O starogreckiej magii krótki wywód, czyli wszystko płynie
Całkiem niedawno mogliście przeczytać tekst nadesłany przez pan_T.A.Reja, w którym ów wyrażał się o moim podejściu do magii - obecnej, jak się okazuje, w starożytnej Grecji. Niegrzecznością z mojej strony byłoby nie odpowiedzieć dysputantowi, toteż poniżej możecie przeczytać wyjaśnienia, w których kajam się niczym złojony pies.
Cóż, może niezupełnie...
Lecz najpierw - dla osób nie zorientowanych w temacie - odrobinka wyjaśnień. Wszystko zaczęło się od powieści, która wzbudza chyba największe emocje w licznych recenzjach, krytykach i polemikach. "Władca pierścieni" - oczywiście. Ja, jako zwolennik przekładu w wykonaniu pana Łozińskiego (czyli tłumaczenia wyklętego przez fanów, obrzuconego błotem - a nawet gorzej - i zdeptanego niemiłosiernie), zarzuciłem Skibniewskiej, iż w swej wersji nie "spolszczyła" nazw. Moim zdaniem lepiej brzmi bowiem Włość niż Shire, a nazwa Hobbiton kojarzy mi się... ze starożytną Grecją właśnie, a nie ze wszechobecną we Włądcy magią. Pan_T.A.Rej zareagował - udowodnił, że czary ponad wszelką możliwość były.
A ja mówię, że nie.
Zostały przytoczone przykłady "czarownictwa" - czy to magiczna jak konta-niewidki niektórych polityków maść, czy też czarodziejskie niczym "nadzienie" fajek wodnych zioła, czarodziejka Kirke - miejscowy Harry Potter itd. Moja nań odpowiedź - fakt, są to sztuki magiczne. Ale nie takie, jak we Władcy - kiedy Kikre przemieniała kompanów Odyseusza w świnie, nie szeptała tajemnych słów, nie rzucała uroku takiego, jaki większość osób w dobie RPG kojarzy z magią. Tak to już jest w dzisiejszych czasach - filmy zrobiły swoje i byle sztuczki zeusowych pomiotów nie robią wrażenia. Tolkien stworzył wizerunek maga - w długiej, powłóczystej szacie, dostojnego, poważnego, z kilkunastoletnim zarostem, i taki właśnie obraz jest dziś stereotypem czarodzieja. Mało kto kojarzy magię z Grecją - ten kraj słynie głównie z panteonu bogów. A czy można powiedzieć, że bóg czaruje? Nie - on czyni cuda.
Wciąż więc trwam w swoim przekonaniu - sądzę, że mimo iż przed kilkoma tysiącami lat magia była obecna (oczywiście nie dosłownie), to była to odmiana znana dziś... I nie może pojawiać się w przekładzie tolkienowego dzieła.
Pan_T.A.Rej napisał tak: "ta magia jest pierwotna, nie taka nowoczesna, jak, na przykład u Harrego Pottera, gdzie wystarczy dwa słowa powiedzieć i patykiem machnąć, by zaklęcie utworzyć. Ale mitologię trzeba traktować jako archetyp, pierwowzór." Nie, mój drogi. Magia jako taka była obecna w każdej rozwijającej się równolegle kulturze, ale ja uważam, że pierwowzorem dla "dzisiejszych magów" były czary afrykańskie. To właśnie na tym kontynencie odprawiano rytuały najbardziej przypominające współcześnie opisywane uroki. Rzucano czary, nakładano klątwy - w sposób nieraz całkiem przypominający Gandalfa... Ale prawie nikt się tym szerzej nie interesuje.
military