PRZYSZŁOŚĆ METALU

Taaaaaak. Ostatnio naszły mnie pewne refleksje na temat aktualnej kondycji muzyki uwielbianej przez miliony, a przede wszystkim jej przyszłości.

Przyszłóść metalu można rozpatrywać w dwóch kategoriach: społecznej i czysto muzycznej.

Jeśli chodzi o samą muzykę, to na pewno będzie trwała dalsza ewolucja, mieszanie gatunków i eklektyzm. Jednak nie będzie się to odbywało na drodze przepowiadanej przez ludzi słuchających np. Slipknota, Korna itp., tzn. nie przez łączenie metalu z hiphopem czy techno (a propos, zawsze wydawało mi się, że crossover to połączenie punku z metalem, a nie hiphopu z czymkolwiek innym), ale przez mieszanie w obrębie samego metalu, stosowanie np. jazzowych struktur utworów, czy produkowanie danego gatunku w sposób właściwy dla innego. Najlepiej widać to na przykładzie ostatniej płyty Behemotha - muzyka tam zawarta jest zdecydowanie pochodzenia deathowego, ale produkcja sprawia, że nabiera ona blackowego zimna i odhumanizowania. Druga sprawa dotycząca produkcji: nagrania będą czystsze, pozbawione brudu, szumów itp. Wydaje mi się, że w całkowitą niepamięć odejdą czasy, w których na płytach było sporo pomyłek technicznych, a szumy zagłuszały muzykę (a przynajmniej nie wrócą w mniej podziemnej części metalu, ale o tym za chwilę). Będzie też trwała ekspansja i ewolucja tzw. new-metalu (który z prawdziwym metalem ma jednak mało wspólnego). Już teraz zauważam, że robi się z tego całkiem oddzielny (szkoda tylko, że nie pod względem nazewnictwa) rodzaj muzyki. Istnieją zespoły dla bardziej ekstremalnych fanów np. Slipknot (jest ich więcej, ale nazw, niestety, nie pomnę), dla początkujących jest jakiś P.O.D, czy Linkin Park. Zaczyna to przypominać sytuację w prawdziwym metalu, gdzie istnieją gatunki barzdziej i mniej ekstremalne. Mam tylko nadzieję, że jednym z etapów ewolucji tej muzyki będzie zmiana nazwy, by wreszcie ci ludzie przestali się nazywać metalami.

Wspomniałem wyżej o zespołach new-... dla początkujących. I w tym miejscu dochodzę do najsmutniejszej części mojego arta. Otóż, niedługo zabraknie kapeli metalowej, od której można zaczynać przygodę z tą muzyką. Pewnie niektórzy zakrzykną, że jest takich kapel tysiące, ale mi chodzi o zespół: po pierwsze grający nie za ciężko, po drugie (i najważniejsze) - obecny w świadomości dużej masy ludzi, czyli po prostu popularny poza kręgami metalowymi, zespół, który jakiś przeciętny Krzyś w Kubiczkowie Dolnym mógłby zobaczyć na liście 30 Ton i pomyśleć 'łał, to jest fajne, kupię sobie tego płytę', a następnie skoczyć na bazar i zakupić ową płytę u Igora, czy Armena (tak! obecność takich płyt u wspomnianych jegomościów jest oznaką popularności i szansą dla początkujących metali, a przynajmniej tak było za czasów kiedy ja kończyłem podstawówkę, a kończyłem ją klasą ósmą), przeżyć ekstazę słuchając jej po raz pierwszy, a kilka lat później dostawać regularne przesyłki z Paganu. Kiedy ja zaczynałem przygodę z metalem, takimi kapelami były Iron Maiden i Metallica: dwie pierwsze płyty z ciężkim graniem jakie usłyszałem to były 'Fear of the Dark' i 'Master of Puppets'. A obecnie, od czego można zacząć? Metallica siedzi cicho od paru lat (może i dobrze), całe szczęście, że Ironi są w dobrej formie. Ale jak długo to potrwa? Pięć, sześć lat i panowie odejdą na emeryturę. I co wtedy? O, przepraszam, całkiem zapomniałem o Ozzym, ale on też jest już stary, a na jego festiwalach występują grupy pokroju Linkin Park, czy Disturbed. W takiej sytuacji, za kilka lat może, się zdarzyć, że Krzyś usłyszy przesterowaną gitarę w utworze jakiegoś new-... zespołu i bez wiedzy o prawdziwym metalu zasili szeregi fanów jakiegoś Il Nino. Przyrost naturalny metali będzie minimalny, a muzyka ta będzie schodzić coraz głębiej do podziemia. Jednocześnie subkultura ta stanie się bardziej elitarna, przez to, że znacznie trudniej będzie dotrzeć do wydawnictw metalowych. Jedyną nadzieją na zmianę sytuacji są (a raczej będą) dzieci obecnych i dawnych metali. Jest w nich nadzieja, ale wydaje mi się, że w akcie buntu przeciw swym rodzicielom owo pokolenie zacznie słuchać czegoś zupełnie innego, a jedynie jakiś mały procent pozostanie przy 'wierze' rodziców (czy też jednego rodzica - już słyszę żonę mówiącą do męża 'Krzysiek! (zakładamy, że usłyszał jednak coś porządnego) Wyłącz to, bo się Piotruś boi!'). Oczywiście jest jeszcze jedna szansa - może pojawić się nowy zespół na miarę Maidenu, czy Metaliki. Może nawet już istnieje, tylko ja jeszcze nic o nim nie wiem? Jak ktoś zna taką kapelę to niech napisze o niej w Kaemie.

Jak widać, nie jestem pełen optymizmu dla ulubionej muzyki, ale patrząc na naszą rzeczywistość nic innego napisać nie mogę. Jeśli ktoś ma inne zdanie i widzi świetlaną przyszłość metalu niech napisze o tym arta. Naprawdę, chciałbym się mylić co do 'społecznej' przyszłości muzyki uwielbianej przez, póki co, miliony ludzi.

Aryman

angra_mainju@wp.pl

brak zespołu jak IM czy Metallica