Lalka - repolemika
Dla ułatwienia orientacji czasoprzestrzennej w tekście, stare wypowiedzi Splatcha zaznaczyłem kursywą, kontrargumentacji Ubique pozostawiłem zwykłą czcionkę, i pogrubiłem nowe kontr-kontrargumentacje Splatcha. Gdzieniegdzie, korzystając z przywileju "wszechmocy", się dopisałem, co by sobie oszczędzić pisania oddzielnej (i zapewne krótkiej) re-kontr-kontrpolemiki. - military
Wczoraj dopiero natrafiłem w AM Książki na recenzję "Lalki" autorstwa Łukasza "Splatch'a" Dywickiego.
Tak się składa, że ja również natrafiłem na twoją polemikę i śpieszę z wyjaśnieniami.
Sumienie nie dałoby mi chyba spokoju, gdybym jakoś nie zareagował, Splatch bowiem w tekście ocenił tę wybitną powieść zupełnie niesprawiedliwie. Pragnę więc napisać od siebie słów kilka wyjaśnień tudzież kontrargumentów. Aby ułatwić sobie pisanie, a czytelnikowi lekturę, fragmenty recenzji Splatcha potraktowane zostały z kursywy.
Wierz mi, że przedstawiłem swój punkt widzenia i nie żaden inny. A co do wielkiej powieści to pozostańmy na stwierdzeniu, że "jest to kwestia dyskusyjna".
Z początku Splatch mówi, że go niektóre akcje bawiły, inne mniej, i tych co bawiły mniej jest w książce więcej. I to już jest trochę absurd, bo ta książka nie jest ani komedią, ani sensacją, w związku z czym ona nie ma bawić ani dostarczać szybkiej rozrywki. Tego się nie czyta przy obiedzie. Podobnie jak trudno śmiać się czy podskakiwać z podniecenia przy Dostojewskim. To nie Clancy.
Z twojej wypowiedzi zrozumiałem, że po książce oczekuję trzech akcji - wstępu z zabójstwem, następnie spotkania i zbliżenia dobrego detektywa i przypadkowej pani a na końcu wielki finał. Wierz mi, czytałem już niejedną książkę i bardzo niewiele z nich łączyło wszystkie wymienione przez ciebie wątki - "Lalka" zdecydowanie się do nich nie zalicza.
Dalej Splatch przytoczył nam fragment "Pamiętnika starego subiekta" [pomyłka, był to pamiętnik młodego subiekta w moim wydaniu - czytaj dokładniej, czyżbym aż tak dalece zmylił
ciebie?], po czym stwierdził, że chwalić na siłę książki nie będzie. I bardzo dobrze. Najważniejsze, żeby mieć własne zdanie, choćby nawet było sprzeczne ze zdaniem większości. Zauważyłem, że wszyscy uczniowie w swych pracach przed tytułem jakiejś lektury doklejają różne przymiotniki typu "świetna, cudowna, wybitna", jak gdyby obecność książki w spisie lektur szkolnych świadczyła o jej geniuszu. A może chcą się przypodobać polonistce? Ładnie to tak być jak jakaś krowa, bez poglądów, rozumku i własnego zdania?
(Niestety, w wielu szkołach posiadanie własnego zdania
jest równe z "karygodną bezczelnością"... - m.)
Przepraszam bardzo, ale moim zdaniem powyższy akapit pomylił jeśli nie tekst to miejsce. Myślałem, że dasz tutaj kontrargument.. no myliłem się, to przecież rzecz ludzka..
"Pierwszym rażącym defektem tej książki jest fakt, iż opowiada ona o wielkiej, niespełnionej miłości pomiędzy człowiekiem z romantyzmu-pozytywizmu, a salonową damą. Jeneczki, czasami to miałem ochotę odrzucić tą książkę, kiedy Wokulski dawał się tak omotać."
Nie rozumiem co jest złego w tym, że książka jest przede wszystkim o miłości? Co druga książka jest o miłości - czy to do kobiety, czy do ojczyzny, czy tam jeszcze czegoś innego. W "Lalce" miłość odgrywa rolę pierwszoplanową: jest tym, co Wokulskiego zmusza do społecznego awansu. Ale ta książka to naprawdę nie tylko historia miłosna. To również, jak już zauważył Phnom Penh, wybitne kreacje psychologiczne (przed Prusem w polskiej literaturze nikt tak nie pisał!), to świetne dialogi oraz masa różnych smaczków: pojedynczych zdań, pomniejszych wątków, w których każdy znajdzie coś dla siebie.
