Big Dumb Face: "DUKE LION FIGHTS THE TERROR!!"
Całkiem niedawno robiłem zakupy w jednym ze sklepów internetowych. Przeglądając ofertę, trafiłem na promocję płyty ww. zespołu. Postanowiłem ją zamówić. Paczka po pewnym czasie przyszła do domu, i wtedy nastąpiło pierwsze zaskoczenie. Najważniejszym gościem w tej kapeli jest nie kto inny, tylko Wes Borland, były gitarzysta Shit-Bizkit. Hmm, ciekawe, co też jest na tej płytce. Pierwsza piosenka jest nawet całkiem niezła. Mocne gitarowe brzmienie, ciekawy głos Borlanda dopełnia reszty. Jest to dla mnie jeden z najciekawszych utworów na tym albumie. Przeżyłem mocne zaskoczenie, słuchając następnego utworu. Panie i panowie, toż to jest jakieś country! W dodatku ten text. Mimo, że ogólnie mogłaby być bardzo ciekawa, to cały efekt psuje powtarzająca się w każdym, czterolinijkowym wersie, fraza: "Duke Lion". Shit. Kolejny utwór nosi tytuł "Kali is the Sweethog". Jak się zapewne część z Was już domyśliła, dotyczy on indyjskiej bogini. Całkiem mi się on podoba, już od początku jesteśmy raczeni niezłym, dziecięcym głosikiem, w końcowej fazie trochę (niezbyt) mocniejszego grania na gitarze. Jeeee! Blood Red Head On Fire. Super początek. Głośno, nie wiadomo, co się dzieje. Muzyka jest niczego sobie, zespół gra szybko, by w czasie refrenu nieco zwolnić. Wes ryczy do mikrofonu. Piąty utwór i kolejne rozczarowanie. Space Adventure to utwór z dziecięcym wokalem. Opowiada o poszukiwaniu przyjaciół w kosmosie. Niezbyt urozmaicona, monotonna linia melodyczna. Zdawało mi się, że wreszcie nastąpi jakieś mocniejsze uderzenie, ale nieco rozcarowałem się, słuchając Fightin' Stance. Jest to kawałek, w którym prawie cały czas śpiewają całkiem to samo, po raz kolejny monotonia. Jezusicku, jeszcze to klapanie czy klaskanie w tle. I tak doszedłem do mojego ulubionego (na bezrybiu i rak ryba) Organ Splitter. Muzyka po prostu wymiata, text wzbogacony o wyśmiewanie się z gustów muzycznych Brytyjczyków. Bardzo spodobał mi się pomysł z wstawkami granymi na hmm, wiecie czym, możecie kupić to na każdym straganie pod Gubałówką, służy to do takiego klapania. W sumie, niezły pomysł. Lepiej przemilczeć Mighty Penis Laser, bo nie wnosi on nic ciekawego do ubogiej płyty. Robot to króciutki utwór, w którym znajdziemy nawiązanie do filmu "Short Dicks". Kolejna piosenka całkiem mi się spodobała. Mimo wieśniackich głosów i muzyki wprost jak z programu muzycznego dla dzieci. Chodzi o tekst: "you can't walk the walk, but you spoke the speak, you say you're a badass, but i still think you're weak". Zwróćcie uwagę na początek, kiedy jest gra na butelkach. It's Right in Here dopełnia rozczarowania. Piosenka trwa 19:43, z czego sam utwór cuś koło trzy i pół minuty, bo reszta to krzyki, gra na garnkach, czy klawiaturze Casio.
Ocena: 5/10 (4 za muzykę plus 1 za fajne rysunki w książeczce)
backsider (mejlujta: backsider@o2.pl)