Opeth


OBECNY SKŁAD :
DAWNI MUZYCY :
WYTWÓRNIA - Music for Nations
STRONA OFICJALNA - www.opeth.com
DYSKOGRAFIA :

Historia Opeth'a przedstawiona przez Mikael'a Akerfeldt'a

Fundamentem Opeth był zespół Eruption, który tworzyliśmy razem z Anders'em. Znaliśmy się od piątego roku życia, dlatego też byliśmy, i nadal jesteśmy, najlepszymi przyjaciółmi. W wieku osiemnastu lat moje zainteresowania skłaniały się bardziej ku sportowi niż ku muzyce. To samo było z Anders'em. Lecz mój dobry muzyczny gust rozwinął się już gdy miałem osiem lat. Wtedy kupiłem moje pierwsze nagranie, był to metalowy album "The number of the Beast" Iron Maiden. Wtedy zrozumiałem, że pisane jest mi skończyć w jakimś metalowym zespole. W 1986 nabyłem moją pierwszą gitarę elektryczną i od razu zacząłem próbować grać "Smoke on the Water". Starszy brat Anders'a grał już wcześniej w metalowym zespole jako perkusista, dlatego Anders i ja zaczęliśmy jamować w jego piwnicy w Sörskogen, gdzie wtedy mieszkaliśmy. Pod koniec 1987 wymyśliliśmy nazwę Eruption. Na początku graliśmy death metalowe covery takich zespołów jak Bathory, Death i innych, których muzyka była wystarczająco prosta, abyśmy mogli jej sprostać. W 1988 osiągnęliśmy pełny 4- osobowy skład. Ja jako wokalista i gitarzysta, Anders na perkusji, Nick Döring na gitarze i gość o imieniu Jocke Horney na basie (chociaż nie miał pojęcia jak się na tym gra). Został jednak wkrótce zastąpiony przez faceta, który coś umiał, mianowicie Stephen'a Claesberg'a. Eruption trzymał się mocno przez parę lat... 1987 - 1990. Nigdy nic nie nagraliśmy, żadnych dem, nic, nawet nie daliśmy żadnych koncertów. Oto niektóre z tytułów naszych ówczesnych kawałków: "Abandon Life" (mój pierwszy utwór), "Walls of Dwell", "Obedient Souls", "Condemned to Hell", "Procreation of Maledictions", "Sarcastic reign". Oprócz tych, mieliśmy jeszcze szereg innych i często cover'owalismy zespoły takie jak Misfits, Black Sabbath i inne trash/death-owe sławy. Pod koniec naszej krótkiej kariery mieliśmy 3-osobowy skład, a dostanie się do miejsca, w którym odbywały się nasze próby było dość uciążliwe - musieliśmy taszczyć cały nasz sprzęt długą drogą przez mały las, a wszystko po to, bo po drugiej stronie tego lasu była nasza sala prób z całym tym pieprzonym sprzętem, którego właścicielem był Szwed Ebba Grön.