No nie wiem, czy każdy znajdzie coś dla siebie skoro jak pisałeś tak książka jest "przede wszystkim o miłości". Dalej piszesz jak moja polonistka lub osoba, którą przedstawiłeś w poprzednim akapicie. Pięknie brzmi "zmusza do społecznego awansu", zupełnie jak fragment notatki z mojego zeszytu... Szczerze - gdybym chciał poczytać sobie "wybitne kreacje psychologiczne" to sięgnąłbym po książkę z pewnością inną. Nie chcę krytykować Prusa bo bez wątpienia wielkim człowiekiem był
, ale "Lalki" do wielkich zaliczyć nie jestem w stanie. I jak wcześniej pisałeś (albo ty, albo ja ;)), że jest to "opowieść o człowieku przełomu wieków" więc miłość jako nieodzowny składnik epoki romantyzmu nie może przeszkadzać... jednak pozytywizmowi jest poświęcone zdecydowanie mniej miejsca. Patrząc na tą powieść można zaraz na początku stwierdzić, że Wokulski przegra.
(I co w tym złego? Historia człowieka skazanego na
niepowodzenie, a nie mającego świadomości bezcelowości własnego postępowania,
człowieka wzgardzonego przez los - może zaciekawić... - m.)
"No więc fakt - nie spodziewajcie się czegoś nadzwyczajnego - troszkę z romantyzmu, trochę pozytywizmu - a w sumie nic specjalnego. Wydaje mi się to nudne w obie strony, tym bardziej, że książka skupia się głównie na tej miłości. Nie, abym miał coś przeciw temu, ale.. no ale nie podoba mi się taka kombinacja."
Rzec by można, że Wokulski, idąc za tą tak odrażającą dla Ciebie miłością, przemierza całą Polskę XIX wieku - żaden podręcznik historii nie da ci tego, co da dobra książka z tamtych czasów. I tu nie ma suchych faktów, tu masz ludzi: ich nadzieje, ich obawy, ich lęki.
To nie jest tak, że Prus wziął troszkę romantyzmu, troszkę pozytywizmu i zrobił z tego książkę. Nie oceniaj tego jako lektury, bo jeśli myślisz w kryteriach stricte szkolnych typu "w tym zdaniu widać wpływy filozofii Nietzschego, a tutaj mamy odniesienie do Mickiewicza", to faktycznie nic ciekawego z tej lektury nie wyniesiesz. Należy jednak docenić powagę tego dzieła: to jest faktycznie historia człowiek schyłku dwóch bardzo sprzecznych ze sobą epok, który nie potrafi sobie znaleźć miejsca w świecie.
Przepraszam - gdzie ja pisałem, że miłość jest dla mnie odrażająca? Pisałem, że nie mam nic przeciw temu ale nie podoba mi się kombinacja idee - miłość. Prus poświęcił bardzo niewiele miejsca ideom. Możemy tylko mniemać, jak to było gdy Wokulski był młody. Czytając książkę można zauważyć, że Wokulski z wiekiem myśli coraz mniej o swoim posłannictwie. Hm.. może się źle wyraziłem - pozytywizm jest potraktowany po macoszemu. Jest kilka wątków, ale nie można go porównywać z opisywaną miłością. Większość myśli skupia się na Łęckiej a mniejszość na pozostałych wartościach. Tak, przemierza całą Polskę, jest to dodatkowo książka krajoznawcza wydawana przez PTTK. O nie, całej Polski nie przemierza i książka ta nie dała mi nic nadzwyczajnego. Są problemy społeczne - ale czy nie ma tego w nowelach? Dodatkowo nowele te są wygodniejsze w przyswajaniu i mi się bardziej podobają niż rzeczony tytuł. Co do dwóch bardzo sprzecznych epok to tak - ale nie zapominaj iż pozytywiści nie krytykowali otwarcie romantyków i nie utrudniali zmiany frontu. Nie chcieli się odcinać od przeszłości niczym młodopolanie!
"Drugim mankamentem może być sposób prowadzenia narracji - kiedy czytamy pamiętnik starego subiekta czasami pojawiają się wydarzenia, których Rzecki nie mógł wiedzieć. Logicznie rzecz biorąc Prus popełnił kilka takich wpadek, niestety przykładów nie mogę podać, ponieważ książka wróciła do biblioteki."
Bardzo proszę o konkrety, bo ja żadnych wpadek nie zauważyłem. Zauważył je też kiedyś Świętochowski (czy jak mu tam było), ale Prus szybko je nadpobudliwemu i czepialskiemu krytykowi objaśnił. Pisanie "gdzieś tam coś tam było, że ktoś tam coś tam..." nie jest żadnym argumentem.
