w mrocznym charakterze ich płyt. Jak do tej pory najmroczniejszy (i najlepszy) był album "Break The Cycle" i mam nadzieję, że STAIND nie sprzeda się i następna płyta będzie utrzymywać takie klimaty.

5. Staind a nu-metal

Po wydaniu albumów "Tormented" i "Dysfunction" STAIND wrzucany był do jednego worka z zespołami nu-metalowymi. Tak naprawdę jednak jedyne co łączyło ich z ową muzyką to Fred Durst oraz niektóre zespoły, z którymi występowali. Kolejna płyta była już inna niż poprzednie:
"I like the fact that we have the ability to play real hard songs and also to play songs that are soft and pretty," mówi Mike Mushok. "I'm not talking about our first record--I think we got a little wrapped up in trying to play the heaviest music we could, because of all the bands we were playing with at the time. But we realized quickly that, with Aaron, we have a great vocalist with a great sense of melody. We need to utilize all the tools in our tool box, and that's a big one."
Dopiero po wydaniu "Break The Cycle" zauważono fakt, że STAIND ma z nu-metalem tyle wspólnego co "picie w Szczawnicy" ze "szczaniem w piwnicy". Wreszcie dostrzeżono czysto rockowy charakter grupy i zaczęto na nią spoglądać spod takiego właśnie kąta.

5. Mianem zakończenia:

STAIND jest z pewnością bardzo ciekawym zespołem, który ma szansę na utrzymanie się na scenie muzycznej. Najbardziej jednak boję się tego, że STAIND za sprawą słynnego Freda Dursta może stać się kolejnym zespołem typowo komercyjnym. Jak na razie chłopaki mają coś do przekazania słuchaczom i tworzą z pasją, którą da się odczuć w każdym ich utworze.
W tym miejscu warto by przytoczyć kilka słów Arrona...:

"I've already gone farther than I ever imagined. I'm just enjoying the ride. We're all about making music. That's why we chose to do this, because we love music, not for the chicks and to live the life of a rock star. It's not as fucking glamorous as everybody thinks. You're always on the go, always tired, always rushing to do nothing. The thing that makes it all worthwhile is the time we get to spend on stage. And I'm looking forward to it all."
... i Mike'a:
"I can't tell you how important playing in this band is to me. I need them to do what I do, and I'm fortunate that we're all together. No matter what happens, I'll always be proud of what we've created."

A teraz krótko i zwięźle:
Plusy:
+ świetny wokal Arrona
+ niezgorsze gitary, basy i perkusja
+ mroczne klimaty
+ świetne teksty

Minusy:
- brak solówek
- nie dla wszystkich (kurde, to powinno być przy plusach:))
- czasami słuchając tych najbardziej dołujących kawałków człowiek ma ochotę się pociąć (ale to wada nie tyle zespołu, co tego p****go świata)

Aha, zapomniałem wspomnieć komu polecić ich twórczość.
Tak więc, jeżeli jesteś zagorzałym fanem
Limp Bizkit, Crazy Town, Nickelback i podobnych, to............DAJ SOBIE SPOKÓJ!!! TO NIE JEST MUZA DLA CIEBIE!!!

Natomiast, jeżeli lubisz mroczne klimaty, świetne liryki i hard rock to spróbuj, może ci się spodobać (fanom NIRVANY i Kurta Cobaina też polecam).

Dopisek: Pisałem powyższy tekst przed premierą "14 Sades Of Grey", a teraz jestem już po przesłuchaniu owej płyty. Najnowszy album odszedł trochę od mrocznych klimatów (choć bardzo nieznacznie), ale płyta prezentuje podobny poziom jak przy "Break The Cycle". Mój stosunek do zespołu pozostaje więc niezmienny.
Recenzja "14 Shades Of Grey" powinna być w tym numerze (no chyba że HEX zawali:))
BTW: Widzieliście występ Staind'a na jubileuszowym koncercie Metallici? Powiem tylko, że zagrali akustyczną wersję "Nothing Else Matters".

PS. Jeżeli przeczytałeś ten art w całości to dziękuję, jesteś naprawdę wielki/a...
...albo jesteś fanem/fanką STAIND (tak czy inaczej - jesteś wielki/a)
...albo jesteś HEX2000 ;) (też jesteś wielki:))) - swoją drogą, jak to się odmienia???
...albo nie miałeś co zrobić z czasem (pozazdroszczę).
PS2. Dane pochodzą w dużej mierze ze stron
Staind.com, oraz Staindsouls.com. (polecam zwłaszcza tę drugą - znajdziecie tam dosłownie wszystko co z tą grupą jest związane)
PS3. Jeżeli coś pochrzaniłem przy datach / wydarzeniach / nazwach to przepraszam.
PS4. Przepraszam za te wszystkie nawiasy ;).
PS5. Nie wiem jaki poziom prezentowało "Tormented" - jeżeli ktoś ma dostęp do tego albumu (tudzież plakatów STAIND i innych ustrojstw) to bardzo proszę o kontakt.
PS6. W klawiaturę uderzałem w rytm "Dysfunction", "Break The Cycle" (no i trochę "14 Shades Of Grey").
PS7. Kolory dodałem aby wyróżnić rzeczy, które na to zasługiwały, oraz aby łatwiej się czytało.
PS8. Zgadnijcie dlaczego zaznaczyłem
Freda Dursta na czerwono :))(ten kto nie wie to chyba nie widział go w jego standardowym_nakryciu_głowy). Napisałem wcześniej, że go szanuję, ale to było zanim zobaczyłem MTV Icon - Metallica.
PS9. Dobra, kończę już bo słońce zaczyna wschodzić i czas na małą drzemkę;))

Jeżeli uważasz, że o czymś zapomniałem to pisz na mój adres.

Aha, jeszcze jedna sprawa - dzięki ci HEX2000 za zamieszczenie tego tasiemca- o ile go zamieściłeś (mam nadzieję że nie wywaliłeś załączonych obrazków - wiesz, moja piła łańcuchowa tylko czeka aby ją odpalić i zbroczyć twą krwią;)))

A zanudzał was na śmierć:


Kulturny << kulturny@interia.pl >>