Spotkałem kiedyś David'a Isberg'a, mniej więcej wtedy co grałem w Eruption. Interesował się ekstremalną muzyką. Przyciągnął moją uwagę, gdy pożyczył mi demówkę Mefisto zatytułowaną "The Puzzle". Byłem pełen podziwu i... respektu ! Mieli wspaniałe solówki, srogie wokale, akustyczne gitary, wszystko ! Myślałem, że byli o głowę lepsi niż goście z Death, których miałem większość nagrań. Razem z Morbid Angel, Death, Bathory i Voivod, Mefisto wywarli wielki wpływ na moje przyszłe kompozycje. W tym właśnie czasie Eruption przestał istnieć, a narodził się Opeth. A było to tak: David tworzył zespół razem z jakimiś kolesiami z Täby. Nazwa została zaczerpnięta z książki autorstwa Wilbur'a Smith'a i była oryginalnie wymawiana Opet, bez końcowego "h". Znaczenie tego słowa była dla mnie obce do czasu, gdy sam nie dostałem książki do ręki i nie dowiedziałem się, że Opeth to miasto na Księżycu. Eruption już nie było i chciałem znaleźć się w jakimś innym zespole. David pokazał mi wcześniej logo Opeth, to stare z odwróconym krzyżem, i byłem naprawdę pod wrażeniem, dlatego uświadomiłem sobie, że znalazłem coś co mnie interesuje w tym zespole. Któregoś dnia David wyszedł z propozycją czy nie zechciałbym zostać basistą w jego grupie. Pomyślałem, że mógłbym spróbować, dlatego pewnego wieczoru poszliśmy do ich lokalu, w którym grywali w Täby. Sytuacja była taka, że pozostali członkowie zespołu nie wiedzieli, że mam zamiar przyjść do nich, a tym bardziej nie chcieli wykopać swojego dotychczasowego basisty. Punkt kulminacyjny nastąpił, gdy ten drugi basista się pojawił. To była naprawdę niezręczna sytuacja ! Zaczęli się kłócić między sobą i jeszcze tej samej nocy Opeth był już historią, przynajmniej dla kolesi z Täby. Przemianowali się na "Crowley" i wydali okropną demówkę zatytułowaną "The Gate" w 1991 roku. Jednakże ja i David chcieliśmy coś z tym razem zrobić. "Zreformowaliśmy" Opeth jako 2-osobowy zespół. Pamiętam, że mówiliśmy o naszej grupie jako o najbardziej diabelskim zespole na świecie !! W tym czasie byłem nieco zainteresowany okultyzmem, jednakże to nie było nic poważnego. Lubiłem zakręcone, czarne i złowieszcze riff'y. Teksty, jakie pisaliśmy razem z David'em miały nawet charakter satanistyczny ! Pierwsze dwa utwory, które napisaliśmy to "Requiem of Lost Souls" i "Mystique of the Baphomet" (później "Mark of the Damned" i jeszcze poźniej "Forest of October"). Chieliśmy koniecznie skompletować skład. Anders dołączył do nas jako perkusista, zaproponowaliśmy również Nick'owi pozycjć basisty. Drugim gitarzystą został Andreas Dimeo. Po niedługim upływie czasu David załatwił nam występ na death metalowym show w Sztokholmie. Nasze próby odbywały się w szkole podstawowej na sprzęcie z lat 60. występ miał miejsce w lutym 1991, oprócz nas byli tam jeszcze: Therion, Excruciate i Authorise. Przećwiczyliśmy trzy utwory, z których dwa graliśmy na występie. Prawdopodobnie był to najgorszy koncert jaki można sobie wyobrazić. Byliśmy wszyscy tak cholernie zdenerwowani, że chcieliśmy odwołać cały ten show i po prostu wrócić do domu. W niedługim czasie David załatwił nam kolejny występ w Gothenbourg. Po ostatnim show Nick i Andreas opuścili zespół z powodów oczywistych. Skontaktowaliśmy się z dwoma facetami, którzy grali w metalowym zespole Crimson Cat i zapytaliśmy czy nie mogliby nam pomóc podczas koncertu. Jednym z nich był Kim Pettersson, a drugim Johan DeFarfalla. Byli zadowoleni, sądząc że granie death metalu będzie najprostszą rzeczą na świecie. Mówić wam, mieli poważne problemy ucząc się naszych kawałków. występ był świetny ! Pozostałe grające zespoły były to: At the Gates (dopiero zaczynali...), Therion, Desecrator, Megaslaughter i Sarcazm. Poszło nam całkiem nieźle, a jak już było po wszystkim, zostaliśmy u Adriana (ATG). Johan zaraz wrócił do Sztokholmu do swojej dziewczyny i tyle go widzieliśmy w Opeth, przynajmniej na razie. Kim został z nami jeszcze na czas kolejnego występu, a graliśmy na nim razem z Asphyx i Desultory, końcem 1991 roku. 

Napisałem wtedy utwór zatytułowany "Poise Into Celeano", który okazał się inny niż pozostałe. Bez ciężkich dźwięków, bez potężnie doomowych riff'ów, za to z elementami akustycznymi i podwójną stopą. Niektóre części tego utworu znalazły się w "Advent" na drugim albumie. Ale wracając do spraw zespołu, na tym trzecim koncercie potrzebowaliśmy basisty. Poznałem wcześniej Peter'a przez moją dziewczynę, która była dobrą przyjaciółką jego dziewczyny, wiecie jak to jest ! Był oryginalnym gitarzystą, ale jego zespół "Sylt I Krysset" był raczej zespołem na jaja, a on chciał zrobić coś na poważnie. Dlatego też przyjął naszą propozycję. Koncert, sam w sobie, był naprawdę niezły. Niedługo po tym, Kim opuścił zespół, więc Peter został drugim gitarzystą w Opeth. W ślady Kim'a poszedł również David i odszedł z grupy. Osobiście uważam, że było to dobre dla band'u, bo nie interesował się tym co robimy i naszą muzyką tak jak reszta chłopaków. 