Myślę że właśnie jest. Napiszę sobie krótkie opowiadanie - "Gdzieś tam było sobie coś. Mieszkał tam ktoś. Robił ciągle coś tam i krzyczał jakoś tam". Ma to sens? Nie ma i właśnie Prus kilka razy nie raczył doinformować czytelnika o pochodzeniu niektórych informacji u Rzeczkiego. Oczywiście wszystko może być zamaskowane w treści, w podmiotach domyślnych, podtekstach,
didaskaliach (o pomyłka ;)).
Co do stylu narracji, to Prus wyprzedził nieco swoją epokę ludzi ograniczonych i zastosował jej dwa rodzaje. Jednym się podoba, drugim mniej, wiadomo - kwestia gustu. Mnie się podoba.
Nazywanie pozytywistów ludźmi ograniczonymi według mnie to duży błąd. Ludzi nie sądzi się w taki sposób! Co do narracji - nie miałbym nic przeciwko niej, ale jak wspominałem bywają w niej niedociągnięcia.
Natomiast jeśli ktoś narzeka, że ta książka trąci dziś myszką, że nieładny język, to proponuję spojrzeć na Sienkiewicza: styl wręcz archaiczny, jakby z XVII wieku. Prus był naprawdę nowoczesny pod względem językowym.
Kto i gdzie napisał, że nieładny język? Kto, przepraszam, ale jeśli chcesz mi coś tłumaczyć? Nigdzie nie napisałem ani słowa o języku książki bo mnie nie raził.
A jeśli chodzi o styl Sienkiewicza w trylogii - to nie jest archaiczny a stylizowany. Tak, stylizowany na ówczesną mowę, na, jak zgadłeś, wiek XVII. A jeśli chcesz posmakować odrobinki innego smaku Sienkiewicza przeczytaj "Szkice węglem". Jest to również lektura szkolna więc winneś ją znać. Co do nowoczesności to raczej wątpię. Przecież to mowa pozytywistyczna, zwykła, troszkę zatęchła, ale łatwa do zrozumienia. I moim skromnym zdaniem to Sienkiewicz miał o wiele, wiele więcej pracy przy układaniu dialogów, tak aby nie wpadło słówko 'nowoczesne'. Z tego co wiem, to Sienkiewicz do pisania trylogii jak i Krzyżaków zbierał długo materiały i czytał bardzo wiele pism z tamtego czasu, aby móc stylizować to i owo.
(Akurat Trylogię Sienkiewicz pisał dość
niechlujnie - nie zaplanował jej jako całość, a dopisywał "z
marszu" kolejne rozdziały, żeby zdążyć na czas do nowego numeru gazety je
drukującej. Zdarzyło się nawet, że zapomniał co w danym momencie porabia
jego bohater i musiał wysyłać telegram z pytaniem do wydawcy... Stąd w
Trylogii sporo wpadek. A i język nie do końca z tamtej epoki. Również
wiele opisów jest co najmniej niedokładnych, żeby nie powiedzieć błędnych...
- m.)
"Trzecim i ostatnim punktem mojego narzekania będzie fakt, że bardziej polubiłem Rzeckiego niż Wokulskiego, a przecież ten drugi jest głównym bohaterem! Tutaj mi coś nie gra, bo przecież powinienem bardziej interesować się losami Wokulskiego, a nie jego pracownika."
Ależ broń Boże, nigdy w życiu, skąd!!! Lektura książki jest czymś w 100% indywidualnym, jeden lubi tego bohatera, a drugi kogoś innego! Nie ma w tym absolutnie nic dziwnego, jest to nawet zaleta książki, gdyż jak widać postaci nie są nakreślone jednoznacznie, budzą mieszane uczucia. A Rzeckiego nie można nie lubić.
Ależ gdy czytam książkę to jest ktoś taki jak głowny bohater. To jego losy powinny mnie interesować, a nie postaci drugoplanowej, jaką jest bez wątpienia Rzecki. Jeśli postacie są nakreślone niejednoznacznie to co powiesz o Izabeli Łęckiej, a co o Węgiełku?
"Wygląda mi to troszkę hm.. jakby Wokulski był tłem dla Rzeckiego. Niestety odniosłem takie wrażenie i dlatego polecę po ocenie."
A mi to wygląda, jak gdybyś chciał oceniać tę książke w oparciu o jakieś schematy. Że skoro Wokulski tłem dla Rzeckiego, to źle, że skoro tematem przewodnim miłość, to też źle, bo nieoryginalnie, itd.
Wybacz, że uciąłem ten wywód w tym miejscu, ale nie oceniałem książki o żadne schematy. Oceniam zawsze tak samo. Podobną ocenę dostał Tai-Pan i szczerze te książki są do siebie podobne. A gdy Wokulski jest tłem dla Rzeckiego no naprawdę źle. To nie jest nowela o konstrukcji ramowej ani opowiadanie z akcentami symbolicznymi!