Od czasu gdy śpiewałem w Eruption, stałem się już nowym wokalistą. Razem z Peter'em zaczęliśmy pisać materiał, ponieważ, jak się nam wydawało, odkryliśmy nowy wymiar muzyki i naprawdę oryginalny sposób jej grania. W tym czasie na metalowej scenie nie było praktycznie drugiego takiego zespołu. Wtedy zaczęły powstawać takie utwory jak "Forest of October" i "Black Rose Immortal". Graliśmy w 3-osobowym składzie przez ponad rok, ale w końcu znaleźliśmy basistę Stefan'a Guteklint'a, który grał z nami przez rok. Jednak wykopaliśmy go, kiedy podpisaliśmy kontrakt z Candlelight Records. Nasz pierwszy album Orchid nagraliśmy w 1994 roku z Johanem jako sesyjnym basistą. Został on jednak później członkiem zespołu. Pierwsze wydawnictwo Opeth było mocno spóźnione, dlatego zależało nam na kilku występach. Lee z Candlelight załatwił nam kilka koncertów w Wielkiej Brytanii na wiosnę 1995 roku. Jeden z nich to było dość duże wydarzenie odbywające się w London Astoria. Graliśmy tam razem z Impaled Nazarene, Ved Buens Ende, Hecate Enthroned i kilkoma innymi zespołami. Gdy wróciliśmy do domu, ćwiczyliśmy nowy materiał, jako że zarezerwowaliśmy wcześniej sprzęt nagraniowy na nadchodzącą płytę.

Morningrise został wydany na przełomie marca i kwietnia 1996 roku i dzięki temu wydawnictwu zyskaliśmy wyskoki status wśród ludzi zaangażowanych w metalowej scenie i wśród zespołów na niej grających. Jeszcze przed wydaniem nowego albumu dostaliśmy propozycję zagrania kilku koncertów razem z Morbid Angel i The Blood Divine w Wielkiej Brytanii. Oczywiście nie mogliśmy odmówić, i mimo że moi starzy idole byli nieco aroganccy, dobrze się bawiliśmy grając z nimi ! W związku z tym albumem odbyliśmy również naszą pierwszą trasę koncertową po Europie tym razem wraz z brytyjskimi wampirami Cradle of Filth. To była trasa ze Skandynawii do Hiszpani i Włoch. Szczerze mówiąc, było cholernie cudownie ! 

Powrót do domu był w rzeczywistości nudny. Zauważyliśmy na tej trasie, że Johan nie pasuje do zespołu jako osoba, dlatego postanowiliśmy go wyrzucić. Decyzję tę podjęliśmy razem z Peter'em, bo Anders w tym czasie wyjechał na wakacje do Brazylii. Gdy zadzwonił do mnie stamtąd powiadomiłem go o dymisji Johana oraz o zarezerwowaniu studia Fredman na nagrywanie trzeciego krążka. Ale on miał ciekawsze nowinki: "Przeprowadzam się do Brazylii... Opuszczam zespół". Jeśli mam być szczery, to chciało mi się płakać, w końcu to razem zaczęliśmy cały ten interes. Uświadomiłem sobie, że po tak krótkim czasie, Opeth będzie musiał przestać istnieć. Jednak zmieniłem zdanie, bo nowy materiał był naprawdę świetny ! Rozpoczęliśmy poszukiwanie perkusisty i basisty, i prawie natychmiast skontaktował się z nami Martin Lopez, wielki fan Opeth ! Sprawdziliśmy go i jak się okazało był kompetentnym pałkerem, więc poprowadziliśmy go dalej i sprawdziliśmy jego umiejętności w studiu. Pierwsze nagranie z jego udziałem to "Remember Tomorrow", które zostało nagrane w 1997 roku. Nieco później dołączył do nas basista, Martin Mendez, przyjaciel Lopeza. Nie znaleźliśmy czasu na przesłuchanie go przed rozpoczęciem nagrywania materiału na trzeci album, więc zdecydowałem sam się zająć partiami basowymi. 

My Arms Your Hearse zostało wydane w sudiu Fredman na przełomie sierpnia i września 1997 roku. W grudniu 1997 wróciliśmy do Wielkiej Brytanii z paroma udanymi występami. Jeden z nich graliśmy razem z Cradle of Filth na LA2 w Londynie. to był również okres naszych ostatnich dni z Candlelight Records. Lee Barrett, właściciel wytwórni i nasz dobry przyjaciel, zdecydował się sprzedać interes gościom, którzy rozpoczęli wszystko od nowa. Mieliśmy problemy z pewnymi ludźmi pracującymi tam, więc gdy Lee opuścił firmę nie mieliśmy już żadnego oparcia. A poza tym wywiązaliśmy się z zawartej umowy i nagraliśmy trzy albumy. Po odejściu z Candlelight, negocjowaliśmy z różnymi wytwórniami i w końcu podpisaliśmy kontrakt z Hammy'ym z Peaceville Records będącej częścią Music for Nations. Studio Fredman było zaklepane na połowę marca, ale wszystko opóźniło się o miesiąc z powodu przenosin. Zagraliśmy materiał ze Still Life tylko dwa razy całym zespołem i nie wiedziałem jak to będzie brzmiało w studiu. Był to dość śmiały eksperyment, ale końcowy rezultat był bardzo dobry. To był pierwszy album, na którym grał już nasz nowy basista - Martin Mendez, dlatego jest to szczególny dla niego album. Dla reszty zespołu była to po prosu nudna praca przy mikserach. Ja i pozostali goście zajmowaliśmy czas grając w Resident Evil 2 i sportowe gierki na Playstation. Jeden dzień w studiu Fredman kosztował 3500 Skr, więc nasz bardzo cenny czas spędzaliśmy praktycznie na... niczym !! Planowana data wydania to miał być wrzesień, wczesny październik. Skontaktowaliśmy się z Travis'em Smith'em w sprawie okładki i grafik. Wiedziałem, że się nie wyrobimy na czas, dlatego data wydania została przełożona na 4-tego października, a potem na 18-tego. 

Wraz z moim najlepszym przyjacielem Jonas'em (z Katatonii) pojechałem na wakacje do Anglii. Głównie dla dobrej zabawy, picia piwa, kupowania albumów i takich tam... Planowaliśmy również spotkać się z Hammy'm i Lisą w ich domu w Yorkshire. W końcu zostaliśmy u nich 5 dni. naprawdę świetnie się bawiliśmy, a przy okazji poznałem ludzi, z którymi miałem w przyszłości pracować. Wybraliśmy się też z wizytą do Academy Studios, gdzie My Dying Bride nagrywali nowy album. Spotkaliśmy facetów z zespołu, którzy byli naprawdę wspaniałymi ludźmi, i nawet rozmawialiśmy o wspólnej trasie koncertowej. Teraz byliśmy dwoma zespołami ze stajni Peaceville, z nowymi albumami ukazującymi się w tym samym miesiącu. To jest jeszcze nie potwierdzone, ale ta trasa jest na etapie dopracowywania i prawdopodobnie będzie gotowa w styczniu/lutym 2000. będzie to, o ile dojdzie do skutku, nasza pierwsza większa trasa od 1996, kiedy to promowaliśmy w Europie "Morningrise".

Rok 2000 to dziwny okres w historii Opeth. Nie tylko znowu zmieniliśmy wytwórnię, ale też daliśmy kilka koncertów! Prawie zapomniałem o pisaniu materiału na "Blackwater Park". Miałem jakieś riffy tu i tam i pracowałem ciężko przez parę ostatnich miesięcy przed wejściem do studia. Pojechałem do starych przyjaciół, żeby nagrać jakieś demówki i po prostu odpocząć i poczekać na natchnienie. Kilka miesięcy wcześniej jadłem obiad z jednym z moich muzycznych idoli Steven'em Wilson'em, w Londynie. Rozmawialiśmy o współpracy. Spytałem go czy byłby zainteresowany w produkcji nowego albumu Opeth, i jak się okazało - był! To zmusiło zespół, aby wyjść z nowym materiałem, który był niezły... naprawdę niezły. Gdy posłuchał naszych nagrań, które mu wysłałem, zaakceptował naszą propozycję i przyjechał do Szwecji do studia Fredman na sesje nagraniowe. Weszliśmy tam 10 sierpnia zdając sobie sprawę, że Gothenbourg będzie naszym domem przez następne siedem tygodni albo i dłużej. Wcześniej przećwiczyliśmy materiał tylko 3 razy. Teksty i część muzyki musieliśmy jeszcze napisać - tak właśnie pracujemy obecnie.

Mikael (Dark Tranquility) był na tyle miły, że odstąpił nam swoje mieszkanie. Dotychczas mieszkaliśmy w studiu przez dwa tygodnie, i mówić wam... 4 facetów w małej sypialni, bez prysznica to nie jest ładny widok.

Tym razem było ciężko. Jednak czuję się wspaniale widząc niezły rezultat. To było warte wysiłku. Steven nawet zaśpiewał parę linii wokalnych i zagrał na klawiszach i gitarze. Po powrocie do domu, nie było oczywiście chwili odpoczynku. Z Music For Nations dzwonili, z Peaceville mailowali, a wszyscy siedzieli nam na plecach. Jednak jesteśmy szczęśliwi, podobnie jak wytwórnia, no i oczywiście w pierwszej kolejności - nasi fani. "Blackwater Park" to niepowtarzalne doświadczenie. Tak dla zespołu, jak i dla fanów i każdego interesującego się muzyką. Tak to właśnie odczuwamy...


ps. No i tradycyjnie,,, Przy pisaniu tego textu, a trochę tego jest słuchałem płyty "Decipher" grupy "After Forever" i  krążka "Inquisition Symphony" "Apocalyptiki".
pss. Fani Opeth'a łączcie się !! (i ślijcie maile ;P ) AVE OPETH !!


by Dalamar Nuitari --- www.grimoire.prv.pl