Rzecki to hołd Prusa dla ideałów romantycznych, jak również krytyka pewnych zachowań charakterystycznych dla romantyków. Jest to postać dla powieści niezwykle istotna i nie ma w tym nic złego, że dla Ciebie jest to postać najistotniejsza. I sam pisałeś, że gustów się nie dyskutuje. Moja skala ocen jest tylko i wyłącznie odzwierciedleniem moich uczuć po przeczytaniu książki. Wiele osób nie ma nic przeciwko tejże skali, ty jesteś pierwszy.
"Jednym aspektem, który może przemawiać na plus książki jest odpowiedź na "wielkie pytania epoki" - pozytywizmu. Może, ale nie musi, ponieważ wątpię aby jakiegoś ucznia zachęcała objętość książki."
Pewnie, to nie lektura na jedno popołudnie. Gwarantuję jednak, że jeśli podejdziecie do lektury z odpowiednim nastawieniem, to po "Lalce" będziecie naprawdę mądrzejsi. To jedna z tych Książek, po których nic nie będzie takie samo.
Tak - uczeń jest jeszcze bardziej zniechęcony do czytania, albo z desperacją patrzy na kolejną lekturę i ze zgrzytem zębów ją odrzuca i sięga po opracowanie. Co do moich oczekiwań - po tej każdej książce oczekuję czegoś, co może mnie zainteresować, co mogłoby
przypomnieć mi czasem o niej. Jest bardzo mało książek, do których podchodzę z wielkimi nadziejami i wierz mi, póki co moi wybrańcy się spisali.
"To co mnie pocieszyło i najbardziej podobało w całym utworze było na końcu. "No omnis mori"
("Non omnis moriar" - m.)- czy coś podobnego, zacytowałbym to dokładnie, ale jak wspomniałem nie mam już książki. Zapewne nie wszyscy wiedzą co znaczy ten łaciński zwrot - "Nie wszystek umrę" - lub coś bliskiego, bo tłumaczę to sam i z pamięci."
No widzisz, jednak Ci się coś podobało. Mnie tam końcówka raczej zdołowała. Bardziej pesymistycznie na przyszłość patrzyli chyba tylko dekadenci, samobójcy, itd.
Sam pisałeś, że Prus wyprzedził swoją epokę, ludzi troszkę ograniczonych.
"Oceniając książkę biorę pod uwagę wszystkie wady książki, jednak nie zapominam o tej jednej zalecie. Książka może i niedoskonała, jednak nie najgorsza - dlatego dostaje czwórkę z minusem [4-]. Kto będzie chciał przeczytać zrobi to, jednak jeśli ktoś się waha to radzę mu nie zabierać się do tego tytułu. Jest długi i zawiły, a przyjemność z czytania jest nikła."
Cóż, kwestia gustu. Rozumiem, że "Lalka" może podobać się mniej od kiczowatego, pełnego zawrotnej akcji "Potopu", nie pojmuję natomiast jak mogłeś wyżej od dzieła Prusa ocenić "Nad Niemnem". Ten twór Orzeszkowej moim zdaniem jest poniżej wszelkiej krytyki: puste powtarzanie tych samych pozytywistycznych haseł, niemiłosiernie nudne opisy przyrody (i oni "to" porównują z Mickiewiczem??? ROTFL!!!), banały na miarę dzisiejszych telenowel. To jest dopiero NUDNE.
Konsutowałem się kolejno z siostrą, kolegą z klasy, sobą i wierz mi - Lalka przegrała z "Nad Niemnem" trzy do zera. I co do kiczowatości "Potopu" stańmy też, na tym iż jest to "kwestia dyskusyjna". Nie mniej tym, którzy ufają mojej skali ocen - sięgnijcie po "Potop", warto. I przepraszam - kto porównywał coś do Mickiewicza? I co do nudnych opisów przyrody.. pisałeś, że min. "Lalka" to powieść, która daje więcej od podręczników - zatem tego geograficznego również? A NUDNE to są dopiero flaki z olejem ;).
Łukasz 'Splatch' Dywicki
Od siebie dorzucę tylko, że mimo, iż "Lalka" - moim zdaniem - dziełem wielkopomnym nie jest, to bezpłciowe, statyczne, nudne i prostackie "Nad Niemnem" bije na głowę. Nie tylko lepszym stylem autora, nie tylko bardziej konkretną fabułą, ale i przesłaniem - zdecydowanie bogatszym i będącym dla niektórych wskazówką co do wyboru dróg w życiu.